Menu
Leszczu

Dziś bez niespodzianek

Choć było blisko

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

W pierwszym dzisiejszym spotkaniu Szwecja wygrała z Koreą Południową 1:0. W reprezentacji, która pokonała w barażach Włochy, nie ma już lidera, jakim bez wątpienia był Zlatan Ibrahimović, jednak jej siłą ma być jedność. Trudno było ją dostrzec jednak w pierwszej połowie. Trzeb jednak oddać, że także Koreańczycy nie porywali swoją grą. Mnóstwo fauli, tylko dwa celne uderzenia i niewiele sytuacji podbramkowych – tak było przed przerwą.

Po przerwie Szwedzi grali nieco ofensywniej, ale dalej nie porywali. Najważniejsza akcja meczu miała miejsce 20 minut po wznowieniu gry. Znów potrzebna była interwencja VAR, po której Joel Aguilar wskazał na jedenasty metr. Andreas Granqvist wykorzystał rzut karny, a Azjaci przypomnieli sobie, że do zwycięstwa potrzebne są gole. Ruszyli ofensywniej, zamykali drużynę ze Skandynawii w okolicach własnej szesnastki, ale to nie pomogło. Brak pomysłu i mądra gra Trzech Koron nie pozwoliła Korei na zdobycie choćby jednego oczka.

Szwecja – Korea Południowa 1:0 (0:0)
1:0 Granqvist 65' (rzut karny)

Szwecja: Olsen; Lustig, Granqvist, Lindelöf, Augustinsson; Claesson, Larsson (81' Svensson), Ekdal (71' Hiljemark), Forsberg; Berg, Toivonen (77' Thelin).
Korea Południowa: Cho Hyun-woo; Lee Yong, Park Joo-ho (28' Kim Min-woo), Kim Young-gwon, Jang Hyun-soo; Lee Jae-sung, Ki Sung-yueng, Koo Ja-cheol (73' Lee Seung-woo); Hwang Hee-chan, Kim Shin-wook (66' Jung Woo-young), Son Heung-min.


Belgowie zawiedli w dwóch ostatnich dużych turniejach, ale złota generacja ma kolejną szansę na dobry występ w wielkiej imprezie. Eden Hazard i spółka może nie byli do końca zadowoleni z losowania, w końcu trafili między innymi na Anglię, jednak terminarz mógł im się spodobać. W pierwszej kolejce zmierzyli się bowiem z Panamą, a z Synami Albionu zagrają dopiero w trzeciej kolejce. Dziś długo męczyli się z jedną z teroretycznie najsłabszych ekip na mundialu. W pierwszej połowie mieli przewagę, ale z przodu niewiele im wychodziło.

Przebudzili się dopiero po przerwie, a ozdobą spotkania był przepiękny gol Driesa Mertensa. Panamczycy musieli się otworzyć, a to najlepiej wykorzystał Romelu Lukaku, autor dwóch kolejnych trafień. Czerwone Diabły zaczęły więc Mistrzostwa Świata zgodnie z przewidywaniami, choć styl raczej nie miał prawa nikogo rzucić na kolana.

Belgia – Panama 3:0 (0:0)
1:0 Mertens 47'
2:0 Lukaku 69' (asysta: De Bruyne)
3:0 Lukaku 75' (asysta: E. Hazard)

Belgia: Courtois; Alderweireld, Boyata, Vertonghen; Meunier, De Bruyne, Witsel (90' Chadli), Carrasco (74' Dembélé); Mertens (83' T. Hazard), E. Hazard; Lukaku.
Panama: Penedo; Murillo, R. Torres, Escobar, Davis; Gómez; Bárcenas (63' G. Torres), Cooper, Godoy, Rodríguez (63' Ismael Díaz); Blas Pérez (73' Tejada).


Anglia mocno zaczęła mundial i od samego początku meczu z Tunezją mocno naciskała na rywala. Już w 11. minucie Harry Kane wcisnął bramkę na 1:0 i wydawało się, że przy takiej grze rywala w defensywie worek z bramkami rozwiąże się na dobre. Do tego urazu doznał pierwszy golkiper drużyny z Afryki. Tunezyjczycy jednak nie poddali się i choć Synowie Albionu stwarzali kolejne sytuacje, to obie drużyny miały swoje szanse. Wreszcie jeszcze w pierwszej połowie bezmyślnie w swoim polu karnym zachował się Kyle Walker, a rzut karny na gola zamienił Ferjani Sassi. Anglicy mieli swoje szanse, najbliżej zdobycia bramki byli Jesse Lingard i Dele Alli, ale obie ekipy schodziły do szatni z remisem.

Podopieczni Garetha Southgate'a nie wyciągnęli wniosków po spotkaniach faworytów w poprzednich dniach. Grali podobnie jak Niemcy z Meksykiem, choć rywal w ofensywie nie miał tak wielu szans na kontrataki. Anglicy jednak holowali piłkę na połowie rywala i nic z tego nie wynikało. Beznadziejnie grał Dele Alli, poniżej oczekiwań spisywał się też Raheem Sterling. Brakowało kogoś, kto zrobi różnicę, dlatego selekcjoner postawił na Marcusa Rashforda. Nie był on jednak w stanie wnieść zbyt wiele do gry drużyny, podobnie jak również wprowadzony z ławki Ruben Loftus-Cheek. Żaden z rezerwowych nie potrafił jednak wnieść zbyt wiele. Bohaterem znów został za to Harry Kane. Znów to on był najsprytniejszy po stałym fragmencie gry i dzięki jego trafieniu Anglicy rzutem na taśmę wygrali z Tunezją. W grupie G nie było więc niespodzianek.

Tunezja – Anglia 1:2 (1:1)
0:1 Kane 11'
1:1 Sassi 35' (rzut karny)
1:2 Kane 90'+1'

Tunezja: Hassen (15' Ben Mustapha); Meriah, S. Ben Youseff, Bronn, Maaloul; Skhiri, Badri, Sassi; F. Ben Youseff, Khazri (85' Khalifa), Sliti (73' Ben Amor).
Anglia: Pickford; Walker, Stones, Maguire; Trippier, Henderson, Alli (80' Loftus-Cheek), Lingard (90'+3' Dier), Young; Sterling (68' Rashford), Kane.

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!