Jeśli to nie była klarowna wiadomość dla klubu, żeby sprowadzili mu napastnika, to tak przynajmniej to wyglądało. Kiedy w 69. minucie Zidane dokonał potrójnej zmiany przy bezbramkowym remisie i pozwolił zadebiutować wychowankowi Marvinowi, pozostawiając na ławce dwóch napastników, których miał do dyspozycji, Jovicia i Mayorala, to w loży na Reale Arena Florentino Pérez musiał pomyśleć, że Zidane już rozpoczyna swoje gieki. Swoje niejasne decyzje. Te, których niemal nikt w Valdebebas nie rozumie, jak proszenie o wypożyczenie Jovicia przy ryzyku pozostania bez klasycznych napastników w kadrze, mając na uwadze, że nie liczy na Mariano, a Mayoral żyje w niepewności, ponieważ jeśli nie odejdzie Mariano lub Jović, to odejść będzie musiał on.
Po zakończeniu spotkania francuski szkoleniowiec wyjaśniał, że nie chciał wpuścić Serba, by nie zmieniać systemu i że nie ma z nim żadnego problemu. Tak czy siak, prawda jest taka, że w ostatnim kwadransie Real wrzucał w pole karne piłki, które rzadko znajdowały adresata. Sprawy Zidane'a.
Mimo remisu Real Madryt zagrał dobrze przeciwko świetnej drużynie, jaką jest Real Sociedad, szczególnie w pierwszej połowie. Zdominował środek pola z Ødegaardem, który przy Kroosie i Modriciu z pewnością nie dotknął piłki tyle razy, ile by chciał, to jasne. Courtois i Varane byli bardzo pewni. Vinícius był bardzo aktywny, bardziej dojrzały w grze i tak samo przebojowy, jak zawsze. Ma w sobie bezczelność, której brakuje Rodrygo, który mimo wielkiego talentu gra zbyt zachowawczo.
Jasne jest, że tej drużynie brakuje siły ognia. I nie chodzi tu o robienie wyrzutów Benzemie, który zdobył 57 bramek w ostatnich dwóch sezonach. To pozostali muszą dawać z siebie więcej. Jeśli klub dalej będzie twardo trzymał się stanowiska, że nie sprowadza nikogo, to oczekiwanie na przyjście Mbappé może okazać się bardzo długie. Zwłaszcza w Europie.
Komentarze (48)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się