Menu

Sztuka dla koneserów

Foto: Sztuka dla koneserów
Obraz Henryka Siemiradzkiego „Fryderyk Chopin w salonie księcia Radziwłła w 1829 roku”. (fot. Getty Images)

Dziś na początku zajmiemy się kilkoma zagadnieniami związanymi ze światem sztuki.

Mazurki Fryderyka Chopina to istny fenomen w dziedzinie muzyki fortepianowej. Te krótkie i dla wprawnego pianisty niezbyt skomplikowane technicznie – w porównaniu z wirtuozowskimi etiudami, balladami, scherzami czy większością polonezów – utwory mają w sobie pierwiastek magii trudny do opisania słowami. Chopin mazurki pisał przez całe życie. Pierwsze z nich nie zapowiadały jeszcze tego, czym miały się stać nieco później, zwłaszcza na obczyźnie – muzycznym pamiętnikiem kompozytora. Jedne krótsze i skoczne, inne dłuższe, poważniejsze, w formie choreicznych poematów. Chopin potrafił nimi wyrazić w zasadzie każdą emocję, nieustannie czerpiąc inspirację z ludowych tańców Kujaw i Mazur. To właśnie jeden z mazurków, w tonacji f-moll, uznawany jest za ostatnie dzieło genialnego Polaka.

Jeśli jakiś dramat w swoim przekazie jest w stanie nie zestarzeć się od czasów starożytnych aż do dziś, to z pewnością Król Edyp autorstwa Sofoklesa stanowić tu będzie doskonały przykład. Tragedia opowiadająca o nieodgadnionych kolejach losu, walce z przeznaczeniem, odbijającym się na kolejnych pokoleniach piętnie oraz zbrodni i karze pozostaje uniwersalna w zasadzie do teraz. Pierwszym z brzegu dowodem jest chociażby to, że już w antycznej Grecji zjawiska takie jak kazirodztwo były tematami tabu. Tragedia Edypa inspirowała też wielu współczesnych twórców, a jego imię stanowi człon psychologicznych pojęć.

Venus z Milo. To właśnie ją doktor Judym z Ludzi Bezdomnych Stefana Żeromskiego podziwia na samym początku tej niezwykłej lektury. Symbolika tej rzeźby została tam przedstawiona w niezwykle trafny sposób. Wenus ma stanowić uosobienie piękna świata, jego porządku, harmonii, proporcji i miłości. Stanowi przeciwieństwo Biednego Rybaka pędzla Pierre’a Puvisa de Chavannes’a, który poniekąd zapowiada to, z czym przyjdzie się zetknąć Judymowi. Z nędzą, brudem, poniżeniem, ubóstwem.

Mówiąc o surrealizmie, jako pierwszy na myśl przychodzi Salvador Dalí. Sześć lat przed nim na świat przyszedł jednak inny, chyba trochę niedoceniany na tle Hiszpana, przedstawiciel tego gatunku. Jest nim René Magritte. Obrazy Belga budziły kontrowersje, lecz zarazem wykazywały się olbrzymią precyzją i nastrojowością. Magritte uwielbiał bawić się odbiciami i powieleniami, co wraz z matową kolorystyką i przejrzystością sprawia, że trudno oderwać od jego dzieł wzrok. Kuratorzy sztuki swego czasu określili go nawet mianem najinteligentniejszego z surrealistów. Przykłady jego twórczości możecie zobaczyć TUTAJ, TUTAJ czy TUTAJ. W ramach ciekawostki warto wspomnieć, że w 2007 roku powstała gra komputerowa, w której gracz podąża śladami Magritte'a ulicami... Wrocławia.

Mona Lisa, czyli niewątpliwie jeden z największych skarbów sztuki renesansu. Obraz ten na pierwszy rzut oka może nie wbija w ziemię, wydaje się, że to po prostu fantastycznie wykonany portret. Przy dłuższym wpatrywaniu się trudno jednak nie odnieść wrażenia, że tkwi w nim jakaś nieskończona tajemnica. Nie może być przypadku w tym, że tak wielki geniusz, jak Leonardo Da Vinci praktycznie nie rozstawał się z tym portretem. Gdziekolwiek się udawał, tam towarzyszyła mu Mona Lisa wraz ze swym zagadkowym uśmiechem. Z jednej strony jest to dzieło intrygujące, z drugiej zaś – mimo względnie ciemnej kolorystyki – napełniające obserwatora dziwnym spokojem. Znajdujące się w tle rzeka i ścieżka w XVI wieku były zaś uznawane za element motywu cnoty i czystości. Do dziś niewyjaśniona pozostaje sama technika wykonania obrazu, choć często wątpliwości tłumaczone są używaniem barwników pochodzenia naturalnego.

Valencia-Real Madryt 4:1 to z kolei przykład dzieła, którego zapewne żaden wielki artysta nie zdecydowałby się opublikować. Tym razem stało się jednak inaczej. I bardzo dobrze. Takie pokazy twórczej nieudolności i braku jakiejkolwiek koncepcji stanowią bowiem dowód na to, że artyści nie tylko walczą z kryzysami twórczymi, lecz także czasami po prostu im ulegają. W dziele tym należy zauważyć i docenić zwłaszcza niebywałą symetrię – każdy z obrońców brał osobisty udział albo w sprokurowaniu rzutu karnego, albo w trafianiu do własnej bramki. Docenić trzeba także symbolikę trafienia Benzemy – pięknego, choć zarazem zwiastującego upadek czy też moment przebudzenia w celi śmierci.

Oblicz sztuki jest wiele, wszystkie jej rodzaje mają jednak ze sobą coś wspólnego: ich celem jest oddziaływanie na najgłębiej skrywane emocje, a sposobów rozumienia każdego dzieła istnieje tyle, ilu żyje ludzi na świecie. Mecz z Valencią z wyżej wymienionych przyczyn również trzeba uważać za swego rodzaju sztukę. Sztukę jednak trudną w odbiorze i wymagającą bardziej dogłębnej analizy.

Trzeba liczyć jednak na to, że fachowe oko eksperta, Zinédine'e Zidane'a, przez dwa tygodnie było w stanie dostrzec coś, co pomoże mu dojść do przyczyn braku natchnienia z Walencji. Na tę chwilę nawet przy wytężonych próbach trudno jest jakkolwiek zapowiedzieć dzisiejsze starcie z Villarrealem. Królewscy są bowiem w tym sezonie tak nieprzewidywalni, że równie dobrze można by napisać pod spodem dwie wersje tego, czego się spodziewamy, a wy przeczytalibyście jedną z nich na podstawie wcześniejszego rzutu monetą. W zasadzie można by stwierdzić, że i przepowiadanie czegokolwiek w przypadku Królewskich jest sztuką. Sztuką wróżenia z fusów.

Jeśli bowiem zadamy sobie parę kluczowych na tym etapie sezonu pytań, najszczerszą odpowiedzią na nie byłoby chyba po prostu zwykłe „nie wiem”. Może dla próby spróbujemy się zabawić na przykładzie kilku nurtujących nas kwestii.

Jak można było sprokurować trzy rzuty karne w jednym meczu?
Jak można było posłać w Walencji taki skład?
Jak mozna było przegrać z Kadyksem, a potem dać się zlać zdziesiątkowanemu Szachtarowi?
Jak potem jak gdyby nigdy nic drużyna mogła zagrać tak dobrą potyczkę z Barceloną?
Jak Vinicius nie trafił kamieniem w jezioro?
Dlaczego defensywa nagle zaczęła się sypać niczym domek z kart?
Kto w tej drużynie ma tak naprawdę strzelać gole?
Czy Zidane ma piękny umysł czy też zwyczajnie bazuje na intuicji?
Czy tak dobrzy piłkarze nie mogą rzadziej uprawiać tak nudnego futbolu?

To pytania o tyle zasadne, że dziś przyjdzie nam się mierzyć z wiceliderem tabeli. Villarreal wbrew ogólnej tendencji w trakcie kryzysu ekonomicznego znacząco się wzmocnił. Klubu nie opuścił w zasadzie żaden ważny zawodnik, a szeregi Żółtej Łodzi Podwodnej zasilili chociażby Estupiñán (16,5 miliona euro), Coquelin (6 milionów) czy Dani Parejo (za darmo). Najgłosniejszym nabytkiem był jednak niewątpliwie Unai Emery. Bask wrócił do Hiszpanii po czterech latach pracy za granicą (PSG i Arsenal), by umocnić pozycję klubu w kraju i Europie.

Na razie efekty letnich poczynań na rynku są co najmniej zadowalające. Ekipa ze wschodu Hiszpanii w tym sezonie doznała tylko jednej, za to otrzeźwiającej, porażki 0:4 na Camp Nou, a potem nie schodziła z boiska pokonana już ani razu. Dzisiejsi gospodarze w lidze nie zaznali goryczy porażki od 27 września, a w Lidze Europy do tej pory zaliczyli komplet wygranych (grupa z Sivassporem, Karabachem i Maccabi Tel Aviv). Na podstawie powyższych linijek nietrudno zauważyć, że u siebie Villarreal w tym sezonie pozostaje niepokonany. Real Madryt zaś po raz ostatni zwyciężył na Estadio de la Cerámica w lutym 2017 roku. Trzy ostatnie potyczki Królewskich z Żółtą Łodzią Podwodną na jej terenie skończyły się zaś tym samym wynikiem – 2:2. W wyjazdowych starciach z naszym wieczornym rywalem zdarzały się nawet takie kwiatki, jak gol głową mierzącego 165 centymetrów Santiego Cazorli...

Wiemy, jak poszło nam przed przerwą na reprezentacje. Wiemy też, jak często idzie nam tuż po niej. Jak jednak pójdzie nam dzisiaj? Zabijcie nas, ale nie wiemy. Jeśli bardzo wam na tym zależy, rzucimy tą nieszczęsną monetą albo powiemy wam, że znów będzie 2:2. Żadnych wątpliwości nie budzi w zasadzie tylko niezwykle wysoka stawka tej potyczki.

Mecz z Villarrealem na Estadio de la Cerámica rozpocznie się o 16:15, a spotkanie będzie można obejrzeć na CANAL+ Premium na platformie Player.pl.

Spotkanie można też wytypować w FORTUNA. Kurs na to, że Eden Hazard zdobędzie pierwszą bramkę w meczu, wynosi 7,00.
FORTUNA to legalny bukmacher. Gra u nielegalnych firm jest zabroniona. Hazard wiąże się z ryzykiem.

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!