Trzy pierwsze spotkania po powrocie (Eibar, Valencia, Sociedad) Hiszpan przegapił z powodu kontuzji. Później otrzymał 20 minut z Mallorcą, ale zaprezentował się tak, że można było spodziewać się go od początku w potyczkach z Espanyolem i Getafe. Faktycznie tak się stało, choć w obu przypadkach Zidane zmieniał go w 63. minucie. Isco wrócił do obiegu, ale – podobnie jak większości graczy – nie omijał go system rotacji. Dlatego też na San Mamés odpoczywał.
Tak czy inaczej, wówczas po raz ostatni nie zobaczyliśmy Andaluzyjczyka na boisku. Z Alavés wszedł na ostatnie minuty, następnie zaś w pełni świeży wyszedł w podstawowej jedenastce na Granadę, gdzie Zidane zaskoczył ustawieniem z pięcioma pomocnikami. Z Villarrealem po raz kolejny pojawił się w końcówce, a z Leganés wreszcie zaliczył swoje pierwsze spotkanie w pełnym wymiarze czasowym. Statystyki po wznowieniu ligi sytuują Isco z dala od pierwszego planu, ale tak naprawdę przy bardziej wnikliwym zbadaniu sprawy, 28-latek brał udział we wszystkich najważniejszych momentach sezonu.
Dość powiedzieć, że Isco grał w podstawie w obu Klasykach (0:0 na Camp Nou i 2:0 w Madrycie). Do tego trzeba dorzucić derby z Atlético w lidze (1:0) oraz w finale Superpucharu Hiszpanii, a także domowe starcie z City. W tym ostatnim strzelił też swojego ostatniego gola. Błąd Rodriego w wyprowadzeniu piłki sprokurował kontrę Królewskich, którą Isco wykończył płaskim uderzeniem. Rywale zdobyli jednak później jeszcze dwa gole, przez co Real może nie jest bez szans, ale w rewanżu na pewno czeka go bardzo trudne zadanie. Mając na uwadze dotychczasowe decyzje Zidane'a, występ Isco w Manchesterze od początku nie powinien być żadnym zaskoczeniem. Francuz uważa go za utalentowanego i godnego zaufania piłkarza. Jego wszechstronność w środku i na skrzydle daje szerokie pole manewru.
Po raz ostatni Isco błysnął na Butarque, gdzie zaliczył dwie asysty. Pierwszą po świetnym dośrodkowaniu na głowę Ramosa, za co kapitan podziękował mu czyszczeniem buta podczas celebracji. Przy trafieniu Asensio posłał zaś fantastyczne prostopadłe podanie, które zostawiło Marco oko w oko z bramkarzem. Szatnia wie, jakiego kalibru zawodnikiem jest Isco. Dlatego też nigdy nie złożył on walki o pierwszy skład. Starcie w Manchesterze zaś coraz wyraźniej zarysowuje się na horyzoncie...
Komentarze (34)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się