Tydzień temu w drugiej połowie ligowego meczu z Levante Zinédine Zidane zdjął z boiska Sergio Ramosa, w którego miejsce wszedł Éder Militão. Brazylijczyk miał tym samym nieco się ograć przed kolejnym spotkaniem w Lidze Mistrzów z Paris Saint-Germain, w którym wobec nieobecności kapitana i Nacho miał wyjść w pierwszym składzie u boku Raphaëla Varane'a. Od tamtej pory na przestrzeni ostatnich 120 minut Real Madryt bez Sergio Ramosa na boisku stracił w sumie cztery bramki — jedną z Levante i trzy z PSG.
W wyjazdowym pojedynku z Sevillą andaluzyjski stoper wrócił do gry, a Real Madryt nie tylko po raz pierwszy w tym sezonie nie stracił bramki w oficjalnym meczu, ale również nie pozwolił oddać podopiecznym Julena Lopeteguiego ani jednego celnego strzału na bramkę. Starcie na Ramón Sánchez Pizjuán było najlepszym dowodem na to, jak wiele dla tego Realu Madryt znaczy Sergio Ramos. W środowy wieczór w Paryżu ewidentnie go zabrakło, gdyż samą swoją obecnością dodaje on pewności siebie całej defensywie. Jednocześnie potrafi również zmobilizować innych zawodników do większych poświęceń i pracy w obronie, co widać było w niedzielę na przykładach Garetha Bale'a i Jamesa Rodrígueza.
To uzależnienie rzuca się w oczy jeszcze bardziej, gdy spojrzymy kilka miesięcy wstecz. W poprzednim sezonie Real Madryt stracił w Lidze Mistrzów dziesięć bramek. Tylko dwie z nich padły z Ramosem na boisku — z Viktorią Pilzno na Santiago Bernabéu i w pierwszym meczu 1/8 finału z Ajaxem. Kapitan Królewskich wydaje się być zaporą praktycznie nie do przejścia, co doprowadza do tego, że rywale wobec niemożności wejścia w pole karne Królewskich odwołują się do wrzutek. Sevilla wykonała ich aż 35. W środę PSG tylko... 12.
Komentarze (14)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się