Menu
Klatus / transfermarkt, elmundo.es, elpais.com, marca.com

W pół roku Barça wydała więcej niż Real przez 4 lata

Katalończycy pobili transferowy rekord

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

Barcelona nie jest już klubem, który stawia przede wszystkim na wychowanków. Katalończycy definitywnie odeszli od modelu, którym chełpili się przez ostatnie lata i postawili na sprowadzenie piłkarzy za ogromne pieniądze. Blaugrana przez kilka ostatnich miesięcy wyłożyła na transfery grubo ponad 300 milionów euro, czym pobiła światowy rekord, ponieważ dotychczas żaden klub nie wydał jeszcze takiej sumy w ciągu jednego sezonu.

„Real nie wygrywa w jednym sezonie tytułu i wydaje 160 milionów euro na trzech zawodników: Illarramendiego, Bale'a i Isco. Barcelona nie może tak robić. Wiemy, że jesteśmy inni, bo możemy z nimi rywalizować bez wydawania takich pieniędzy”. Tak pod koniec 2013 roku Gerard Piqué starał się wbić kolejną szpilkę w Real Madryt, ale teraz tą samą szpilką może ukłuć sam siebie. Nie trzeba było czekać zbyt długo, by okazało się, że Barça jednak niczym nie różni się od innych klubów. Gdy ma pieniądze – wydaje. Gdy znajdzie się w tarapatach – wydaje. Gdy ma za sobą fatalny sezon – również wydaje. I to całkiem sporo.

Zimowe transfery Philippe Coutinho i Yerry'ego Miny sprawiają, że Katalończycy wydali w tym sezonie dokładnie 324,3 miliony euro i jest to oficjalna suma, która nie uwzględnia zmiennych, a te są przecież niemałe i proste w realizacji. Dla przykładu: Ousmane Dembélé kosztował Barçę 105 milionów i 40 milionów zmiennych, z kolei Coutinho kupiono za 120 milionów i 40 milionów zmiennych. Większość z nich zostanie zrealizowana i wypłacona w ciągu kilkunastu miesięcy, ponieważ zakładają na przykład to, że dany piłkarz musi zagrać w 25 meczach lub awansować do Ligi Mistrzów. Oznacza to, że kwota wydana w tym sezonie będzie tak naprawdę o wiele wyższa i może nawet przekroczyć 400 milionów!

Barcelona może wpaść niebawem w spore finansowe tarapaty, ponieważ przy uwzględnieniu zmiennych wydała o 200 milionów więcej, niż zakładano na początku lata. Na dodatek klub z miasta Gaudiego przeznaczył spore sumy na nowe kontrakty z piłkarzami, jak choćby ten podpisany niedawno z Leo Messim. Barça znalazła się wręcz w krytycznej sytuacji, w której po sprowadzeniu Coutinho będzie wykładać na pensje aż 86% przychodów, gdy granica bezpieczeństwa oscyluje w okolicach 71-72% zalecanych przez Europejskie Stowarzyszenie Klubów. Najbliższego lata kibice Dumy Katalonii raczej nie mogą spodziewać się tego, że do ich ulubionego klubu trafią nowi piłkarze o głośnych nazwiskach, a jeszcze zimą Katalończycy powinni pozbyć się kilku graczy. Niewykluczone, że konieczne będzie też znalezienie nowych sponsorów, ale nie będzie to łatwe zadanie, ponieważ nadwyżka przeznaczona na pensje wynosi aż 100 milionów euro i niewiele pomoże tu odejście takich zawodników jak Arda Turan czy Rafinha.

Transfery obu klubów
Real Madryt FC Barcelona
Sezon Kupno Sprzedaż Kupno Sprzedaż
2014/15 126 mln € 112,7 mln € 166,72 mln € 81,8 mln €
2015/16 78 mln € 15,65 mln € 51 mln € 38,3 mln €
2016/17 30 mln € 37,5 mln € 122,75 mln € 33,8 mln €
2017/18 46,5 mln € 142 mln € 324,3 (404,3) mln € 226 mln €
SUMA 280,5 mln € 307,85 mln € 664,77 (744,77) mln € 379,9 mln €
SALDO 27,35 mln € −284,87 (364,87) mln €

W nawiasie znajdują się kwoty, które uwzględniają zmienne przy transferach Coutinho i Dembélé (razem 80 milionów euro).

Barça przez pół roku zdołała wydać więcej pieniędzy niż Real Madryt przez niemal cztery lata. Oczywiście nie można zapominać o tym, że w tym czasie ceny na rynku transferowym zdążyły mocno skoczyć do góry, a Duma Katalonii otrzymała pokaźny czek ze sprzedaży Neymara, ale przecież na konto Królewskich latem również spłynęło mnóstwo pieniędzy za Moratę, Danilo, Jamesa i pozostałych. Mimo to różnica między wydatkami Barcelony a Realu jest bardzo wyraźna. Udowadnia to, że Królewscy zmienili politykę transferową i zaczęli sprowadzać młodszych graczy za mniejsze kwoty, a także zaufali starej gwardii. Z kolei Katalończycy nie mogą już bazować tylko na złotej generacji wychowanków i muszą wydawać niemal najwięcej spośród wszystkich klubów w Europie.

Zmiany w polityce transferowej obu klubów pokazują jednak nie tylko ostatnie miesiące, a ostatnie cztery sezony. Od początku 2014 roku Los Blancos wydali na transfery ponad dwa razy mniej pieniędzy niż Blaugrana – 280,5 milionów przy 664,77 milionach, a nawet 744,77, jeśli uwzględnimy zmienne przy zakupach Coutinho i Dembélé. Na dobrą sprawę jedynym piłkarzem, za którego Florentino Pérez musiał w tym czasie zapłacić znacznie więcej, był James Rodríguez. Nie oznacza to jednak, że latem Królewscy w dalszym ciągu będą liczyć grosz do grosza. Strategia stawiania na młodych graczy i inwestowania w nich może szybko odejść do lamusa, jeśli ten sezon zakończy się totalną klapą – wtedy możemy spodziewać się nawet tego, że Real pobije rekord Barcelony i sprowadzi do siebie kilka gwiazd, by zbudować nowy trzon zespołu.

Dotychczasowa ścieżka obrana przez prezesa madryckiego klubu i jego doradców okazała się być jednak niezwykle trafna, ponieważ pozwoliła zdobyć w tym czasie multum trofeów i zanotować najlepszy rok w historii klubu. Dziś Królewscy mogą szczycić się również tym, że nie dali się zwariować i wpaść w wir wydawania horrendalnych sum, co przydarzyło się większości znanych europejskich marek. Real jest też jednym z niewielu dużych klubów, które notują w ostatnim czasie dodatni bilans ze sprzedaży i kupna zawodników. Taka sztuka w ostatnich czterech sezonach udała się jeszcze tylko AS Monaco, Borussii Dortmund i Southampton. Najbardziej rozrzutnymi klubami są z kolei oba Manchestery i Barcelona, a na sprzedaży piłkarzy najwięcej zarobiły Chelsea, AS Monaco i Benfica.

Kluby, które wydały najwięcej od sezonu 2013/14
Lp. Klub Wydatki Wpływy Saldo
1. Manchester City 763,5 mln € 227,76 mln € −535,73 mln €
2. Manchester United 700,75 mln € 210,01 mln € −490,74 mln €
3. FC Barcelona 664,77 mln € 379,9 mln € −284,87 mln €
4. Chelsea 595,8 mln € 537,34 mln € −58,46 mln €
5. Juventus 544,75 mln € 414,44 mln € −130,30 mln €
6. Paris Saint-Germain 542,10 mln € 149,90 mln € −392,20 mln €
7. Liverpool 524,43 mln € 440,72 mln € −83,81 mln €
8. Atlético Madryt 436,06 mln € 358,80 mln € −77,26 mln €
9. Everton 355,44 mln € 197,98 mln € −157,46 mln €
10. AS Roma 352,79 mln € 332 mln € −20,79 mln €
11. Inter 352,38 mln € 211,25 mln € −141,13 mln €
12. AC Milan 334,07 mln € 88,80 mln € −245,27 mln €
13. Bayern Monachium 328,90 mln € 166,55 mln € −162,35 mln €
14. Arsenal 307,62 mln € 109,35 mln € −198,27 mln €
15. Tottenham 296,17 mln € 286,13 mln € −10,04 mln €
16. AS Monaco 293,31 mln € 463,97 mln € 170,67 mln €
17. Borussia Dortmund 290,14 mln € 324,85 mln € 34,72 mln €
18. Real Madryt 280,5 mln € 307,85 mln € 27,35 mln €
19. Valencia 272,05 mln € 234,60 mln € −37,45 mln €
20. Southampton 264,44 mln € 354,08 mln € 89,64 mln €

W tabeli nie uwzględniono:
– Zmiennych przy transferach Coutinho i Dembélé (80 mln €);
– Transferu Kyliana Mbappé do PSG, ponieważ oficjalnie jest on wypożyczony i paryżanie zapłacą za niego dopiero latem 2018 roku (180 mln €);
– Transferu Viniciusa Júniora, ponieważ Królewscy ;zapłacą za niego dopiero wtedy, gdy ukończy 18 lat, czyli w lipcu 2018 roku (45 mln €);
– Modyfikacji uległa kwota zapłacona za Álvaro Moratę, ponieważ portal Transfermarkt twierdził, że Chelsea wydała na niego 62 mln €, a wszystkie źródła w Hiszpanii są zdania, że było to 80 mln €.


Zrównoważone ruchy transferowe i mądre zarządzanie finansami pozwala Królewskim notować rok do roku coraz większe przychody, a także hurtowo przedłużać kontrakty z kolejnymi piłkarzami, zwiększając przy tym ich pensje i nie martwiąc się o to, że w budżecie zabraknie na nie środków, jak dzieje się w Barcelonie. Klub mógł też pozwolić sobie na to, żeby przeznaczyć spore kwoty na premie dla graczy i sztabu za zdobywane trofea – w sumie aż 67 milionów jedynie za ostatni sezon. Real wykłada obecnie na wynagrodzenia 60% przychodów, czyli o 26 punktów procentowych mniej niż Barça. Królewscy w ten procent wliczają jednak właśnie wypłacane bonusy, a po ich odjęciu okaże się, że realna kwota przeznaczana na pensje to 50,1% przychodów. Takich wyników mogą pozazdrościć największe firmy świata.

Różnica między oboma klubami jest wręcz ogromna i pokazuje dwa inne sposoby zarządzania. Jeden oparty jest na kroczeniu po cienkiej linii oraz sporym ryzyku, które nie zawsze idzie w parze z sukcesami, a drugi opiera się na zdrowym rozsądku i racjonalnym gospodarowaniem pieniędzmi. Trzeba pamiętać również, że Blaugrana wygrała w poprzednim sezonie tylko Puchar Króla i nie musiała wypłacać premii swoim zawodnikom, a i tak znalazła się w fatalnej sytuacji. Los Blancos zyskali z kolei na tym, że młodzi gracze otrzymują dużo niższe wynagrodzenia od tego, jakie pobierali choćby Pepe, James czy Morata. Rokrocznie notowane zyski sprawiają też, że zadłużenie klubu netto jest dziś… na minusie. Oznacza to, że to Królewscy muszą jeszcze otrzymać pieniądze od innych, a nie samemu martwić się o zaległości. Właśnie taki jest teraz Real – mądrze zarządzany, z odpowiednim balansem i bilansem, który niektórym tak trudno odczytać i przyjąć do wiadomości bez szukania wymówek.

Florentino i spółka na pewno nie będą chcieli zepsuć tego tak łatwo w ciągu jednego okienka. Ostatnie lata pokazały, że prezes nie jest już tak skory do szastania pieniędzmi na lewo i prawo, dlatego do klubu nie trafili tacy zawodnicy jak Paul Pogba czy Kylian Mbappé. Swego czasu madrytczycy nie chcieli przepłacać za pomocnika, a przy sprowadzeniu napastnika kluczowe okazały się jego ewentualne zarobki, które zupełnie zaburzyłby drabinkę płacową i sprawiły, że 18-latek z miejsca byłby jednym z najlepiej zarabiających graczy w zespole. Nie można było pozwolić sobie na to z wielu oczywistych względów, choć bez wątpienia można czuć rozgoryczenie, że tak wielki talent nie trafił ostatecznie na Bernabéu.

Ostatnia wstrzemięźliwość na rynku transferowym sprawia jednak, że Królewscy mają spory margines na to, by niebawem również ponieść się szaleństwu i nawiązać nieco do 2009 roku, gdy na nowych piłkarzy wydano prawie 260 milionów euro. Wtedy był to klucz do postawienia pierwszych fundamentów pod drużynę, która z czasem podbiła Europę. Rewolucja kadrowa była konieczna, ale wiele mówi się o niej również teraz. Obecnie w kasie jest 178 milionów (dane z 30 czerwca 2017), które bez większego problemu można spożytkować na zakupy, ale realnie klub byłby w stanie wydać znacznie więcej. W prasie codziennie można przeczytać kolejne nazwiska zawodników, którzy mogliby zastąpić Karima Benzemę, Bale'a, a nawet Cristiano. Transferowe trendy pokazują, że wydawanie wielkich pieniędzy jest z reguły uzależnione przede wszystkim od jednego – sukcesów lub ich braku. Jeśli w tym roku Królewscy polegną z kretesem na każdym istotnym froncie, letni finał może być tylko jeden – czeka nas era nowych galácticos. A jeśli będziemy jednak świadkami odrodzenia drużyny – możemy spodziewać się jedynie kilku korekt i być może tylko jednego wielkiego transferu. Czas pokaże, w którym kierunku podąży tym razem Real.

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!