Tego nie powinno się nigdy robić, ale kiedy nie potrafisz strzelić kilku bramek, to pozwolenie sobie na tak absurdalny atak, jak ten Carvajala na Barragánie, na oczach sędziego, przy piłce w powietrzu, ma wielkie szanse, by zamienić się w stratę punktów. Pięć minut po rzucie karnym, który dał remis bardzo solidnemu Elche, doszło do podobnego zdarzenia w drugim polu karnym, gdzie tym razem to Barragán trzymał Casemiro, jednak ani Figueroa Vázquez, ani jego asystenci VAR nie pokusili się o zachowanie tych samych kryteriów czy obejrzenie tej sytuacji jeszcze raz.
Do momentu głupoty Carvajala w 50. minucie Real Madryt dobrze kontrolował mecz po tym, jak Modrić strzałem głową wyprowadził drużynę na prowadzenie. Królewscy rozsądnie operowali piłką przeciwko poukładanemu Elche i cierpieli tylko przez Marcelo. Brazylijczyk, którego nie grał w serii sześciu zwycięstw, wrócił, by podtrzymać koszmarną statystykę: z nim na boisku drużynie strasznie ciężko jest wygrać. Przypadek?
Początek meczu w jego wykonaniu był poprawny. Marcelo był aktywny i nawet raz uderzył w poprzeczkę, jednak z całą pewnością lewy obrońca jest jak koc, który nie zakrywa ani stóp, ani głowy, ponieważ jego wkład w ofensywę malał wraz ze wzrostem zmęczenia. Nie sposób nie odnieść wrażenia, że Marcelo jest już za słaby, tak samo jak Real z Brazylijczykiem na boisku. Wściekłość Sergio Ramosa po jednym z błędów we wczorajszym meczu była znamienna.
W każdym razie za wczorajsze potknięcie większą winę od Marcelo ponosi Carvajal i przede wszystkim odprężenie Królewskich po przerwie. Widać, że jeśli opuszczą gardę i pozwolą sobie na chwilę oddechu, to igrają z ogniem. Wczoraj to zrobili i się spalili.
Komentarze (3)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się