Zespół prowadzony przez Santiago Solariego wydawał się nieco odżywać i nie mógł sobie pozwolić na wpadkę, jeśli Królewscy wciąż marzyli o mistrzostwie kraju. W podstawowej jedenastce pojawił się w tamtym spotkaniu ktoś nowy: Vinícius. 12 minut zebranych za Julena Lopeteguiego w żadnej sposób nie odpowiadało potencjałowi 18-latka z Brazylii, który kosztował 45 milionów euro.
Argentyński szkoleniowiec był głównym obrońcą oczywistego talentu atakującego. Co prawda Vini już wcześniej wychodził w pierwszym składzie w starciach z Melillą i CSKA, gdy awans był już pewny. Dopiero wspomniane spotkanie z Realem Sociedad było jednak pierwszą kluczową szansą Brazylijczyka w ligowych rozgrywkach. Kibice wreszcie zaczęli dostrzegać światełko w tunelu po kilku szarych miesiącach, a głównym źródłem nadziei był właśnie Vinícius. Choć Real poległ u siebie 0:2, były gracz Flamengo nie zawiódł.
Prawy obrońca Basków, Aihen Muñoz, nie był w stanie poradzić sobie ze skrzydłowym Królewskich. Jako jedyny jego zapędy tłumił Rulli, który powstrzymał Viníciusa w sytuacji sam na sam, obronił kilka jego strzałów oraz powalił go w polu karnym, co potem stało się źródłem wielu kontrowersji. „Munuera Montero oraz Melero López w wozie VAR popełnili błąd. To był oczywisty karny”, oceniał tamtą sytuację były hiszpański sędzia Iturralde González.
Real Madryt w tamten wieczór definitywnie pożegnał się z ligą, ale mimo wszystko dzięki Viníciusowi można było zachować pewien optymizm. Od tamtego święta Trzech Króli lewe skrzydło miało nowego właściciela. Uśmiech Brazylijczyka zniknął dopiero 5 marca, gdy podczas feralnej potyczki z Ajaksem, młody piłkarz doznał kontuzji. Kontuzji, z której dziś wyleczony jest chyba jedynie fizycznie.
Atakujący wrócił do gry dokładnie 2 miesiące później, przeciwko Villarrealowi zaliczył nieco ponad kwadrans. Trenerem był zaś już na nowo Zinédine Zidane, który miał na Brazylijczyka inny plan niż poprzednik. Brak minut stłumił w Viníciusie radość widoczną u niego przed kontuzją. Rola zawodnika w zespole znacznie zmalała, co w konsekwencji kosztowało go brak powołania na Copa América, które Brazylia potem wygrała.
Zidane wciąż powtarza, że Vini jest jeszcze młody i będzie dla klubu ważny, ale liczby nie kłamią. Za Solariego rozegrał on 57,7% możliwych minut (1610 w 26 potyczkach). Po powrocie Zizou dostał ledwo 568 minut w 14 spotkaniach, co daje 31,5% możliwego czasu gry. Różnice widać także w liczbach wykręcanych przez gracza: 3 gole i 12 asyst za Solariego oraz 1 gol i 1 asysta za Zidane’a. Statystyki i odczucia w tym przypadku idą ze sobą w parze.
Ponadto ostatnia eksplozja talentu Rodrygo sprawiła, że obecnie Vinícius w hierarchii znajduje się niżej niż swój kolega i rodak. Zidane mimo wszystko ma sporo racji w tym, że Vini to dopiero 19-latek, a czas gra na jego korzyść. Zawodnik całe lato sumiennie pracował i szukał sposobu na poprawienie wykończenia. Bezczelny młodzian, który z tak dobrej strony pokazał się 6 stycznia, obecnie pojawia się na murawie dużo rzadziej.
Po niespełna roku na mecz z tym samym rywalem nie załapał się nawet do meczowej kadry. Vini ma jeszcze czas, ale też trudno nie stwierdzić, że coś się zacięło. Wciąż gra on więcej niż u Lopeteguiego, ale nie tak wyobrażaliśmy sobie rzeczywistość po jego wejściu smoka za Solariego.
Komentarze (6)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się