– Najlepszy mecz w karierze rozegrałem w barwach Newcastle przeciwko Marsylii. Naprzeciwko siebie miałem Drogbę. To było trudne spotkanie, ale atmosfera na St James Park była niesamowita. Kryłem go bark w bark i dawałem mu fizycznie radę. Jako obrońca wiesz, kiedy masz kogoś w garści. Za każdym razem, gdy tylko Drogba dostawał piłkę, zabierałem mu ją. Wiedziałem, że to topowy gracz i nie będzie z nim łatwo, ale byłem w formie.
– Agent powiedział mi, że Real obserwował mnie od czasów występów z Leeds w Lidze Mistrzów. Monitorowali moje postępy, ale wtedy poszedłem do Newscastle. Tam jednak dalej mnie obserwowali. Mieliśmy fantastyczną passę w Pucharze UEFA i w końcu przyszedł wspomniany mecz z Marsylią. Grałem swój najlepszy futbol, wiedziałem, że to moja szansa. Królewscy ściągnęli jednak Waltera Samuela, wielką argentyńską skałę z Romy. Sądziłem, że temat umarł śmiercią naturalną, ale zadzwonił do mnie jeszcze raz agent i powiedział, że tej nocy Real zaoferuje za mnie 20 milionów. „Co chcesz zrobić?”, zapytał. „A jak myślisz?”, odpowiedziałem pytaniem. Jeśli jesteś ambitny, zawsze chcesz grać dla najlepszego klubu na świecie.
– Transfer był już zaklepany. Poleciałem prywatnym samolotem do Monachium, by spotkać się z z lekarzem na zabieg na udo, ponieważ miałem w tamtym czasie uraz. Potem udałem się do Madrytu i stało się coś zabawnego. Podczas badań w klubie lekarz powiedział mi, że z rezonansem jest pewien problem. Wcale nie chodziło o udo, tylko o plecy. Miałem uraz pleców, który promieniował dalej. Usłyszałem, że to może być problem. Z przyczyn medycznych jakiś czas wcześniej wysypał się transfer Gabiego Milito, który koniec końców nigdy nie trafił do Realu. Pomyślałem, że marzenie legło w gruzach. Lekarz przez telefon gadał coś po hiszpańsku z Florentino. Skończył i powiedział, że mam problem z plecami i że prezes stwierdził, iż najwyżej podpiszemy umowę nie na pięć, a na cztery lata.
– W Madrycie miałem więcej niż jednego trenera. Camacho, Luxemburgo… Język był dla mnie trudny, ale dosyć go opanowałem. Początek był jak koszmar: język, kontuzje… Poznałem jednak wspaniałych piłkarzy… Roberto Carlos, Ronaldo, Brazylijczycy bardzo mi pomagali. W takim klubie nie możesz przegrywać nawet na treningach. Porażka była niczym przegranie wojny. Zadziwiał mnie Guti. Tym, jak kontrolował piłkę, jaki był z nią elegancki… Podczas ćwiczeń na przetrzymanie piłki był niebywały z tą swoją lewą nogą.
Komentarze (24)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się