REKLAMA
REKLAMA

Pierwszy z wielu promyków?

Tydzień temu Real Madryt grał mecz z Deportivo Alavés i z pewnością można powiedzieć, że było to jedno z najlepszych spotkań Królewskich w tym sezonie. Trzy gole strzelone do przerwy i dość spokojne dowiezienie trzech punktów.
REKLAMA
REKLAMA
Pierwszy z wielu promyków?
Fot. własne

Takich spotkań, gdy podopieczni Zidane'a już w pierwszej połowie mieli przewagę trzech bramek nad rywalem, nie było w drugim etapie Francuza za sterami Los Blancos wiele. Dwa z Eibarem w ubiegłym sezonie, do tego jedno z Leganés i właśnie to pamiętne starcie z Levante na początku rozgrywek, gdy okazało się, jak ważnym elementem drużyny jest Casemiro, a Granotas, za sprawą Borjy Mayorala, blisko byli wyrównania.

REKLAMA
REKLAMA

Levante w ogóle jest taką drużyną, która w najmniej spodziewanym momencie wsadza kij w szprychy Królewskim. Może taka natura ekip z Walencji, że gdy tylko widzą przed sobą piłkarzy w białych koszulkach, czują żądzę mordu. Można znaleźć wiele analogii między podobnym meczem w poprzednim sezonie. Wtedy Real Madryt przeżywał jeden ze swoich najgorszych momentów, najpierw remisując na własne życzenie z Celtą, by następnie przegrać właśnie z Levante po golu Moralesa, który, jak pewnie wszyscy pamiętamy, miał uderzyć piłkę „swoją duszą”. Wszystko to chwilę po odpadnięciu z Pucharu Króla przeciwko Realowi Sociedad i chwilę przed porażką z Manchesterem City w Lidze Mistrzów. Tuż za rogiem była natomiast Barcelona, czyhając na przeskoczenie Królewskich w tabeli. 

Dość często więc zdarzało się, że to właśnie Levante było tym elementem układanki, który wprowadzał dodatkowy chaos. Oczywiście, z tamtego sezonu Real Madryt wyszedł obronną ręką, natomiast w przypadku obecnego jeszcze nie mamy takiego przekonania. Również jesteśmy tuż po odpadnięciu z Pucharu Króla, tym razem z nieco gorszym przeciwnikiem, niż Real Sociedad. Do spotkania z Atalantą pozostaje jeszcze kilka dobrych tygodni, natomiast prawda jest taka, że dość okazałe zwycięstwo z Alavés było pierwszym promykiem słońca od pewnego czasu. 

REKLAMA
REKLAMA

Tu jednak pojawia się Levante, które w ostatnim czasie zanotowało kilka naprawdę dobrych występów. W świetnej formie jest Morales, wtóruje mu wypożyczony własnie z ekipy Los Blancos De Frutos i to, co można powiedzieć z całą pewnością, to że nie można zlekceważyć zespołu Granotas. Podopieczni Paco Lópeza jednak, pomimo naprawdę solidnej gry, mają również tendencję do braku koncentracji w końcówce i gubienia prowadzenia, przez co w bieżących rozgrywkach zremisowali już ośmiokrotnie. 

Real Madryt natomiast, poza wspomnianym już meczem z ubiegłego tygodnia, również nie ma się czym chwalić. Jeśli nie policzymy spotkania na Mendizorroza, to ostatnie pięć potyczek w wykonaniu podopiecznych Bettoniego Zidane'a to remisy z Osasuną i Elche, wygrana z Celtą oraz odpadnięcie z Superpucharu Hiszpanii i Pucharu Króla. Na pierwszy rzut oka widać, że coś się zacięło, i choć całe zamieszanie wokół odejść Jovicia czy Ødegaarda oraz kwestia nowego kontraktu dla Sergio Ramosa z pewnością nie pomaga atmosferze wokół zespołu, oczekujemy, że dziś będzie lepiej. 

Zizou lubi mówić o tym, że w końcu wyjdzie słońce. Choć Filomena przykryła zarówno Hiszpanię, jak i niebo nad Realem Madryt, to zwycięstwo z Alavés było zaledwie pierwszym promykiem przebijającym się przez chmury. Fatalny przełom roku sprawia, że aby na dobre stwierdzić, że znów widzimy słońce, konieczne jest co najmniej kilka takich przebłysków. Kolejnego wypatrujcie dziś o 16:15. Nie przegapcie go.

REKLAMA
REKLAMA

***

Mecz z Levante rozpocznie się dzisiaj o 16:15 na Estadio Alfredo Di Stéfano, a w Polsce będzie można go obejrzeć na Eleven Sports 2 na platformie Player.pl.

Spotkanie można też wytypować w FORTUNA. Warto zagrać na gola Karima Benzemy, który ustrzelił w ostatnim meczu dublet, a kurs na jego trafienie to aż 1,70.
FORTUNA to legalny bukmacher. Gra u nielegalnych firm jest zabroniona. Hazard wiąże się z ryzykiem.

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (31)

REKLAMA