Menu
Leszczu

Prawidłowa reakcja

Królewscy wyrównali stan finału

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

Koszykarze Realu Madryt źle rozpoczęli starcie finałowe z Baskonią i w pierwszym meczu stracili przewagę parkietu. W historii ligi hiszpańskiej tylko raz drużyna, która przegrała u siebie pierwszym spotkaniu, potrafiła wstać z kolan i ostatecznie sięgnąć po mistrzostwo. Zwycięstwo w drugim meczu było więc obowiązkiem podopiecznych Pablo Laso. I to się udało. Ogromny udział w sukcesie miał tercet Ayón-Thompkins-Tavares, który poprowadził Los Blancos do wygranej 98:91.

Królewscy nieźle zaczęłi, ale mecz był bardzo wyrównany. Przynajmniej do wyniku 17:18 w pierwszej kwarcie. Chwilę później Baskowie wzięli się do roboty nie na żarty, zdobyli dziewięć punktów z rzędu, a ich przewaga była dwucyfrowa. W końcówce Real odrobił kilka oczek, ale nie był w stanie sprostać ofensywie rywala. W pierwszej kwarcie obie drużyny rzuciły aż 61 punktów i potwierdziły bardzo dobrą formę w ataku.

Wreszcie na parkiecie pojawili się Ayón i Thompkins, a gra uległa znacznej poprawie. Nasi koszykarze dobrze weszli w drugą kwartę i odrobili straty z pierwszej. Znacznie ciekawiej było natomiast po przerwie. Tavares rządził w obronie (trzy bloki), a Real miał najlepszy moment w spotkaniu. Królewscy w osiem minut potrafili rzucić 21 punktów, a w ataku dominował Luka Dončić. Gospodarze wyszli na 20-punktowe prowadzenie, a w trzeciej kwarcie weszli na wyżyny swoich umiejętności (31:13). Rezultat 83:65 na 10 minut przed końcem musiał być zadowalający.

W koszykówce nawet taka przewaga nie może dać gwarancji zwycięstwa, ale Los Blancos zachowali chłodną głowę. Pomógł w tym Jaycee Carroll, który dwiema „trójkami” uspokoił nieco ambitnych rywali. Real Madryt pojedzie do Vitorii na trzeci mecz z dobrymi odczuciami. W piątkowy wieczór nie zawiódł, pokazał ducha walki i bardzo dobrą grę drużynową. Dowodem tego jest 98 zdobytych punktów. Prawidłowa reakcja to jednak za mało. Teraz trzeba wygrać w Kraju Basków przynajmniej jedno spotkanie. Kolejna potyczka już jutro o 18:30.

98 – Real Madryt (28+24+31+15): Causeur (2), Dončić (11), Campazzo (6), Tavares (4), Thompkins (16), Randolph (0), Rudy (5), Ayón (14), Carroll (16), Llull (4), Taylor (9), Reyes (11).

91 – Baskonia (33+19+13+26): Vildoza (7), Timma (4), Janning (18), Poirier (12), Szengelia (5), Voigtmann (2), Huertas (11), Beaubois (2), Diop (16), Granger (8), Garino (3), Malmanis (3).

Statystyki | Video

Ćwierćfinały (rywalizacja do dwóch zwycięstw)
Real Madryt (1) 2:0
Tenerife (8)
Baskonia (2) 2:0 Unicaja (7)
Barcelona (3) 2:1 Andorra (6)
Valencia (4) 1:2 Gran Canaria (5)
Półfinały (rywalizacja do trzech zwycięstw)
Real Madryt (1) 3:0
Gran Canaria (5)
Baskonia (2) 3:1 Barcelona (3)
Finał (rywalizacja do trzech zwycięstw)
Real Madryt (1) 1:1
Baskonia (2)

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!