Menu
Airwolf

Alavés - Real 0:3! Gdzie Barcelona nie może, tam Real pośle :)

<img align=left src=http://www.realmadrid.com/addon/img/17edfa5baptista288p.jpg>Pierwsze kolejki sezonu 2005/2006 obfitowa&#322;y w niespodzianki. Wspó&#322;sprawcami...

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

Pierwsze kolejki sezonu 2005/2006 obfitowały w niespodzianki. Współsprawcami części z nich byli dzisiejsi rywale - Alavés i Real Madryt. Piłkarze z Vitorii mile zaskoczyli swoich kibiców, urywając punkty mistrzowskiej Barcelonie, Królewscy zaś głęboko zasmucili swoich, najpierw przegrywając z Celtą, a później - przez katastrofalną nieskuteczność - z Espanyolem (do tego po drodze mieliśmy jeszcze klęskę z Olympique Lyon w Lidze Mistrzów). Poprawę przyniosła ostatnia kolejka: Real wygrał z Athletic Bilbao, Alavés na wyjeździe zremisowało z Malagą.

Przed meczem większe problemy ze skompletowaniem składu miał Chuchi Cos, któremu zabrakło dwóch podstawowych obrońców, Corominy i Poliego. Poza tym w bramce, już od poprzedniego meczu stał nie bohater spotkania z Barceloną, Roberto Bonano, ale Argentyńczyk Franco Costanzo. U nas, obok zawieszonego Woodgate'a, nie mógł zagrać także Zidane, ale ostatnio Królewscy chyba przyzwyczaili się do grania bez francuskiego geniusza u boku. Kibice Królewskich mieli prawo spodziewać się zwycięstwa.

Mecz nie zaczął się po naszej myśli. Co prawda za faul na Gutim żółtą kartkę dostał Carpintero, ale cóż nam z tego, skoro to gospodarze od początku stwarzali sobie więcej okazji do zdobycia gola - czy to po stałych fragmentach gry (strzał De Lucasa), czy po błędach naszych piłkarzy (a konkretnie Ronaldo, przez którego gola o mało nie zdobył Rodolfo Bodipo). Choć Królewscy starali się z niezłym w sumie skutkiem stwarzać sytuacje strzeleckie i w statystykach mecz wyglądał na wyrównany, to faktyczną inicjatywę wciąż mieli podopieczni Chuchi Cosa, a szczególnie wiele zamieszania w naszej defensywie siał 27-letni były napastnik Racingu i Recreativo, Bodipo. My zaś, nawet jeśli udawało nam się przebić pod bramkę Costanzo, nie potrafiliśmy zepchnąć przeciwnika do defensywy. Nasz jasnowłosy Imperator też nie grał tak, jak można się było tego spodziewać, mając w pamięci jego występ przeciw Bilbao.

Gra Realu zaczęła się poprawiać około 30. minuty. Przeprowadziliśmy kilka ciekawych akcji, okazje do zdobycia gola mieli Ronaldo, Roberto Carlos, Júlio Baptista, Beckham... niestety, albo niemiłosiernie pudłowali, albo cudowną zręcznością i refleksem popisywał się Costanzo. Końcówka pierwszej części gry to ponowny okres przewagi klubu z Mendizorroza, lecz De Lucas dwukrotnie spudłował i piłkarze schodzili do szatni przy bezbramkowym remisie.

Pierwsza połowa skończyła się z bilansem strzałów 12:8 na korzyść CD Alavés. Taki rezultat uznać należy za sprawiedliwy. Choć pierwsze kilka minut pozwalało oczekiwać dominacji Realu, to dłużej trwały okresy przewagi gospodarzy. Naszym brakowało pomysłu, a przede wszystkim skuteczności. Lepiej niż przeciętnie grał tylko Júlio Baptista. Widoczny był brak Robinho, który często grał rażąco egoistycznie, ale zarazem absorbował obrońców rywali, ułatwiając konstruowanie ofensywnych akcji kolegom z drużyny. Nie wyszedł także na boisko od razu po przerwie.

Druga połowa od początku była bardzo wyrównana - każda drużyna miała okazję do otworzenia wyniku, znów jednak brakowało skuteczności. Zaznaczyć należy, że między 45. a 55. minutą wyśmienicie prezentował się Míchel Salgado, imponujący zwłaszcza dynamiczną grą w ofensywie. To jednak nie jego akcja przyniosła nam pierwszego gola, a naszego kapitana.

Raúl wrzucił piłkę w pole karne do Baptisty, tam czuwali co prawda obrońcy Alavés, ale wybijając piłkę, posłali ją prosto pod nogi Ronaldo. Król strzelców MŚ 2002 uderzył precyzyjnie na osiemnastym metrze i mieliśmy 1:0 dla Realu Madryt!

I znów po objęciu prowadzenia Real cofnął się do defensywy. Biało-niebiescy zwietrzyli okazję i rzucili się do ataku, a szczególnie aktywny był Nené. Nic z tego jednak nie przychodziło, a i Królewscy szybko zaczęli się znów zapuszczać pod bramkę Costanzo. Wyśmienitą okazję zmarnował Ronaldo, trafiając w słupek.

Tak jak w czwartek wiele wniosło do naszej gry wpuszczenie na murawę Gutiego, tak dziś złotym rezerwowym okazał się Gravesen. Grał co prawda dużo krócej, ale poukładał i podporządkował sobie grę w środku pola. Właśnie od przejęcia piłki w środkowej strefie zaczęła się akcja, po której Beckham podał w szesnastkę do Ronaldo, a ten gładko minął Costanzo i podwyższył na 0:2. Tego meczu przegrać już nie mogliśmy. Ba, znów zaczęliśmy dominować. Skutek?

Już w trzeciej minucie doliczonego czasu gry piękną akcję przeprowadzili Guti, Ronaldo i Robinho. Gola powinien był co prawda zdobyć ten ostatni, ale jego strzał został w ostatniej chwili zablokowany. Do piłki dopadł Guti i... 3:0 dla Królewskich! A chwilę później koniec meczu.

Z pierwszej połowy nie mamy prawa być dumni. Prawdą jest, że stwarzaliśmy okazje strzeleckie, ale one tylko sprawiły, że nasze statystyki nie wyglądały tak źle, jak powinny. Tradycyjnie brakowało skuteczności, nie tylko w strzałach, ale też w grze obronnej i podaniach. Było po prostu kiepsko. Co innego druga połowa. Tu Blancos cieszyli nasze oczy dynamicznymi akcjami ofensywnymi, pomysłowością i przede wszystkim golami.

Pochwały należą się - a to niespodzianka! - wielu naszym piłkarzom. Obok strzelców goli (kapitalna druga połowa w wykonaniu Gutiego) wyśmienicie prezentował się bardzo aktywny tak w ofensywie, jak i w środku pola Baptista, niewiele gorzej Beckham, a świetną zmianę dał Gravesen. Kiepsko za to zagrał Robinho. Gdyby zagrał tak w swoim pierwszym meczu, przeciwko Cádiz, można by powiedzieć, że grał poprawnie. Teraz jednak wymagać się od niego będzie dużo, dużo więcej.

Ach, coś jeszcze. Pan Mejuto González sędziował bardzo sprawiedliwie, nie pozwalając zawodnikom na nadmiernie ostre zagrania. Za ten mecz należy mu się wysoka ocena.

SKŁADY:
Club Deportivo Alavés: Costanzo; Pellegrino, Carreras, Edu Alonso, Juanito; Carpintero (Arturo 78'), Astudillo, Nené, Bodipo; De Lucas (Mena 75'), Aloisi (Rubén Navarro 64')
Real Madrid C.F.: Casillas, Salgado, Sergio Ramos, Helguera, Roberto Carlos, Pablo García, Beckham (Diogo 85'), Baptista (Gravesen 78'); Raúl (Robinho 72'), Guti, Ronaldo

STATYSTYKI
Strzały (celne): 15 - 18 (6 - 8)
Rzuty rożne: 7 - 9
Interwencje bramkarzy: 8 - 11
Spalone: 0 - 2
Faule: 15 - 20
Posiadanie piłki: 43% - 57%
Rzeczywisty czas gry: 57 minut, 2 sekundy

GOLE
Ronaldo 61'
Ronaldo 83'
Guti 90'+3

KARTKI
: Carpintero - Pablo García, Roberto Carlos, Beckham
: -

Sędziował pan Mejuto González

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!