„Środa. Wystąpienie jakich wiele. Rzecznik Barcelony, Josep Vives wychodzi do dziennikarzy, by opowiedzieć o sytuacji klubu. Leitmotiv prezentacji to jednak pierwszy mecz w historii LaLiga rozgrywany w Stanach Zjednoczonych. – Piłkarze zrozumieli nastawienie klubu i potrzeby Barcelony oraz ligi. Gramy nie tylko na Camp Nou, ale na całym świecie. Od kiedy usiedliśmy do rozmów z zawodnikami i przedstawiliśmy nasze argumenty, wygasły obawy, że piłkarze będą się czuli obrażeni.
Mija kilka dni i w strefie wywiadów staje Jordi Alba. – Decyzję o organizacji meczu z Gironą powinien podjąć klub. Ze mną nikt w tej sprawie nie rozmawiał. Być może z kapitanami tak. Czy podoba mi się ten pomysł? Czekałaby nas długa podróż. Podejrzewam, że zawodnicy Girony chcieliby zagrać u siebie, ale cóż… My, piłkarze, nie możemy zrobić zbyt wiele.
Od ładnych kilku-kilkunastu tygodni w piłkarskiej Hiszpanii to temat numer jeden. Każdy dzień przynosi kolejne dyskusje, wypowiedzi z konferencji prasowych czy nawet groźby strajku ze strony związku piłkarzy. Kraj podzielił się na dwa obozy. Jeden – ligowy – dostrzegający mnóstwo korzyści z organizacji meczu ligowego w Miami. Drugi – federacyjny – twierdzący, że czeka nas zamach na tradycję i kilkupoziomowe naruszenie terminarza Primera División. Oba kluby oficjalnie wyraziły chęć wyruszenia w eskapadę, ale ze strony zawodników Barcelony wielkiego entuzjazmu nie widać. Do ciekawej sytuacji doszło zresztą po starciu na kartoflisku w Valladolid. Wtedy kilku zawodników Blaugrany pytanych stricte o stan boiska na Estadio José Zorrilla, a wcale nie o Miami, zasugerowało wprost, że zanim La Liga pomyśli o wyprowadzaniu produktu za granicę, mogłaby najpierw skupić się na zabezpieczeniu infrastruktury przestarzałych obiektów. Przodował w tym Gerard Piqué, któremu akurat podróż sama w sobie nie powinna aż tak przeszkadzać. W końcu tuż przed inauguracją Primera División z Deportivo Alavés wybrał się na moment do Orlando, by rewolucjonizować tenisowy Puchar Davisa”, pisze na łamach Przeglądu Sportowego Tomasz Ćwiąkała, który na co dzień komentuje spotkania ligi hiszpańskiej w kanałach Eleven Sports.
Cały artykuł można przeczytać tutaj.
„La Liga w Stanach Zjednoczonych? Czas zamachów na tradycje”
Felieton Tomasza Ćwiąkały
REKLAMA
Komentarze (10)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się