REKLAMA
REKLAMA

Florentino vs Laporta

... czyli bitwa generałów
REKLAMA
REKLAMA

Wielu ekspertów futbolu stara się porównać Joana Laportę do Johna F. Kennedy'ego – młody, ambitny prawnik, którego rządy rozpoczęły erę świetności katalońskiego klubu. 43-letni Laporta spełnił nadzieje culés i perfekcyjnie załatał czarną dziurę, pozostawioną w spadku przez Joana Gasparta. Mimo iż nie zrealizował wyborczej obietnicy sprowadzenia do Barcelony Davida Beckhama, swoją mądrą i przynoszącą spore zyski polityką, z pewnością uzyskał względy kibiców Barçy z całego świata.

Naprzeciwko - Florentino Pérez – prezydent, który uczynił Real Madryt prawdziwym piłkarskim mocarstwem. Od chwili przejęcia królewskiego steru rok w rok sprowadzał do stolicy Hiszpanii światową gwiazdę. Zidane, Ronaldo czy Beckham – takie nazwiska nie potrzebują komentarza. Także Mistrzostwa Hiszpanii i Puchar (Ligi) Mistrzów zdobyte w erze Pereza powinny odpowiadać same za siebie. Okres panowania Florentino oznaczał wyjście z finansowych problemów oraz gwałtowny rozwój klubu. Real Madryt stał się marką rozpoznawaną na całym świecie.

Obydwaj są prezydentami wielkich klubów, obydwaj mogą nazywać siebie ludźmi sukcesu – nie tylko w sferze sportowej, ale także i ekonomicznej. Jednak w rzeczywistości są całkiem inni. Laporta traci sporo nerwów w sprawach związanych z katalońskim zespołem - a to ściąga spodnie podczas lotniskowej kontroli, a to znowu zachowuje się niczym energiczny fan podczas koncertu the Rolling Stones. Akurat tu Florentino Pérez, zawsze zachowujący zimną krew i spokój umysłu, wydaje się być bliżej ideału. Czy jednak wpłynie to rozwój wydarzeń meczowych? Jutrzejsze spotkanie da odpowiedź.

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (34)

REKLAMA