Zmień

11 Gareth Bale

Prawy skrzydłowy, 30 lat

Informacje

  • Pełne nazwisko: Gareth Frank Bale
  • Urodzony: 16.07.1989 (Cardiff)
  • Obywatelstwo: Wielka Brytania
  • Wzrost: 185 cm
  • Waga: 82 kg
  • Mocniejsza noga: lewa
  • Stan cywilny: żonaty z Emmą Rhys-Jones
  • Dzieci: córki Alba Violet i Nava Valentina oraz syn Axel
  • Agent: Jonathan Barnett
  • Sponsor: adidas

Biografia

Gareth Frank Bale urodził się 16 lipca 1989 roku w Cardiff. Jego rodzicami są Frank, szkolny dozorca, oraz Debbie, menedżer operacyjny. Jego miłość do futbolu, jak sam wielokrotnie podkreślał, narodziła się w dzieciństwie. Nieustannie błagał tatę, by poszli do parku i razem potrenowali.

Walijczyk spędził dzieciństwo w mieście swojego urodzenia. Uczęszczał do tamtejszej szkoły i był wszechstronnie uzdolniony – oprócz futbolu grał również w rugby, hokeja i uprawiał lekkoatletykę. W wieku 14 lat przebiegł 100 metrów w 11,4 sekundy. Jego ponadprzeciętne zdolności do gry w piłkę spowodowały, że szkolny nauczyciel wychowania fizycznego, Gwyn Morris, zmieniał zasady gry podczas spotkań z rówieśnikami. Bale miał zakaz używania lewej nogi. Były opiekun tak mówił o swoim wychowanku: „Gareth ma niesamowitą determinację, by odnieść sukces, a także charakter i umiejętności, by osiągać swoje prywatne cele. Jest jednym z najmniej samolubnych indywidualistów, którym miałem przyjemność pomagać zdobyć wykształcenie”.

W wieku 9 lat Bale został zauważony przez Southampton, gdy grał w turnieju drużyn złożonych z sześciu zawodników. Bronił wtedy barw klubu Cardiff Civil Service Football Club. Później wciąż mieszkał w swoim rodzinnym mieście, ale trenował w akademii Southamptonu w Bath Najpierw pojawiły się wątpliwości, czy Święci przyznają mu stypendium z powodu jego wzrostu. Ostatecznie wszystko poszło po myśli przyszłego piłkarza Królewskich i mógł on kontynuować drogę ku spełnieniu swoich najważniejszych marzeń.

17 kwietnia 2006 roku, w wieku 16 lat i 275 dni, zadebiutował w barwach Southamptonu w meczu przeciwko Millwall (2:0). Niemal cztery miesiące później strzelił swojego pierwszego gola, pokonując z rzutu wolnego bramkarza Derby County. W drużynie Świętych rozegrał łącznie 45 spotkań i strzelił 5 goli. Mimo ofensywnego usposobienia trener bardzo często wystawiał go na lewej obronie, co pozwoliło na poprawę gry w defensywie.

W 2007 roku Bale podpisał czteroletni kontrakt z Tottenhamem Hotspur. Zapłacono za niego 5 milionów funtów. Kwota ta mogła wzrosnąć do 10 milionów w zależności od jego występów i osiąganych sukcesów. Aby tego uniknąć Tottenham dopłacił rok później 2 miliony funtów. Pomógł tym samym Southamptonowi, który pilnie potrzebował gotówki, a jednocześnie zabezpieczył się przed dodatkowymi opłatami w przyszłości.

Walijczyk zadebiutował w drużynie Spurs 12 lutego 2007 roku w towarzyskim meczu z St. Patrick’s Athletic. Pierwszy oficjalny mecz w drużynie Kogutów to wyjazdowe spotkanie z Manchesterem United. Swoją pierwszą bramkę zdobył zaledwie kilka dni później, gdy pokonał bramkarza Fulham. W czterech pierwszych występach strzelił trzy gole, ale po fantastycznym początku wypadł z gry do końca sezonu po starciu z Fabrice’em Muambą.

W tym czasie jego głównym rywalem do pierwszej jedenastki był Benoît Assou-Ekotto, a kariera Walijczyka w Londynie nabrała tempa dopiero w sezonie 2009/2010. Przegapił początek sezonu z powodu kolejnego urazu, ale później dostał szansę od Harry’ego Redknappa. Odwdzięczył się dobrą grą i pomógł drużynie zająć miejsce premiowane możliwością występu w eliminacjach do Ligi Mistrzów. Podpisał nowy, czteroletni kontrakt, a w kwietniu został Piłkarzem Miesiąca Premier League.

W następnym sezonie Bale’a przesunięto na lewą stronę pomocy. Taki ruch okazał się strzałem w dziesiątkę, a najlepszym tego dowodem był występ Walijczyka na San Siro w meczu z Interem. Wtedy świat po raz pierwszy usłyszał o przebojowym piłkarzu, który miał wkroczyć na piłkarskie salony. W Mediolanie strzelił hat-tricka, niejednokrotnie ośmieszając Maicona i pozostałych obrońców rywala. Sezon zakończył z dwiema indywidualnymi nagrodami. Został Sportową Osobistością Roku w Walii według BBC, a Stowarzyszenie Zawodowych Piłkarzy (PFA) okrzyknęło go Piłkarzem Roku. Jego nazwisko znali już nie tylko skauci większych klubów, ale też trenerzy i prezesi – niemal każdy chciał mieć Bale’a w swoich szeregach. Ten jednak zdecydował się na pozostanie w północnym Londynie.

Zaufanie trenera i nowa pozycja wyraźnie służyły Walijczykowi, który odwdzięczał się dobrą grą także w następnym sezonie. Został nominowany do Drużyny Roku UEFA, a w styczniu otrzymał tytuł Piłkarza Miesiąca. Przed rozgrywkami Premier League w 2012 roku zmienił numer na „jedenastkę”. Utrzymywał bardzo wysoki poziom, a swoimi strzałami z dystansu straszył rywali – w samym sezonie ligowym zdobył 21 bramek, a końcówka batalii o miejsce w Champions League była w jego wykonaniu fantastyczna. Był głównym motorem napędowym Spurs, którzy ostatecznie nie zakwalifikowali się do elitarnych rozgrywek.

1 września 2013 roku to jeden z najlepszych dni w życiu Garetha Bale’a. Nie było tajemnicą, że negocjacje między Realem Madryt a Tottenhamem były bardzo długie, ale najważniejszy okazał się ich efekt – 24-letni wówczas Walijczyk mógł po raz kolejny włożyć białą koszulkę z herbem Królewskich na piersi. Po raz pierwszy zrobił to jako gracz Los Blancos. Wcześniej występował w takiej co najwyżej na podwórku w Cardiff. Podpisał kontrakt na sześć lat i zaprezentował trykot z numerem 11 na plecach.

W pierwszej połowie sezonu Bale płacił za brak okresu przygotowawczego i rozegrał jedynie pięć pełnych spotkań. W swoim debiucie w wyjazdowym meczu z Villarrealem zdobył bramkę w 38. minucie, a starcie zakończyło się remisem 2:2. Walijczyk przeplatał dobre występy ze słabymi – raz zdobył dwie bramki i zanotował dwie asysty (z Sevillą), by następnym razem niemal przejść obok meczu. Prawdziwym pokazem jego umiejętności był mecz na Santiago Bernabéu z Realem Valladolid. Gareth miał zastąpić nieobecnego Cristiano Ronaldo i udało mu się znakomicie, strzelił bowiem hat-tricka, a Real Madryt wygrał 4:0.

Skrzydłowy Królewskich rozstrzelał się na dobre i końcówka sezonu w jego wykonaniu była bardzo dobra. Jeśli były jeszcze jakiekolwiek wątpliwości co do przydatności i umiejętności Walijczyka, to sam zainteresowany rozwiał je 16 kwietnia. W 85. minucie finałowego meczu o Puchar Króla, przy wyniku 1:1, Bale zdecydował się na rajd przez ponad połowę boiska, minął Marca Bartrę i strzelił zwycięskiego gola, dając Realowi trofeum. Wylądował na okładkach największych gazet, a kibice mogli mu jedynie dziękować za tę jedną, spektakularną akcję, która dała pierwsze trofeum w sezonie 2013/2014.

Jeszcze lepiej było osiem dni później. Real Madryt dotarł do finału Ligi Mistrzów, w którym mierzył się z Atlético Madryt. Dzięki bramce Sergio Ramosa Królewscy wywalczyli 30 minut dogrywki, a w niej jednym z bohaterów był właśnie Gareth. Po akcji Ángela Di Maríi wpakował piłkę do siatki i doprowadził madridismo na całym świecie do ekstazy. Królewscy wygrali w Lizbonie i zdobyli dziesiąty Puchar Europy w swojej historii. Bale mógł zaliczyć ten sezon do udanych – skończył go z 22 bramkami i 16 asystami we wszystkich rozgrywkach.

Gareth Bale był na szczycie i wydawało się, że następne lata będą sielanką. Tak się jednak nie stało. Do klubu trafiała konkurencja w postaci Jamesa czy Asensio, a sam Walijczyk niestety nie był okazem zdrowia. Następny sezon, ostatni pod batutą Carlo Ancelottiego, zakończył się źle dla Królewskich, którzy nie zdobyli ani jednego tytułu, tak naprawdę poddając ligę na ostatniej prostej. Walijczyk jednak wciąż był kluczowym zawodnikiem Realu Madryt, występując w 48 meczach. Dorobek jednak zanotował nieco gorszy, bo strzelił tylko 17 goli i zanotował 12 asyst. Od kogoś, kto miał przejmować dowodzenie od Cristiano Ronaldo, nie były to satysfakcjonujące liczby.

Do tego, że Walijczyk wciąż nie wchodził na oczekiwany poziom (pytanie, czy w ogóle da się na taki poziom wejść), dochodziły niekończące się doniesienia o braku integracji z szatnią, niechęci do nauki hiszpańskiego i ogólne podejście do bycia częścią zespołu. Przyjście Beníteza miało odmienić oblicze Walijczyka, ale Hiszpan, który konsekwentnie na Bale’a stawiał i obdarzył go zaufaniem, odszedł z klubu po kilku miesiącach. Na początku panowania Zidane zaś atakujący złapał poważny uraz i nie było go na boisku dwa miesiące. Kiedy już wrócił, dalej spisywał się solidnie, ale wciąż brakowało wejścia na najwyższy poziom. Coraz poważniejszym problemem stawały się też kontuzje, przez które do końca sezonu opuścił jeszcze aż 7 meczów. Na ten najważniejszy jednak się wykurował i dobrze, bo w Mediolanie przeciwko Atlético to on przedłużył głową dośrodkowanie Kroosa i Ramos wpakował piłkę do siatki, a Królewscy położyli jedną rękę na pucharze Ligi Mistrzów. Drugą mogli położyć dopiero po konkursie rzutów karnych, a Walijczyk znów pokazał, że jeśli tylko zdrowie mu dopisuje, może być kluczowy. Grał jednak jeszcze mniej, ponieważ wystąpił w jednie 31 meczach, ale statystyki miał wyborne, jak na taką liczbę spotkań – 19 goli i 14 asyst.

W następnym sezonie zaczyna się jednak droga przez mękę. Namiastkę tego, co potrafią zrobić mu kontuzje, widzieliśmy już w ubiegłym sezonie, W rozgrywkach 2016/17 jednak wychodzi prawdziwy problem – aż 23 mecze opuszczone przez urazy, w efekcie czego, mimo fantastycznego sezonu dla Królewskich, zwieńczonego mistrzostwem oraz Ligą Mistrzów, drugą z rzędu, Walijczyk rozegrał jedynie 27 spotkań, strzelając 9 goli i notując 6 asyst. Zatrważające liczby kogoś, kto miał być nowym liderem zespołu. Na finał Champions League w swoim rodzinnym Cardiff był zdrowy, ale trener uznał, że lepiej będzie postawić na Isco i Walijczyk pojawił się na boisku na ostatni kwadrans. Już wtedy mówiło się o niechęci między atakującym i Zidane’em, ale prawdziwe problemu miały dopiero nadejść.

Gareth znów omijał kolejne spotkania z powodu kontuzji, tym razem licznik stanął na 14. Walijczyk jednak przeszedł drogę od członka pierwszego składu do zawodnika niemal wyrzucanego przez Zidane’a. Francuz raz po raz zostawiał go na trybunach, poza kadrą czy po prostu na ławce, jakby nie wierząc w umiejętności Bale’a oraz jego zdolność do współpracy z drużyną. Można się było z nim zgodzić, ponieważ Książe Walii wyglądał jak obcy element w układzie Realu Madryt, choć statystyki go broniły – 21 goli i 7 asyst. Los Bale’a byłby przesądzony, gdyby kolejny raz nie pokazał swojej twarzy „króla finałów”. Walijczyk w trzecim z rzędu finale Ligi Mistrzów pojawił się na boisku w drugiej połowie, przy wyniku 1:1, a Real miał problemy ze sforsowaniem obrony Liverpoolu. Kilka chwil po wejściu jednak Bale zrobił coś nieprawdopodobnego – po dośrodkowaniu Marcelo na skraj pola karnego, które było nieco za plecy, zdecydował się złożyć do przewrotki i uderzył najlepiej, jak tylko mógł obok bezradnego Kariusa, dając Królewskim prowadzenie, a kibiców wprawiając w ekstazę. Chwilę później po strzale z dystansu i błędzie bramkarza The Reds podwyższy prowadzenie, zapewniając Realowi Madryt trzynasty Puchar Europy.

Ten fantastyczny występ zmienił sytuację Walijczyka, ale nie tak, jak wypowiedź Cristiano Ronaldo, który zapowiedział odejście. Portugalczyk po mundialu faktycznie przeniósł się do Juventusu, a pałeczkę lidera miał przejąć właśnie Bale. Królewscy nie poczynili żadnych większych wzmocnień, więc to na nim spoczęła większa odpowiedzialność i na początku sezonu Gareth faktycznie był najlepszym zawodnikiem Królewskich, już pod okiem nowego trenera, Julena Lopeteguiego. Jednak im dalej w rozgrywki tym gorzej dla atakującego, jak i całego Realu Madryt, który już w marcu pożegnał się z szansą na jakikolwiek tytuł. Bale grał źle, jak i cała ekipa Królewskich, a prym faktycznie wiódł Karim Benzema. Lopeteguiego zastąpił Solari, a Solariego Zidane i wraz z powrotem Francuza na ławkę trenerską, rola Garetha została całkowicie zmarginalizowana. Często nie siadał nawet na ławce i gdy było już jasne, że Walijczyk będzie musiał latem odejść, Francuz nie dał mu się nawet pożegnać z Bernabéu, na co pozwolił choćby Navasowi. Real więc kończył sezon przegrany, ale wielkim przegranym był sam Książe Walii, dla którego owo „przejęcie pałeczki” skończyło się kompletną katastrofą.

Lato zarówno klubowi, jak i samemu zawodnikowi, niewiarygodnie się dłużyło. Wszyscy chcieli odejścia Walijczyka, a nawet sam Zidane powiedział na konferencji, że „lepiej byłoby dla wszystkich, gdyby Bale odszedł”. Pojawił się temat Chin, ale sam zainteresowany stawał okoniem przeciw jakiemukolwiek odejściu i obniżce pensji. Real Madryt zaś po początkowej ofensywie transferowej nie był w stanie sfinalizować innych wzmocnień i na koniec okienka Bale wciąż był w kadrze. Zidane’owi nie pozostało nic innego, jak pogodzić się z zawodnikiem, który w sezon wszedł jako element pierwszego składu, spisując się bardzo dobrze. Podsumowaniem tego był dublet z Villarrealem, który jednak nie dał Królewskim kompletu punktów. Gareth Bale z pewnością wciąż ma jeszcze wiele do zaoferowania ekipie Los Blancos, a zostawiając za sobą problemy z urazami z pewnością może być kluczowym zawodnikiem. Pytanie jednak, czy rzeczywiście nim zostanie i na jak długo? Następne miesiące przyniosą nam odpowiedź, na którą tak bardzo czekamy.