Gdy Zizou odszedł, Real wreszcie zaliczył skuteczną próbę pozyskania nowego golkipera, biorąc od razu najlepszego bramkarza mistrzostw świata w Rosji. Courtois do ekipy Królewskich dołączał ze statusem galaktycznego gracza na swojej pozycji. Wejście na swój optymalny poziom zajęło jednak Belgowi nieco czasu. W pierwszym sezonie w klubie był jeszcze Keylor, co z naturalnych przyczyn budziło polemikę. Teraz Kostarykanina już nie ma, a Thibaut wreszcie pokazał, na co go stać po burzliwym początku sezonu. W październiku 27-latek został wygwizdany przez własnych kibiców podczas meczu z Brugge. To był moment, w którym niespodziewanie o grze w wyjściowym składzie mógł nawet zacząć mysleć Areola.
Zidane jednak nie zwątplił w Courtois, co przyniosło najlepsze możliwe efekty. Były zawodnik Chelsea po bardzo złych chwilach zaczął się podnosić i był jednym z bohaterów passy 21 spotkań bez porażki. Po drodze zanotował też serię 5 meczów bez straconego gola. Thibaut zdystansował się od presji i przeszłości, w której jego postawa była kwestionowana. Stał się natomiast golkiperem ratującym zespołowi punkty, czego spodziewano się po nim w chwili sprowadzania go na Bernabéu. Sam Zidane nie szczędził mu publicznych pochwał.
Po burzliwym starcie Courtois zmienił się w prawdziwy mur. Najpierw stał się niekwestionowanym numerem jeden między słupkami Realu Madryt, potem zaś usiadł przy jednym stole z Ter Stegenem i Oblakiem, z którymi powalczy o nagrodę dla najlepszego bramkarza ligi. Do przymusowej przerwy Thibaut zagrał w 32 meczach, wpuścił 26 goli i 15 razy zachowywał czyste konto. Są to naprawdę świetne liczby. Warto przy tym podkreślić, że ani razu nie wyciągał piłki z siatki w Klasykach i derbach Madrytu.
Komentarze (9)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się