Py Laurence przeżyje jutro wyjątkowe derby. Mama braci Hernández po obu stronach będzie mieć syna i dlatego przy pytaniu o wynik mówi o remisie. Przedstawiamy jej najważniejsze wypowiedzi z reportażu Marki dotyczące Theo.
– W domu sobie dokuczają, ale jak normalni bracia. Nie rozmawiamy cały czas o piłce, ale gdy jeden ma mecz, to drugi go komentuje, poprawia błędy i okazuje wsparcie. Od małego ganiali za piłką i to była ich obsesja. Lucas doradzał Theo, bo jest starszy i dlatego też od małego Theo znany był jako "brat Lucasa".
– We Francji nie mamy takiej rywalizacji, między żadnymi zespołami. Tutaj jest bardzo silna, tam nie ma takich uczuć do futbolu. Jeżdżę w różne miejsca i kiedy dowiadują się, kim jestem, to komentują w stylu: „Jestem za Theo, ale nie za Lucasem”. Także odwrotnie. Ja nie mogę tak na to patrzeć.
– Wciąż nie mogę uwierzyć w rozwój Theo. Dwa lata temu siedział na ławce. Zawsze mu doradzam, żeby pracował i walczył. Ciągle wiele przed nim.
– Theo świetnie zaaklimatyzował się w Realu. Zidane jest z niego bardzo zadowolony. Jego marzeniem było dojście do tego klubu. Bardzo się cieszy i niczego nie żałuje. Powtarzam mu, że dalej musi dawać z siebie wszystko i wciąż musi się uczyć. Ma walczyć i być poważnym, odpowiedzialnym. To dziecko i potrzebuje tego wsparcia matki oraz brata.
– Atleti zaprosiło na testy Theo i zabrałam Lucasa, bo nie miałam z kim go zostawić. Oni zobaczyli też w akcji Lucasa i zadzwonili, że podoba im się, jak on gra. Obaj dostali się do klubu. To coś pięknego, że doszli na maksymalny poziom. Zaczynali jako chłopcy w Rayo Majadahonda, a dzisiaj jeden reprezentuje Atlético, a drugi Real Madryt.
Mama Theo: On niczego nie żałuje, ale musi dalej walczyć
Fragmenty z dzisiejszego reportażu Marki
REKLAMA
Komentarze (4)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się