Menu
Klatus

Gdzie był Marcelo przy golach dla Celty?

Kolejny fatalny mecz Brazylijczyka

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

W ostatnich miesiącach Marcelo w niczym nie przypomina piłkarza, którego pamiętamy jeszcze z ubiegłego sezonu. Brazylijczyk jest w fatalnej dyspozycji i miewa jedynie przelotne momenty, gdy można nagradzać jego poczynania oklaskami. Nie można nawet napisać, że drugi kapitan przeplata złe mecze z dobrymi, ponieważ tych złych było w tym sezonie po prostu zdecydowanie więcej. Wczorajsze spotkanie z Celtą również zalicza się do tej grupy.

Występ Marcelo nie był nawet zły, a wręcz katastrofalny. Można było odnieść wrażenie, że na lewej stronie obrony występuje jakiś junior, a nie piłkarz, który ma za sobą setki profesjonalnych spotkań. Brazylijczyk niemal w każdej akcji defensywnej był tam, gdzie być nie powinien. To właśnie on ponosi ogromną winę za utracone wczoraj bramki. Odpowiedzialność oczywiście musi rozkładać się na wszystkich, bo cały zespół kolejny raz zaprezentował się fatalnie, ale szkolne błędy Marcelo nie mogę pozostawać bez komentarza, tym bardziej że zdarzają się już w kolejnym spotkaniu.

Prawy obrońca wprawił w osłupienie wszystkich już w 13. minucie, gdy Iago Aspas trafił w słupek. Brazylijczyk najpierw wyraźnie łamał linię spalonego i z niewiadomych względów znajdował się bliżej Keylora Navasa niż kogokolwiek. Chwilę później był spóźniony przy Hugo Mallo, który bez problemu mógł dośrodkować w kierunku Aspasa, ponieważ defensor Królewskich odwrócił się do niego plecami. Na szczęście dla Realu napastnik Celty trafił tylko w słupek.

Na kolejny błąd Marcelo nie trzeba było czekać zbyt długo, ale tym razem szczęście nie uśmiechnęło się do gracza Los Blancos. Królewscy stracili piłkę na lewej stronie boiska, a prawa strona była zupełnie odkryta. Daniel Wass miał wokół siebie hektary wolnej przestrzeni, ponieważ Marcelo nie przypilnował swojej flanki i w zasadzie trudno nawet powiedzieć, gdzie się znajdował.

Dopiero w telewizyjnych powtórkach możemy dostrzec, że w momencie podania Brazylijczyk rusza za Duńczykiem, ale traci do niego dobre 30 metrów i nie ma już najmniejszych szans, by go dogonić. W dalszej fazie błąd popełnia też oczywiście Keylor Navas, a kilka sekund wcześniej piłkę traci Cristiano Ronaldo, później nie przejmuje jej Luka Modrić, ale czemu Marcelo zostawia otwarty cały korytarz, gdy akcja toczy się po drugiej stronie boiska i nie zwraca uwagi na to, co dzieje się za jego plecami? Nie sposób tego wyjaśnić.

Druga bramka dla Celty również została zdobyta po akcji przeprowadzonej na stronie Marcelo, a wszystko zaczęło się od nonszalanckiej straty defensora. Brazylijczyk próbował wykonać ruletę, ale zrobił to tak nieudolnie, że Pablo Hernández bez problemu odebrał mu piłkę, a piłkarz Realu tracił czas na machanie rękoma i stanie w miejscu. Celta wymieniła kilka podań, futbolówka trafiła w końcu do Wassa, a ten idealnie dośrodkował na głowę Maximiliano Gómeza. W tej sytuacji Marcelo nie tylko stracił piłkę, ale ponownie nie wrócił też do obrony i nie pokrył lewej strony, skąd poszło dośrodkowanie. Ba, w momencie centry wicekapitana nie było nawet w okolicach pola karnego Keylora.

To jedynie najpoważniejsze błędy popełnione przez Marcelo na Balaídos, ale tych drobniejszych wcale nie było mniej. Można też choćby zadać pytanie, gdzie był, gdy Iago Aspas był powalany przez Keylora w polu karnym? Bo na pewno nie było go w polu karnym, ani jego okolicach. W tamtej akcji też priorytetem nie był dla niego powrót do defensywy.

Marcelo nigdy nie był piłkarzem, którego atutem są poczynania w destrukcji i braki w obronie nadrabiał często grą w przodzie, ale w tym sezonie trudno napisać o jego występach cokolwiek pozytywnego – zarówno tych w defensywie, jak i ofensywie. Przed oczami stają niemal czasy José Mourinho, gdy Marcelo miał ogromne problemy z grą w tyłach i powrotami po akcjach w ataku, ale Portugalczyk wymyślił, że asekurować będą go zawsze Xabi Alonso lub Sami Khedira. Teraz obrońca zdaje się ponownie potrzebować wsparcia któregoś ze swoich kolegów, bo jego forma jest – co tu więcej pisać – po prostu beznadziejna. Problem stanowi też fakt, że na dziś Theo Hernández nie jest jakąkolwiek alternatywą, ponieważ swoimi pojedynczymi występami nie przekonuje do siebie chyba nikogo. Real ma problemy w ataku, ale te w obronie wcale nie są mniejsze…

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!