Koszykarze zamknęli bardzo trudny tydzień zwycięstwem. W ciągu 7 dni madrytczycy mieli do rozegrania 4 mecze i wszystkie zdołali wygrać. Dzisiaj pokonali na wyjeździe Manresę, ale widać było, że zmęczenie daje się we znaki. Niewiele brakowało, by Katalończycy sprawili niespodziankę. Królewscy kontrolowali takie aspekty gry jak zbiórki, jednak skuteczność nie dopisywała. Trzeba docenić to zwycięstwo. Kolejny krok w kierunku zwycięstwa w sezonie zasadniczym został wykonany.
Real Madryt bardzo dobrze rozpoczął to spotkanie. Defensywa pracowała idealnie i Manresa zaliczyła serię strat. Królewscy to wykorzystali i wyszli na prowadzenie 12:2. Mogło się wydawać, że to będzie łatwy mecz dla madrytczyków, ale w pierwszej połowie rywalizacji podopieczni Pabla Laso fatalnie rzucali. 4/11 za dwa punkty i 0/5 za trzy punkty wiele mówi o skuteczności. To przeszkadzało w zbudowaniu przewagi mimo dominacji w zbiórkach i strat rywali. Po pierwszej kwarcie Blancos prowadzili 17:13.
W drugiej kwarcie dalej skuteczność nie dopisywała i Manresa to wykorzystała. Gospodarze znacznie poprawili swoją grę i objęli prowadzenie. Królewscy niemal całą kwartę grali bez Tavaresa i nie prezentowali się najlepiej. Wiele dobrego robił duet Causeur – Garuba, jednak pojawiło się również kilka strat. Madrytczycy odzyskali prowadzenie przed zejściem na przerwę. Równo z końcową syreną z bardzo dobrze wypracowanej pozycji za trzy punkty trafił Alocén (32:35).
Po zmianie stron Real Madryt wrzucił wyższy bieg i odskoczył na 12 punktów. Mogło się wydawać, że to już wystarczy i Królewscy do końca będą utrzymywać bezpieczną przewagę. Tak się nie stało. Katalończycy nie zamierzali się poddawać. Mieli też sporo szczęścia, bo podopieczni Pabla Laso ciągle mieli problemy ze skutecznością. Po 30 minutach w lepszej sytuacji byli madrytczycy (48:54).
Czwarty mecz w ciągu tygodnia musiał się dawać we znaki Realowi Madryt. Skumulowane zmęczenie odbijało się na grze drużyny i Manresa starała się to wykorzystać. Katalończycy dogonili Królewskich i końcówka była pełna emocji. Każda akcja miała znaczenie i, trzeba przyznać, madrytczycy mieli trochę szczęścia. Manresa zmarnowała ważne rzuty, a Blancos pewnie wykonywali rzuty osobiste. Udało się przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść, ale widać było, ile kosztował ten mecz zawodników Pabla Laso. Pozycja lidera w Lidze Endesa dalej pozostaje niezagrożona.
76 – Manresa (13+19+16+28): Mason (10), Hinrichs (8), Vaulet (3), Janning (4), Eatherton (17), Ferrari (12), Jou (0), García (9), Báez (5), Martínez (2), Sajus (4), Sima (2).
77 – Real Madryt (17+18+19+23): Tyus (6), Alocén (8), Deck (17), Carroll (5), Tavares (10), Causeur (9), Abalde (0), Laprovíttola (7), Vukčević (5), Garuba (9), Thompkins (0), Taylor (1).
Komentarze (1)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się