Menu
Banan / marca.com

Co się dzieje z Theo, Llorente i Ceballosem?

Marginalne role letnich nabytków

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

Rezerwowi także nie dają rady. Żaden z nich, z wyjątkiem Lucasa, nie potrafił pokazać, że na co dzień zasługuje na więcej szans. Królewscy, podobnie jak pod koniec listopada przeciwko Fuenlabradzie, zremisowali wczoraj w Pucharze Króla na Santiago Bernabéu 2:2 z Numancią. „Drużyna B” udowodniła zaś, że nazywanie jej w ten sposób ma swoje podstawy. Jej członkowie nie mogą narzekać na zbyt dużą liczbę minut, jednak z drugiej strony sami niewiele robią, by zmienić ten stan rzeczy. Z tego też powodu w sobotnim starciu z Villarrealem najprawdopodobniej po raz kolejny zobaczymy tę samą jedenastkę co zawsze. Czyli bez między innymi Theo, Llorente i Daniego Ceballosa.

Dwóch ostatnich z wyżej wymienionych na mecz minionej kolejki z Celtą nie otrzymali nawet powołania, Theo zaś całe spotkanie obejrzał z ławki. W obecnym sezonie tylko Mayoral i Vallejo, czyli pozostali dwaj gracze zakontraktowani latem, grali mniej. Cała trójka otrzymuje niewiele minut, a gdy już dostaje okazje na zaprezentowanie umiejętności, daleka jest od występów na poziomie, do jakiego przyzwyczaiła w poprzednim sezonie. W rozgrywkach 2016/17 w Vitorii po lewej stronie latał samolot, w środku pola zaś mieli strażnika, który nie zwykł przepuszczać nieproszonych gości. W Sewilli natomiast wciąż tęsknią za magią Ceballosa. Betis chciał go nawet odzyskać, jednak Dani pozostanie w Madrycie.

Włodarze Los Blancos byli przekonani, że zrobili dobrze, płacąc za Theo i Ceballosa nawet więcej niż wynosiła klauzula. Llorente odzyskano natomiast z myślą, że w pierwszym zespole spędzi wiele następnych lat. Każdy z nich jak dotąd pełni jednak marginalne role. Co prawda w Pucharze Króla grali niemal wszystko (jedynie Ceballos odpoczął parę minut w wyjazdowym starciu z Numancią), jednak nie jest to ta sama „Drużyna B”, którą Zidane posyłał w bój w zeszłym sezonie.

Theo w Madrycie już nie lata. W Álaves miał skrzydła. W białej koszulce nie potrafi się jednak ani rozpędzić, ani dograć dobrej piłki do kolegów. Llorente jest poprawny, ale to cały czas trochę za mało, by zaistnieć. Ceballos z Numancią wyglądał słabo, choć jemu akurat zdarzyło się już udowodnić swoją wartość w potyczce na Mendizorroza.

Dlaczego Theo, Llorente i Ceballos nie przypominają siebie? Po pierwsze dlatego, że prawie nie grają. W piłce zaufanie jest wszystkim. W Vitorii i Sewilli mieli je praktycznie nieograniczone, co sprawiło, że zgłosił się po nich mistrz Hiszpanii i triumfator Ligi Mistrzów. W Madrycie sytuacja wygląda już jednak zgoła odmiennie.

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!