– Prawdziwy przebieg wydarzeń z tamtych dni znają tylko trzy osoby – ja, doktor Daniel Martínez i selekcjoner Alejandro Sabella. Od półfinałowego meczu z Belgią zmagałem się już z lekkim naderwaniem i na finał wyrobiłbym się dosłownie na styk. Myślę, że byłbym gotowy na 90%. Noga nie była w najlepszym stanie, ale chciałem zagrać. Nie interesowało mnie nic innego – mógłbym nawet już nigdy nie wrócić do gry w piłkę. Takie ryzyko przedstawiał mi również lekarz. Ale to był finał mundialu, to był mój finał.
– Wiedziałem, że w tamtym czasie Real Madryt planował mnie sprzedać. I wtedy dostałem od nich list. Dał mi go Daniel i powiedział jedynie, że to z Realu Madryt. Nie chciałem nawet na niego spojrzeć i od razu go podarłem.
– Poszedłem do Alejandro i płacząc powiedziałem mu, że nie jestem gotowy na 100%. Wiedziałem, że on mnie kocha i chciałby, żebym zagrał, ale najważniejsze było dobro zespołu. Chciałem za wszelką cenę spróbować i zagrać nawet na środkach przeciwbólowych. Ostatecznie jednak selekcjoner podjął inną decyzję i postawił na Enzo Péreza.
Komentarze (37)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się