Hiszpan, któremu towarzyszył starszy z synów, był wyraźnie poruszony. Padł w objęcia Florentino i podziękował za zaufanie klubu w najtrudniejszych dla siebie chwilach. Odzyskanie gracza dla drużyny nie było wcale łatwym zadaniem. Isco to człowiek o dość złożonej osobowości i z wielu powodów przez pewien czas jego przyszłość stała pod dużym znakiem zapytania. Rok temu Andaluzyjczyk sięgnął w Madrycie dna. Dziś jest już jednak zupełnie innym zawodnikiem. Wziął się w garść zarówno pod względem fizycznym, jak i psychicznym, co wyjątkowo martwiło prezesa.
Florentino szukał w zeszłym sezonie przyczyn odpadnięcia z Ajaksem. Po ostatnim gwizdku zszedł do szatni i zarzucił piłkarzom brak profesjonalizmu. Isco także był jednym z graczy znajdujących się na świeczniku. Hiszpan wobec braku powołania przez Solariego na to spotkanie zdecydował się nie wsiadać z resztą drużyny do autokaru zmierzającego na stadion. Argentyński trener przed swoim ostatnim meczem w roli szkoleniowca Realu Madryt pozostał nieugięty i nie zabrał Isco także do Valladolidu, nawet pomimo absencji Bale’a Viníciusa, Lucasa i Mariano. W kadrze wolał znaleźć miejsce dla Seoane czy Cristo. Isco został skazany.
Sprawą pomocnika na nowo zajął się po powrocie Zidane. Jedną z pierwszych rzeczy, które zrobił Francuz, było zignorowanie tego, co działo się między Isco i Solarim. Nowy-stary trener postanowił zupełnie wymazać minione miesiące i otworzyć Isco nowy rachunek. Mowa przecież o graczu, który wydatnie pomagał w zdobyciu 12. i 13. Pucharu Europy. Rozmowa twarzą w twarz z Zidane’em była pierwszym z kluczowych kroków ku odwróceniu fatalnej sytuacji.
Piłkarz musiał jednak także na nowo starać się o względy kibiców. Krytykowano go za swój stan fizyczny oraz pewne zachowania, jak niepodanie ręki Chendo przy schodzeniu z boiska. Największe pretensje fani mieli jednak za gesty w stronę Fondo Norte, gdy Isco został wygwizdany po jednej z akcji w potyczce z CSKA. 27-latek stał się poniekąd kozłem ofiarnym w sytuacji, kiedy zawodził cały zespół.
Minione 12 miesięcy były dla Francisco niewątpliwie bardzo trudne. Jedną nogą był on już poza klubem. Prezentował słabą formę oraz zarzucano mu brak profesjonalizmu. Z czasem niekorzystną kartę udało się jednak odwrócić. Kluczowe okazały się przy tym trzy czynniki: zaufanie Zidane’a, spokój Florentino oraz odzyskanie formy psychicznej i fizycznej. Pomocnik w pewnym momencie doszedł do wniosku, że czas pokazać wszystkim, iż wcale nie jest gruby i leniwy. Dziś w Realu Madryt uważają, że to wręcz jeden z graczy wkładający w mecze najwięcej wysiłku, mający chęci i wolę walki. Całe szczęście, że jego apatia nie okazała się ostateczna.
Komentarze (43)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się