Hiszpan, który w 2009 roku złożył dymisję ze stanowiska prezesa Realu Madryt w związku ze skandalem dotyczącym Walnego Zgromadzenia, tradycyjnie pojawił się na Twitterze po porażce Królewskich. Tym razem po meczu z Betisem zaatakował Édera Militão, którego nazwał „Limitao” [od „limitado” – ograniczony].
„Limitao lub ostatnie partactwo Dyrektora Sportowego Realu Madryt. Kosztował «tylko» 50M€ + prowizja. Trener nie powinien był prosić o jego transfer, bo nie znajduje się w jego planach. Prawie nie gra, a gdy to robi...”, napisał Calderón na Twitterze, tradycyjnie nazywając Florentino Péreza „dyrektorem sportowym”.
Wpis prawnika spotkał się z bardzo negatywnym odbiorem ze strony madridismo i doprowadził do jego usunięcia. Calderón po jego usunięciu napisał nowy wpis: „Trzeba jasno wiedzieć, żeby nie dawać za wielu tłumaczeń swoich opinii. Normalni ludzie i przyjaciele ich nie potrzebują, wrogowie ich nie akceptują, a głupki ich nie rozumieją”. Te słowa oczywiście nie przekonały za wielu kibiców, którzy nie mogą zrozumieć, jak były prezes może obrażać graczy klubu w taki sposób nawet w przypadku przegranego meczu.
Komentarze (27)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się