Menu
Klatus

Real umiera w drugich połowach

Fatalne występy Królewskich po przerwie

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

Pierwsza runda sezonu 2017/18 La Ligi dobiegła wczoraj końca. Na pewno nie tak wyobrażali sobie ją wszyscy madridistas, którzy jeszcze kilkanaście tygodni temu wierzyli w to, że obrona mistrzowskiego tytułu jest możliwa, ale tę nadzieję porzucili już chyba nawet najwytrwalsi optymiści. Real Madryt traci aż 19 punktów do liderującej Barcelony i zajmuje dopiero czwarte miejsce w tabeli. Sytuacja jest na tyle tragiczna, że Królewskim aktualnie bliżej do spadku niż do zdobycia mistrzostwa.

Trudno jednoznacznie stwierdzić, co stało się z drużyną, która jeszcze w sierpniu zadziwiała cały świat, gdy bez większego trudu pokonywała Manchester United i Barcelonę, a na grę madrytczyków spoglądało się z przyjemnością. W kilka miesięcy sytuacja odwróciła się wręcz o sto osiemdziesiąt stopni i wszystko stanęło na głowie. Królewscy ani nie gwarantują futbolu ładnego dla oka, ani pragmatyzmu, który pozwalałby zdobywać regularnie punkty, bez względu na to, jak zespół prezentowałby się na boisku.

Przyczyn obecnej sytuacji jest bez wątpienia od groma. Począwszy od kontuzji, przez niedociągnięcia kadrowe spowodowane nieodpowiednim ruchami transferowymi, aż do braku zaangażowania, skuteczności lub odpowiednich reakcji Zinédine'a Zidane'a. Real boryka się z wieloma problemami, które systematycznie nawarstwiały się z każdym tygodniem i obecnie nikt nie owija już w bawełnę – może z wyjątkiem trenera oraz kilku piłkarzy – i otwarcie mówi się o tym, że Królewscy znajdują się po prostu w ogromnym kryzysie, w jakim nie byli od wielu lat.

Dzisiaj przyjrzeliśmy się już uważnie temu, że Królewscy nie mają wcale kłopotów ze stwarzaniem sobie okazji do strzelenia bramek, a problem leży gdzieś indziej. Oczywiście chodzi tu o beznadziejną skuteczność wszystkich graczy i nieumiejętność skierowania futbolówki do siatki, mimo oddawania wielu strzałów. To jednak nie jedyny kłopot, który można zaobserwować bez spoglądania na boiskowe wydarzenia, a analizując jedynie suche dane.

Królewscy wyglądają na zespół, który jest przygotowany jedynie na grę przez 45 minut w niemal każdym meczu. W przerwie dzieją się zawsze niewytłumaczalne rzeczy, ponieważ w drugich połowach przychodzi nam oglądać zupełnie inną i dużo gorszą drużynę. Doskonały przykład takiej sytuacji widzieliśmy w sobotę, gdy Los Blancos naciskali na Villarreal niczym taran i przed pogromem gości uchronił jedynie golkiper. W drugich 45 minutach wszystko wyglądało już zgoła odmiennie. Praktycznie identyczne sytuacje miały też miejsca w starciach z Barceloną czy Betisem.

Tabela La Ligi, która uwzględnia tylko 1. połowy
Lp.KlubPunktyMeczeBramki
1.Real Madryt401823:6
2.FC Barcelona361917:5
3.Valencia361915:5
4.Villarreal341910:5
5.Atlético Madryt31199:3
6.Celta Vigo291921:15
7.Real Sociedad291919:13
8.Girona271913:11
9.Athletic Club271910:10
10.Getafe24198:5
11.Espanyol231910:10
12.Sevilla18197:14
13.Eibar18197:16
14.Levante17196:11
15.Betis171911:20
16.Las Palmas17195:14
17.Málaga16195:10
18.Deportivo16199:19
19.Leganés15183:7
20.Alavés15194:12

Gdyby ligowe mecze kończyły się po pierwszej połowie… Real Madryt byłby dzisiaj liderem, miał cztery punkty przewagi nad Barceloną i jedno spotkanie mniej. Na dodatek Królewscy nie przegraliby żadnego z meczów, a zanotowali 11 zwycięstw i 7 remisów. To wręcz szokująca statystyka, biorąc pod uwagę, jak tabela wygląda w rzeczywistości. Przyczyn takiej sytuacji można doszukiwać się w kilku kwestiach, ale trudno tak naprawdę ocenić, która z nich jest tą właściwą.

Przede wszystkim warto postawić sobie pytanie, czy Królewscy dobrze przygotowali się do sezonu. Latem na Anotnio Pinutsa nieustannie spadał deszcz pochwał, który jedynie nasilił się w sierpniu, gdy tuż po wakacjach piłkarze Realu pokazali zdecydowanie lepsze przygotowanie kondycyjne od swoich rywali i zdobyli dwa puchary. Wtedy wybieganie i wytrzymałość zawodników były kluczem do sukcesu, ale właśnie tych czynników zdaje się brakować teraz, szczególnie w drugich połowach, gdy niektórzy niemal słaniają się na nogach lub nie są w stanie wracać do defensywy.

Inną kwestią pozostaje taktyka Zizou i meczowe założenia. W ubiegłym sezonie sam trener miał często pretensje, że jego podopieczni nie potrafią odpowiednio wejść w mecz i zdobyć szybko jednej lub dwóch bramek, aby ułożyć sobie spotkanie. Teraz piłkarze zdają się wkładać nieco więcej sił w pierwsze połowy i w drugich odsłonach zaczyna po prostu brakować im pary oraz werwy do biegania w tym samym tempie. Odwrotną taktykę pryzmuje w tym sezonie Barcelona i Ernesto Valverde, który przeznacza pierwsze 45 minut na analizę sytuacji, jego piłkarze zbytnio się nie wysilają, a na wyższe obroty wskakują dopiero po przerwie i punktują rywali.

Fatalna gra w drugich połowach może wynikać też z tego, że w meczach z Los Blancos inne drużyny decydują się robić dokładnie to samo, co robi Barça. Wielu trenerów rozgryzło już to, w jaki sposób gra Real Zizou i potrafi znaleźć odpowiednie środki, by przeciwstawić się Królewskim. Kluczem jest przetrwanie pierwszych 45 minut i oszczędzanie sił, by rozpocząć odważniejsze ataki po przerwie i łatwo odpowiedzieć na chaos, który zaczyna wtedy panować w madryckim zespole.

Ostatnią rzeczą, którą można wziąć pod uwagę, jest też po prostu zwyczajny brak szczęścia. Wszyscy pamiętamy doskonale, jak w ubiegłym sezonie Królewscy rozstrzygali mnóstwo spotkań w końcówkach i ile razy w doliczonym czasie gry do siatki trafiał Sergio Ramos. Teraz takie rzeczy się nie dzieję, ponieważ Real po przerwie nie tylko nie strzela w samych końcówkach, ale praktycznie nie strzela w ogóle. Wystarczy spojrzeć na liczbę zdobytych bramek w pierwszych połowach (23) i w drugich (9).

Tabela La Ligi, która uwzględnia tylko 2. połowy
Lp.KlubPunktyMeczeBramki
1.FC Barcelona491934:4
2.Atlético Madryt371919:5
3.Sevilla311917:13
4.Valencia301926:14
5.Betis301922:18
6.Eibar281917:5
7.Leganés251812:9
8.Getafe251915:13
9.Athletic Club251911:10
10.Villarreal231916:17
11.Real Madryt23189:11
12.Girona221917:17
13.Celta Vigo221912:13
14.Real Sociedad221915:21
15.Levante211910:15
16.Espanyol20196:13
17.Alavés19199:16
18.Deportivo181913:19
19.Málaga14199:24
20.Las Palmas131910:32

Tabela, która uwzględniałaby wyniki z drugich połów jest nieco bliższa temu, jak faktycznie wygląda sytuacja. Choć i tutaj możemy znaleźć kilka anomalii, w tym oczywiście pozycję Realu. Drużyna ze stolicy Hiszpanii zajmuje dopiero jedenaste miejsce i traci do Barcelony aż 26 punktów. Na dodatek w drugich odsłonach straciła więcej bramek niż ich zdobyła. Meczowy bilans byłby następujący: 5 wygranych, 8 remisów i 5 porażek. Los Blancos stracili po przerwach dokładnie 8 punktów (z Betisem, Gironą, Barceloną, Celtą i Villarrealem), gdy Blaugrana odrobiła ich aż 15 (z Alavés, Getafe, Las Palmas, Atlético, Villarrealem, Realem i Sociedadem). Brak skuteczności i fatalna gra w drugich odsłonach – to dwie główne przyczyny kryzysu.

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!