Francuz ponownie zameldował się w klubie półtora roku temu. Od tamtej pory młody atakujący wciąż nie może liczyć u szkoleniowca na ciągłość. Pojawia się i znika, czasami nawet dotyczy to obecności w meczowej kadrze. Ławka w ostatnim ligowym starciu stanowi kolejny kubeł zimnej wody na głowę 20-latka. Przez to wszystko tak naprawdę cały czas nie wiadomo, jaką rolę w zespole dla niego przewidziano na dłuższą metę. Z jednej strony wydaje się, że zawodnik ma pełne zaufanie ze strony kibiców i działaczy, z drugiej zaś trudno odnieść wrażenie, by podobne odczucia miał sztab trenerski.
Dziwne relacje sportowe między piłkarzem i trenerem rozpoczęły się w zasadzie od razu po powrocie Zidane'a. W marcu 2019 roku Vini wciąż jeszcze dochodził do siebie po kontuzji odniesionej w rewanżowej potyczce z Ajaksem. Do czasu odniesienia urazu Brazylijczyk był w zasadzie jedyną iskierką nadziei w pogrążonym w marazmie zespole. Imię byłego gracza Flamengo zaczęło powoli wybrzmiewać w kontekście gry w pierwszej reprezentacji i wyjazdu na Copa América. Vinícius ciężko pracował, by dojść do siebie jak najszybciej i wyjechać na turniej. Zidane (I Okrutny – przyp.red.) maksymalnie opóźnił jednak powrót piłkarza, co miało prawo mocno go rozczarować. Vini dostał szanse w zaledwie trzech ostatnich ligowych meczach, w pierwszych dwóch łącznie uzbierał ledwie pół godziny. Było już za późno, by marzyć o powołaniu do reprezentacji.
Kolejny sezon Vinícius zaczął z czystą kartą. Tak przynajmniej się wydawało. W pierwszym meczu ligowym z Celtą wyszedł w podstawowym składzie. Real wygrał, ale w kolejnym spotkaniu skrzydłowy usiadł na ławce, a jego miejsce zajął James, choć Kolumbijczyk praktycznie przez cały okres przygotowawczy był odsunięty od drużyny w oczekiwaniu na transfer. Vini po raz kolejny musiał więc wyhamować. Dopiero trzy kolejki później, przeciwko Levante, znowu dostał szansę, a Królewscy ponownie zwyciężyli.
Po występie zwieńczonym golem z Osasuną pod koniec września zeszłego roku dla Viníciusa przyszły najtrudniejsze chwile od momentu transferu do stolicy Hiszpanii. Zidane zaczął go pomijać, a między październikiem i listopadem Brazylijczyk pięciokrotnie nie złapał się nawet do meczowej kadry. Kulminacyjnym momentem było przesiedzenie na ławce całego Klasyku w grudniu 2019 roku.
Po braku powołania na mecz z Valladolidem 26 stycznia Vinícius okazał się kluczowy w derbach Madrytu. Jego obecność w składzie w przegranym meczu pucharowym z Realem Sociedad znowu jednak miała swoje konsekwencje. Kolejnym impulsem był dopiero gol z Barceloną u siebie. Gdy wydawało się, że wszystko wróci na dobre tory, nadszedł mecz z Betisem, a następnie ogólnoświatowy zakaz gry w piłkę.
Powrót do gry stał pod znakiem kolejnych rozczarowań. W hierarchii wyżej od Viniego znajdowali się bowiem Hazard i Rodrygo, potem zaś także Asensio. Największym ciosem był jednak brak nawet minuty w rewanżu z City. Spotkanie na Etihad stanowiło smutne zakończenie sezonu Brazylijczyka. Całe spotkanie na ławce z Betisem pozwala zaś myśleć, że po półtora roku od przyjścia Zidane'a w kwestii 20-latka praktycznie nic się nie zmieniło.
Komentarze (51)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się