32-latek wrócił do stolicy Hiszpanii po rocznym wypożyczeniu do Tottenhamu, a w niedzielę kibice znów mogli zobaczyć go w akcji w barwach Królewskich. Brytyjczyk wystąpił w ostatnim meczu towarzyskim przed startem sezonu z tymczasowym numerem 50 na plecach. Najbardziej w pamięci zapadnie jednak to, że spotkanie zakończyło się bezbramkowym remisem, a Bale zmarnował rzut karny. Maignan odczytał intencje Garetha i zatrzymał jego słabe uderzenie z wapna.
Tak czy inaczej, trzeba również zauważyć jasną stronę medalu. Skrzydłowy w ogólnym rozrachunku zagrał bowiem dobrze. Był aktywny, nieźle wyglądał w pojedynkach jeden na jeden i, co chyba najważniejsze, widać było, że mu się chce. Rzut karny, który zmarnował, sam natomiast wywalczył dzięki swojej szybkości. Momentami można było odnieść wrażenie, że aż za bardzo mu się chce, jak wtedy, gdy otrzymał żółtą karkę za nadepnięcie Theo.
Bale wyszedł w podstawowym składzie i zdecydowanie częściej widać go było z prawej strony, gdzie zazwyczaj grywał u Ancelottiego w sezonach 2013/14 i 2014/15. Theo nie miał z nim łatwego zadania. Walijczyk nie miał też wątpliwości co do tego, że to on chce wziąć się za wykonywanie rzutu karnego. Momentami wyglądał pod względem wolicjonalnym tak, jak gdyby cały czas był graczem Tottenhamu. Pudło z jedenastego metra sprawia jednak, że jego ostatnim golem dla Realu Madryt pozostaje ten z 20 stycznia 2020 roku w konfrontacji z Unionistas w Pucharze Króla.
Dziennikarze Marki w wyliczeniach idą nawet w stronę totalnego absurdu, jakim jest wyliczanie piłkarzowi dni bez gola dla Realu. Jakkolwiek patrzeć, licznik faktycznie wybija w tej chwili 566 dni, jednak trudno postrzegać tego typu rachunki za miarodajne, skoro zawodnika przez rok nie było w klubie. I biorąc pod uwagę, że mowa w tym przypadku o sparingu. Tak czy inaczej, sama potyczka z Milanem mimo zmarnowanej jedenastki pozwala mieć względem Bale'a pozytywne odczucia.
Komentarze (24)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się