Menu
El Jarek / MARCA

Emery: Jesteśmy lepiej przygotowani niż rok temu na Barcelonę

Pełny wywiad z trenerem PSG z <i>Marki</i>

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

Unai Emery na 39 dni przed meczem Realu Madryt z Paris Saint-Germain udzielił wywiadu dziennikowi MARCA. Przedstawiamy pełny zapis tej rozmowy z hiszpańskim trenerem, która odbyła się w ośrodku treningowym francuskiego klubu.

Nie wiem, czy w ogóle pan na to patrzy, ale znajduje się pan na jednej z najlepszych ławek na świecie. Cieszy się pan swoją pracą pomimo presji, jaka na pana spada?
By odpowiedzieć na takie pytanie, odwołuję się do swoich początków. Kiedy jeszcze byłem piłkarzem, wyrobiłem sobie licencję trenerską. Wtedy poczułem wielką pasję do futbolu, która zaprowadziła mnie aż tutaj. W czasie trudności to pomaga, bo czujesz tą wielką odpowiedzialność. Cały mój rozwój opierał się na pasji i odpowiedzialności. Nigdy nie wyznaczałem sobie klarownych celów jako trener, że mam zrobić to czy osiągnąć tamto. Stawiałem po prostu naturalne kroki.

Nie szukał pan wejścia do tej absolutnej elity, w której znajduje się teraz?
Nie planowałem tego, po prostu to się działo. Osiągałem awanse z Lorką, z Almeríą, a przy tym futbol jest bardzo mobilny. Pozostanie w jednym miejscu jest wygodne, ale męczy i udaje się sobie z tym poradzić niewielu kolegom: Fergusonowi, Wengerowi, Simeone… i niewielu więcej. W mojej karierze stawiałem te małe kroczki, wychodząc ze swojej strefy komfortu. W Valencii pracowałem cztery lata. Pewnego dnia przegraliśmy 2:4 z Atleti w lidze Europy i to był dla mnie ten szczyt. Siedziałem w autobusie i zdawałem sobie sprawę z rozczarowania fanów. Wtedy powiedziałem sobie: „Unai, musisz stąd odejść”. Nie spałem, myśląc o tym, co kolejnego dnia powiem zawodnikom. Odszedłem do Moskwy i był to trudny etap, a po powrocie znalazłem idealne miejsce, Sevillę. Pracowałem tam 3,5 roku i skończyłem w Paryżu, wychodząc z tej strefy komfortu, jaką miałem w Sewilli. A co do jutra, nie mam pojęcia, gdzie będę.

Świetnie, a teraz nadchodzi starcie z Realem Madryt.
Rozgrywałem w swoim kontekście tak ważne mecze jak te nadchodzące, chociaż bez tego wydźwięku medialnego. Wiele osób pyta mnie teraz czy czuję presję. Ja nigdy nie zagłębiam się w ten aspekt. Mówię o pozytywnych wymaganiach i odpowiedzialności polegającej na jak najlepszym przygotowaniu się do tych dwóch spotkań. Będziemy wtedy w centrum światowej piłki. Ja przeżywam to z pasją, jak robiłem to przez całą karierę. Mam wielkie chęci na ten mecz, by móc pokazać siłę PSG. Mam chęci, by go rozegrać, by się tym cieszyć… i by wygrać. Żadnej presji.

Niedawno powiedział pan, że różnica między Realem i Barceloną a PSG to konkretne szczegóły, które oni mają, a wy nie. O czym pan mówił?
Real Madryt wygrał 12 Pucharów Europy, Barcelona 5, a Milan 7, chociaż oni teraz są w okresie spadkowym. PSG to nowy klub, który narodził się w 1970 roku z fuzji dwóch organizacji. To drużyna, która ma krótką historię i która przy tym jest budowana od nowa od 2011 roku po przejściu z finansowania francuskiego na finansowanie z Kataru. Nowi właściciele stworzyli nową tożsamość, ale z projektem ekonomiczno-sportowym, a nie tylko ekonomicznym. I tą siłą, to jest jasne. Ten klub chce być coraz bliżej wielkich klubów w Europie, chce się z nimi równać… a następnie przebić.

I udaje się to wam?
Takie dwumecze jak ten z Realem w lutym to potwierdzenie tego, że możemy wykonać taki krok. Ja widzę w tym naturalny proces w środku ogromnych wymagań. Mamy podstawy, by to zrobić. Wygranie z Realem to szansa na rozwój. Tak to widzę.

Ludzie w Hiszpanii podchodzą do tego dwumeczu wspominając o waszej zapaści w rewanżu z Barceloną w poprzednim sezonie. Ile razy obejrzał pan ten mecz? Przyda się on wam na coś przy przygotowaniach na Real?
Wszystko jest procesem, doświadczeniem dla tego klubu, drużyny i trenera. To doświadczenia, które przygotują nas na przyszłość.

Zmieniłby pan coś na ten rewanż po tym, jak wygraliście 4:0 pierwszy mecz?
Tamten dwumecz trzeba podzielić na dwie części: w pierwszym meczu rozbiliśmy zwycięski zespół, jakim jest Barcelona; z kolei na Camp Nou nie potrafiliśmy zareagować na działania tej samej drużyny. Ale… to prawda, że pojawił się trzeci czynnik, który wykracza poza nasze możliwości: czynnik sędziowski.

Chce pan powiedzieć, że bez sędziego Aytekina nie doszłoby do tego 6:1?
Chcę powiedzieć, że sędziowie mają większy szacunek wobec tych już osadzonych drużyn. Ale uwaga, nie jest to umyślne, to jest nieumyślne. Robią to nieświadomie, ale tak jest. Jednak to wszystko po roku poprawiło się w naszym przypadku. Chodzi o to, że mamy większe zdolności na reagowanie w starciach ze zwycięskimi zespołami, jakimi są Barcelona czy Real. Mamy teraz większy szacunek w Europie i na świecie. Ciało sędziowskie UEFA ma wobec nas większy szacunek, co pozwala mu być jak najbardziej sprawiedliwe. Mój klub jest przygotowany, by zrobić kolejny krok w naszym rozwoju ekonomiczno-sportowym w Lidze Mistrzów. Czy Aytekin miał wpływ na wynik tamtego dnia? Powiedzmy, że część tamtej porażki została uwarunkowana przez decyzje arbitra.

Więc mówi pan, że względem poprzedniego roku istnieje różnica w szacunku.
Uważam, że jesteśmy lepiej przygotowani niż rok temu na Barcelonę.

A nie uważa pan, że w tamtym meczu na Camp Nou był pan zbyt konserwatywnym trenerem?
Lubię wysłuchiwać opinii kolegów z najwyższego poziomu, którzy opowiadają mi o swojej wizji tamtego meczu. Splotło się tam wiele okoliczności. Dla mnie to była kolejna lekcja. Odpowiedzialność na końcu, i moim zdaniem prezes jasno to przedstawił, rozłożyła się na wszystkich.

Rozgrywanie pierwszego meczu w Madrycie to przewaga czy to już stara legenda na tym poziomie piłkarskim?
Kiedy spotykamy się wśród trenerów na początku sezonu w Nyonie, rozmawiamy o tym. Masz dwa aspekty: rozgrywanie rewanżu u siebie daje ci pewną przewagę, ale to subiektywne odczucia, bo jeśli masz dogrywkę, to bramka gości zmusza cię do strzelenia dwóch goli, a masz mniej niż 30 minut, by tego dokonać. To wszystko ma wpływ. Na końcu masz te dwie strony. Nigdy nie wiadomo, co jest lepsze, a co gorsze.

Jak ocenia pan ten Real? Martwi pana to, że na przykład Bale za miesiąc może złapać odpowiednią formę?
Gareth jest świetny. Mieszał nami już w Sevilli w jednym ze swoich pierwszych meczów w Realu. Strzelił nam trzy gole. Na pewno nie pomaga mu brak ciągłości, ale jest świetny. Jeśli będzie czuć się dobrze, trzeba będzie na niego uważać.

Dla wielkiej drużyny wystarczy trener, który przede wszystkim kontroluje szatnię, ale nie jest jakimś ekspertem taktycznym. Czy pan kupuje takie stwierdzenie, o którym tyle się ostatnio dyskutuje?
Im więcej talentu na murawie, tym większa zdolność do reakcji indywidualnej, taktycznej, technicznej i drużynowej. Jednak praca taktyczna zawsze jest ważna, bo musisz mieć porządek. Mimo wszystko, tak, uważam, że zarządzanie kolektywne i indywidualne w szatni ze strony szkoleniowca na tym poziomie często wychodzi przed pracę taktyczną, przynajmniej w ujęciu wolumenowym.

Wygrał pan trzy Ligi Europy z rzędu. Nie uważa pan, że nie docenia się pana tak bardzo, jak niektórych, którzy mają zdecydowanie mniejsze osiągnięcia? Pytam przez to, czy nie uważa pan, że źle sprzedaje się pana wizerunek?
Ja próbuję być mocny dla piłkarzy. Pamiętam, że kiedy grałem, w lokalnym radiu zawsze podawano jedenastkę zanim znaliśmy ją my. Myślałem wtedy: „Mój trener nie jest wiarygodny”. Media wiedziały więcej od szatni. To hasło mam zapisane na swojej tablicy. Powiem wam, że ja nie muszę sprzedawać swojego wizerunku. Jestem naturalny. Najważniejsi są piłkarze, a nie ludzie na zewnątrz. Media są ważne i je szanuję, podobnie jak piłkarzy, kluby czy kibiców, czyli inne podstawy futbolu. Nie mogę jednak żyć na usługach dziennikarzy, bo odłączę się od szatni. Nie, po pierwsze liczy się środek. Chodzę na wywiady i konferencje, ale prawdą jest, że na konferencjach nie udaje ci się przekazać wszystkiego, co chciałbyś powiedzieć.

Liga, puchar i Puchar Ligi to dla PSG wręcz obowiązkowe trofea do zdobycia. Czy nie jest pan wściekły, że cała wasza praca w tych rozgrywkach pozostaje w cieniu? Że dla wielu osób w waszym przypadku liczy się tylko wynik w Lidze Mistrzów?
PSG to nowa drużyna, jak mówiłem. Francja ma ligę z potencjałem i my tu jesteśmy odnośnikiem. Jednak odpowiednio i naprawdę mogą komentować każde rozgrywki tylko ci, którzy rywalizują w nich na co dzień. Wygrywanie nie jest łatwe w żadnym miejscu. Tak, jesteśmy tu faworytami, ale nikt niczego nam nie oddaje. Mamy wymagania, ale takie wymagania Real miał przez całą swoją historię, tak samo Bayern czy Juve. Na poziomie europejskim jesteśmy nowym rywalem dla największych. Dla nich to nie jest dobre, ale dla francuskiego futbolu to musi być błogosławieństwo, że PSG ma te zdolności ekonomiczno-sportowe. Teraz możemy grać i może nawet wygrać Ligę Mistrzów. To dobry proces. W Milanie ludzie nie patrzą krzywo na kapitał z Chin, bo chcą odzyskać tą wielkość. PSG nie ma takiej historii. I co się dzieje? Ludzie patrząc na transfery Neymara czy Mbappé i kwestionują pochodzenie tych pieniędzy. Nie robią tego jednak w przypadku innych wielkich klubów.

Ten temat to jednak spora polemika. Nie uważa pan tak?
Nie ma znaczenia, skąd pochodzą pieniądze. Kiedy Real podpisywał Figo, Zidane'a czy Ronaldo, to nikt nie pytał skąd mają środki. Czy kiedy Barcelona sprowadzała Suáreza. Nikt tego nie podważał. I dlaczego robi się to teraz wobec PSG? Powtarzam: to nie jest tylko projekt ekonomiczny, ale ekonomiczno-sportowy. Tutaj inwestuje się w sport. Do Anglii zjeżdżają się inwestorzy ze Stanów Zjednoczonych czy Azji i nie ma żadnego problemu. W przypadku PSG nie powinno dyskutować się o zdolnościach finansowych, bo nikt nie robi tego w przypadku Hiszpanów czy przy innych wielkich transferach.

Na koniec, czy uważa pan za rozsądne to, że pańska przyszłość może zależeć od wyniku dwumeczu z Realem?
Żyję teraźniejszością, jak robiłem to zawsze. Nie myślę o przyszłości. Mi nikt nie powiedział, że jak awansujemy czy nie, to zaoferują mi nowy kontrakt czy nie. Pracuję tak, jakbym miał tu zostać na całe życie… wiedząc przy tym, że już jutro może mnie tu nie być. W poprzednim roku Monaco wygrało z nami ligę i mówiono, że więcej mnie tu nie będzie… a jestem dalej. W Sevilli też od stycznia komentowano moją przyszłość. Zawsze odpowiadam, że żyję teraźniejszością. To piękne wyzwanie i świetna szansa. Gra przeciwko Realowi to dla mnie wielka radość i nadzieja. Ten dwumecz spokojnie mógłby być finałem. PSG od lat przygotowuje się do wygrywanie z najlepszymi, a obecnie Real Madryt jest najlepszy.

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!