Od dłuższego czasu Gareth Bale coraz bardziej odłączał się od Realu Madryt. Teraz doszło już do takiego stopnia, że zniknął również z tych najważniejszych meczów o najwyższą stawkę. Walijczyk nie otrzymał powołania na dzisiejsze Derby Madrytu, a jego regularnie powtarzające się absencje na treningach nie są już dla madridistas żadnym zaskoczeniem. Mimo wszystko do tej pory zawsze wracał akurat na mecze z Barceloną i Atlético czy największe starcia w Lidze Mistrzów. W 2020 roku doszło pod tym względem do znaczącej zmiany – skrzydłowy z Cardiff nie zagrał w Superpucharze Hiszpanii, a dzisiejszy pojedynek z ekipą Diego Simeone obejrzy jedynie z wysokości trybun.
Obecnie większą niespodzianką jest to, że Bale w danym spotkaniu zagra niż to, że nie otrzyma powołania. W naszpikowanym meczami styczniu, w którym Królewscy rozegrali trzy kolejki ligowe oraz po dwa pojedynki w Copa del Rey i w Superpucharze Hiszpanii, Walijczyk spędził na murawie tylko 142 minuty. Ponadto 52 minuty były wynikiem gry z trzecioligowym zespołem Unionistasw ramach 1/16 finału Copa del Rey.
Podstawowym wytłumaczeniem na absencje walijskiego zawodnika są oczywiście problemy zdrowotne – najpierw była to infekcja, a później problemy z kostką. Jednak po powrocie z Superpucharu Hiszpanii Bale trenował normalnie z resztą zespołu, a Zinédine Zidane zostawił go poza składem. Podobnie jest teraz – w piątek trening na pełnych obrotach i brak powołania na Atlético. Nie ma wątpliwości, że w tym momencie to nie kwestie medyczne, ale indywidualne decyzje trenera odgrywają najważniejszą rolę. A skoro Zizou rezygnuje z ofensywnie usposobionego Bale'a w starciu z defensywną ekipą Simeone, to wydaje się, że z tej ślepej uliczki nie ma już odwrotu.
Komentarze (23)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się