Miedo escénico, czyli dosłownie trema przed występem na scenie, to termin, którego swego czasu użył Jorge Valdano w kontekście odczuć, jakie mają towarzyszyć rywalom Realu Madryt przed wyjściem na wypełnione po brzegi Santiago Bernabéu. Jednym z zawodników, który bez wątpienia z tym uczuciem musiał się zmagać, był Philippe Senderos. W trakcie podcastu In Lockdown szwajcarski obrońca wspominał, jak wyglądała jego wizyta na stadionie Królewskich w 2006 roku, gdy w barwach Arsenalu walczył o awans do ćwierćfinału Ligi Mistrzów.
– Mój ojciec jest Hiszpanem. Pochodzi z miasta położonego niedaleko od Madrytu, dlatego od zawsze kibicował Realowi Madryt. Dorastałem oglądając mecze Realu Madryt i miałem to przeświadczenie, że to niesamowita drużyna, w której chciałbym móc kiedyś zagrać. Bardzo dobrze pamiętam tamto spotkanie i tamten dzień na Bernabéu. Nigdy w swoim życiu nie byłem tak podenerwowany jak wtedy. Pamiętam, że tuż przed pierwszym gwizdkiem sędziego zacząłem wymiotować na murawie. Spełniało się moje marzenie, ale jednocześnie byłem przytłoczony tą atmosferą i miejscem.
– Starcie na Bernabéu z Realem Madryt pozwoliło mi spełnić moje marzenie z dzieciństwa. Zawsze chciałem doprowadzić do tego, aby to wydarzyło się naprawdę. I tak też się stało. Tamten mecz jest jednym z moich najlepszych wspomnień w futbolu. I to mimo faktu, że było mi tak źle, że aż wymiotowałem.
Spotkanie zakończyło się ostatecznie zwycięstwem Arsenalu 1:0 po bramce Thierry'ego Henry'ego. W rewanżu w Londynie padł z kolei bezbramkowy remis i to Kanonierzy kosztem Realu Madryt awansowali do ćwierćfinału Ligi Mistrzów.
Komentarze (13)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się