Sobotnie spotkanie rozpoczynało się o 22:00, jednak kibice Realu Madryt mieli okazję do pierwszej radości w tym sezonie dwie godziny wcześniej. Niezrozumiałe gwizdy, jakimi Parc des Princes przywitało Kyliana Mbappé podczas prezentacji, świętowano w Madrycie tak samo lub nawet bardziej niż pierwszą bramkę Benzemy. Ponieważ to właśnie ten niekończący się mecz w biurach przeciwko PSG, a nie z Deportivo Alavés, tak naprawdę przejmuje i martwi madridismo. Madridismo, które jest bardzo rozczarowane brakiem działań klubu na rynku, zarówno jeśli chodzi o transfery do klubu (tylko Alaba), jak i z klubu (ci, którzy mieli odejść i kolejny rok z rzędu zapierają się rękami i nogami, by w Madrycie pozostać).
Nie dowiemy się, czy sobotnie gwizdy będę punktem zwrotnym tej historii, której finał jest znany i prędzej czy później skończy się z Mbappé w białej koszulce, ponieważ tego chcą dwie strony, z pozwoleniem PSG czy bez niego (od 1 stycznia). Pewne jest, że wczorajsze wydarzenia z Paryża można podsumować powiedzeniem „umarł król, niech żyje król”, z tą różnicą, że martwy król pół roku temu zniszczył nowego króla, pakując w jego własnym domu trzy bramki i doprowadzając cały Paryż do ekstazy. Jednak dziś w Paryżu rządzi Messi i, mając przed oczami obrazki z soboty, niektórzy najwidoczniej nie chcą już swojego złotego chłopca, który przed meczem mógł poczuć się odrzucony, jednak ponownie był najlepszy, strzelając gola i notując dwie asysty. W futbolu pamięć nie istnieje i Mbappé ma już wymówkę, o której Al-Khelaïfi powiedział, że nie ma: nie chce być giermkiem Messiego, ani nie chce być w miejscu, gdzie go nie chcą, choć oczywiście w tak jasny sposób tego nie powie. Zobaczymy, czy to okaże się wystarczające, by w Katarze zgodzili się na negocjacje, zgarnęli za niego ponad 150 milionów i może zastąpili go Cristiano.
W międzyczasie Real rozpoczął sezon w Vitorii goleadą, której przewodził ten, co zawsze, Karim Benzema, niekwestionowana lider tej drużyny, który sam na ten status zapracował. Tym razem był wspierany lepiej niż zwykle przez Hazarda i Bale'a, dwie gwiazdy wracające do żywych, którzy jeśli zaczynają grać na miarę swojej sławy, statusu i pensji, to pokazują, że są kilka półek wyżej niż reszta atakujących, reszta piłkarzy do towarzystwa. Belg, nieudolny przy pressingu w pierwszej połowie, odpalił się bardziej po przerwie, znalazł drogę do Benzemy i pozostawił kroplę nadziei na to, że może jeszcze świetnie współpracować z Francuzem. Ten Real, któremu brakuje gola, rozpoczyna sezon od goleady. I jeszcze czeka na Mbappé. Lub na Hålanda.
Komentarze (45)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się