Menu
Leszczu

Toni Kroos znaczy bohater [VIDEO]

Cudowne trafienie naszego pomocnika

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

Kojarzycie na pewno dobrze te wyświechtane sformułowania, których często nie dajemy rady uniknąć? „Przygniatająca przewaga”, „częściej utrzymywali się przy piłce” i tak dalej? Kojarzycie pewnie też „ale niewiele z tego wynikało”. Nie potrafimy znaleźć jednak słów, które oddałyby to, co działo się przez pierwszych trzydzieści minut dzisiejszej potyczki Niemiec ze Szwecją.

No ale właśnie tak było. Niemcy sobie klepali, mieli pozorną kontrolę, ale w 13. minucie dostali pierwsze bardzo poważne ostrzeżenie. Marcus Berg wyszedł sam na sam z Manuelem Neuerem, a goniący go Jérôme Boateng powstrzymał go nie do końca zgodnie z przepisami. Szymon Marciniak faulu nie widział, Paweł Gil akurat miał poobiednią drzemkę. Rzutu karnego nie było. Mecz dalej wyglądał podobnie. Szwecja broniła się bardzo blisko swojej bramki, ale raz na jakiś czas starała się przetestować pressing nieco wyżej. I właśnie to było kluczowe przy pierwszym trafieniu. Błąd popełnił Toni Kroos, a dwa podania wystarczyły, by Ola Toivonen pokonał Manuela Neuera.

Niemcy niby powinni jeszcze bardziej ruszyć do ataku, ale co to właściwie by oznaczało? Atakowali niemal całą drużyną, ale grali na stojąco. Kulało rozegranie bliżej bramki rywala, więc do końca pierwszej połowy nic nie miało prawa się zmienić. Po przerwie jednak w końcu i Niemcy zaskoczyli. Kroos rozegrał na prawo do Timo Wernera, po jego wrzutce w polu karnym Szwecji zapanował wielki chaos zakończony przypadkowym trafieniem kolanem Marco Reusa. Ekipa ze Skandynawii nie zmieniła swojej filozofii i dalej grała tak samo. Ostatecznie nie było w tym nic dziwnego, wynik był bowiem więcej niż zadowalający.

Boateng popisał się po raz drugi i trzeci – żółta kartka, druga żółta kartka i długa droga do szatni. Niemcy kończyli mecz w dziesięciu, ale dalej chcieli – ba, musieli! – atakować. Joachim Löw w końcówce mimo gry w osłabieniu zrobił ofensywną zmianę, a Die Mannschaft atakowała w dziesiątkę. Blisko asysty był Kroos, ale na posterunku po uderzeniu Gómeza był Robin Olsen. Mistrzowie świata mieli jeszcze jedną znakomitą okazję, ale piłka po uderzeniu Brandta odbiła się od słupka.

Niemcy byli bardzo blisko odpadnięcia. Ale mają Toniego Kroosa. Nie da się w lepszym stylu wyjść z… błota. Pomocnik Realu Madryt wziął na siebie tę odpowiedzialność. W ostatniej minucie doliczonego czasu gry to on podszedł do rzutu wolnego z nie do końca oczywistej do uderzenia pozycji. Uderzył jednak perfekcyjnie. Olsen skapitulował. Toni się cieszył. Ostatecznie został bohaterem. Pokazał jaja, których Niemcom brakowało przez 180 minut tego turnieju.

Niemcy – Szwecja 2:1 (0:1)
0:1 Toivonen 32' (asysta: Claesson)
1:1 Reus 48' (asysta: Gómez)
2:1 Kroos 90'+5' (asysta: Reus)

Niemcy: Neuer; Kimmich, Rüdiger, Boateng, Hector (87' Brandt); Rudy (31' Gündoğan), Kroos; Draxler (46' Gómez), Müller, Reus; Werner.
Szwecja: Olsen; Lustig, Granqvist, Lindelöf, Augustinsson; Claesson (74' Durmaz), Larsson, Ekdal, Forsberg; Berg (90' Thelin), Toivonen (78' Guidetti).


W pierwszym dzisiejszym meczu ze znakomitej strony pokazali się Belgowie. Po zwycięstwie z Panamą raczej należało spodziewać się trudniejszej przeprawy, ale od samego początku wszystko dobrze się dla nich układało. Dobrą dyspozycję strzelecką potwierdzili Eden Hazard i Romelu Lukaku. Ten ostatni wyrównał wynik Cristiano Ronaldo i po dwóch spotkaniach ma cztery zdobyte bramki. Choć Czerwone Diabły strzeliły aż pięć bramek, rezultat mógł być jeszcze bardziej okazały. Wyjątkowo nieskuteczny był jednak rezerwowy Michy Batshuayi, który jednak w samej końcówce wreszcie pokonał bramkarza Tunezji. Rywalom Belgii należą się słowa uznania – to też dzięki mało kunktatorskiej postawie spotkanie oglądało się z dużą przyjemnością.

Belgia – Tunezja 5:2 (3:1)
1:0 Hazard 6' (rzut karny)
2:0 Lukaku 16' (asysta: Mertens)
2:1 Bronn 18' (asysta: Khazri)
3:1 Lukaku 45'+2' (asysta: Meunier)
4:1 Hazard 51' (asysta: Alderweireld)
5:1 Batshuayi 90' (asysta: Tielemans)
5:2 Khazri 90'+2' (asysta: Nagguez)

Belgia: Courtois; Alderweireld, Boyata, Vertonghen; Meunier, De Bruyne, Witsel, Carrasco; Mertens (86' Tielemans), E. Hazard (68' Batshuayi); Lukaku (59' Fellaini).
Tunezja: Ben Mustapha; Bronn (24' Nagguez), S. Ben Youseff (41' Benalouane), Meriah, Maâloul; Sassi (59' Sliti), Skhiri, Khaoui; F. Ben Youseff, Khazri, Badri.


Kiedy nikt nie oczekiwał od Meksyku cudów, spisał się on perfekcyjnie i pokonał Niemcy. Dziś sytuacja była nieco inna. Podchodził do potyczki z Koreą Południowej w roli faworyta. Trzeba jednak przyznać, że trafił na przeciwnika bardzo słabo dysponowanego. Azjaci częściej niż w bramkę rywala trafiali w kostki podopiecznych Juana Carlosa Osorio. Ostatecznie argumenty piłkarskie były po stronie El Tri. Dzięki golom Carlosa Veli i Chicharito mogli dopisać kolejne trzy oczka. Koreańczycy natomiast otrzymali nagrodę pocieszenia w postaci bardzo ładnego trafienia Sona Heung-mina.

Korea Południowa – Meksyk 1:2 (0:1)
0:1 Vela 26' (rzut karny)
0:2 Chicharito 66' (asysta: Lozano)
1:2 Son Heung-min 90'+3' (asysta: Lee Jae-sung)

Korea Południowa: Cho Hyun-woo; Lee Yong, Jang Hyun-soo, Kim Young-gwon, Kim Min-woo; Moon Seon-min, Ju Se-jong, Ki Sung-yueng, Lee Jae-sung; Hwang Hee-chan, Son Heung-min.
Meksyk: Ochoa; Álvarez, Salcedo, Moreno, Gallardo; Herrera, Guardado; Layún, Vela, Lozano; Chicharito.

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!