Pierwsza połowa w wykonaniu Realu Madryt była niezła. Całkiem niezła. Niestety, zabrakło skuteczności i gola, ale wyraźnie dominowali pod batutą Kroosa i Modricia i bez problemów narzucili swoją grę Realowi Sociedad. Nawet fajnie budowali ataki dzięki aktywnemu Isco. Dlatego jeszcze bardziej dziwi zarządzona po przerwie przez Zidane’a zmiana systemu, która rozbiła drużynę i dała skrzydła przeciwnikowi. Cofnięcie Casemiro na trzeciego stopera, kiedy pod nieobecność Benzemy jest głównym argumentem ofensywnym dzięki swoim główkom, sprawiło, że za jednym razem Zidane stracił siłę w napadzie i kontrolę w środku pola.
Po stracie bramki na 0:1 przyszło to, czego można było się spodziewać: 40 minut, podczas których napastnicy Los Blancos walczyli ze swoją nieskutecznością, swoimi ograniczeniami i brakiem posiłków. Nie licząc Benzemy, siedmiu atakujących zdobyło w tym sezonie łącznie 12 bramek. To cud, że Real wciąż żyje w La Lidze i Lidze Mistrzów.
Zidane zdjął za jednym zamachem Mariano, Asensio oraz Isco i prawdą jest, że Rodrygo i Valverde dali nieco więcej klarowności. Zabawne, że po zejściu Mariano jego koledzy zaczęli wrzucać piłki w pole karne tak, jakby miało nie być jutra, czego nie robili, kiedy był na boisku. Na koniec Vinícius wcisnął na remis i uczczenie swojego setnego występu, choć rozczarowanie jest ogromne, ponieważ drużyna zasłużyła na więcej. Kroos, Modrić i Casemiro są bardzo dobrzy, ale nie zaszkodziłoby, jeśli od czasu do czasu jakiś napastnik pokazałby, że ma umiejętności na poziomie Realu Madryt.
Komentarze (15)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się