Wiem to od dziecka. Jednym z najważniejszych momentów sezonu dla każdego kibica są transfery olśniewających piłkarzy. Tak zwane luksusowe wzmocnienia. To strategiczny i emocjonalny ruch, który Florentino opanował do perfekcji w pierwszym etapie prezesury. Sprowadził nam w czterech niezapomnianych okienkach transferowych Figo (goląc Barçę!), Zidane'a, Ronaldo i Beckhama. Ale nadejście tych tak zwanych klubów państwowych (PSG, City...) znacznie osłabiło żelazną rękę Florentino na rynku transferowym. Do tego stopnia, że poszedł drogą o tyle atrakcyjną, co ryzykowną: zaczął sprowadzać młodych, zanim wyrosną na gwiazdy światowego formatu.
To by ci wystarczyło, gdyby Vinícius, Rodrygo, Jović, Militão, Ødegaard, Kubo, Brahim, Reinier czy Vallejo staliby się prawdziwymi gwiazdami na swoich pozycjach. Ale na koniec wydałeś kupę pieniędzy na chłopaków, którzy w większości zatrzymali się na etapie wiecznie obiecujących. Wiem, że po drugiej stronie mamy 100 milionów wydane na piłkarza z topu, Hazarda, który okazał się rozczarowaniem, ale to tak dziwny przypadek, że bardzo trudno, by się powtórzył. Jeśli kupujesz szynkę iberyjską Cinco Jotas, to normalne, że będzie smakować wyśmienicie. Jeśli kupujesz zwykłą szynkę, to... kupujesz zwykłą szynkę.
Bez wątpienia pandemia spowodowała ogromne straty i wszyscy zaciskamy pasa. To jasne, że klub oszczędza, by spłacić nowe Bernabéu. Tak już było w latach 40., kiedy don Santiago budował nowe Chamartín, co odbiło się na wynikach. W tamtym czasie Los Blancos wygrali tylko dwa Puchary Generała (w 1946 i 1947 roku), jednak w kolejnej dekadzie sięgnęli po pięć Pucharów Europy. Czy współczesny, wymagający madridista będzie potrafił wytrzymać tyle lat, by otrzymać nagrodę?
Komentarze (26)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się