Kryzys wywołany przez koronawirusa atakuje gospodarki i nie uciekają od niego także kluby piłkarskie, te mniejsze i te największe. Nikt nie uchroni się przed stratą zaplanowanych w budżecie przychodów i potrzebą przebudowania rachunków za ten sezon. Jedni mogą zmierzyć się z tym w lepszy, a inni w gorszy sposób, ale wszyscy będą zmuszeni podjąć jakieś działania w tej sprawie.
Jeśli chodzi o Real Madryt, w ostatnich dniach wylicza się liczby, które udowadniają świetne zarządzanie klubem w ostatniej dekadzie. Od powrotu Florentino Péreza w 2009 roku zanotowano 324 miliony euro skumulowanych rokrocznych zysków po opodatkowaniu. Poza tym ostatnie wyniki finansowe to: 156 milionów euro w kasie klubu na 30 czerwca 2019 roku; 52% wydatków na płace wszystkich pracowników do wszystkich przychodów w sezonie 2018/19; 46 milionów euro w funduszu rezerwowym na ten sezon; -27 milionów euro długu netto na 30 czerwca 2019 roku (od długu brutto - który wynosił na tamten dzień 50 milionów euro wobec banków plus 124 miliony euro dłużne za inwestycje zawodników i infrastrukturę - odejmujemy dostępną gotówkę i zobowiązania innych klubów z tytułu transferów); bilans transferowy za ostatnie 6 lat, czyli standardowy okres podpisywania kontraktów z nowymi piłkarzami i ich amortyzacji, wynosi -230 milionów euro. Warto też podkreślić, że spłacanie 29,5 miliona euro rocznej raty za sfinansowanie przebudowy stadionu rozpocznie się dopiero od 2023 roku.
Świetna kondycja finansowa klubu i poszanowanie w ostatnich latach tak szeroko komentowanej drabinki płacowej (dla przykładu w programie Chiringuito przekazano, że od najwięcej zarabiającego w Realu Madryt Sergio Ramos wyższe zarobki w Barcelonie w tym sezonie ma 7 piłkarzy) nie zmienia rzeczywistości, w której klub może stracić dużą część przychodów za ten sezon. Królewscy mają oczywiście analizować sytuację i przygotowywać różne scenariusze.
La Liga przelała klubom trzecią część pieniędzy z kontraktu telewizyjnego za ten sezon, ale pozostaje do rozegrania 29% meczów i tyle środków do pozyskania. Bez spotkań nie ma też przychodów z biletów i karnetów, a wstrzymana jest też aktywność muzeów i duża część merchandisingu. W Lidze Mistrzów Królewscy mieli szczęście rozegrać mecz fazy pucharowej przed swoimi kibicami, ale na pewno otrzymają mniej pieniędzy z market poolu, czyli podziału środków telewizyjnych.
Przy tym wszystkim, w tym oficjalnie ogłoszonych obniżkach pensji wśród największych rywali, nie podjęto jeszcze żadnych rozmów z zawodnikami i pracownikami ws. obniżek zarobków. MARCA twierdzi, że jeśli sezon nie zostanie wznowiony, to Królewscy na ten moment nie myślą o większym cięciu pensji niż 10%, ale zawsze ruszą do działania przy pełnej analizie oraz przy całkowitej przejrzystości w rozmowach ze swoimi sportowcami oraz innymi pracownikami, których klub zatrudnia ponad 400.
Komentarze (20)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się