Menu
Klatus

Stary, dobry Felipe

Koszykarze szybko wrócili do wygrywania

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

Koszykarze Realu Madryt wrócili na zwycięską ścieżkę i pokonali w wyjazdowym meczu Iberostar Tenerife. Nie było to porywające widowisko, a sama gra Królewskich znacznie odbiegała od ideału. Najważniejsza informacja jest jednak taka, że stołeczny klub pozostaje niepokonany w Lidze ACB i w dalszym ciągu może okupować pozycję lidera.

Nie dało się chyba rozpocząć tego meczu gorzej. Palbo Laso ponownie zarotował pierwszą piątką i zostawił na ławce Lukę Dončicia i Facundo Campazzo, a Królewscy już na dzień dobry przegrywali dwunastoma punktami. Pierwszą udaną akcje przeprowadził dopiero po niecałych czterech minutach Felipe Reyes. Los Blancos zaczęli na dobre odrabiać starty dopiero, gdy na parkiecie pojawili się rezerwowi Tenerife. W pewnym momencie gospodarze prowadzili już tylko jednym punktem, a najlepiej na boisku prezentował się Anthony Randolph. Po pierwszych 10 minutach wynik brzmiał jednak 23:18.

Real dobrze wszedł w drugą kwartę i szybko doprowadził do remisu, a wszystko za sprawą Jaycee Carrolla i Chassona Randle'a, którzy dali dobre zmiany i nie mylili się z półdystansu. Komentatorzy rozpływali się za to nad grą Mateusza Ponitki, który popisał się dwoma kapitalnymi wejściami pod kosz. Obie drużyny praktycznie cały czas szły łeb w łeb, a po stronie Królewskich coraz bardziej rozkręcał się Felipe Reyes. Do przerwy było 42:42.

Druga odsłona meczu również zaczęła się całkiem nieźle dla gości. W końcu pierwsze punkty zdobył Gustavo Ayón, który rozgrywał jeden z gorszych meczów w sezonie. Meksykanin musiał niestety opuścić po chwili parkiet, ponieważ przy jednej z kontr nabawił się urazu lewego barku, z którym miał już problemy w przeszłości. Dla niego był to koniec spotkania, ale też głównie za jego sprawą Królewscy zanotowali serię 9 punktów z rzędu i w końcu odskoczyli rywalom na kilka oczek. W trzeciej kwarcie nie oglądaliśmy Dončicia i Pointki. Prym wiódł za to Campazzo, który nie tracił piłek, dostrzegał partnerów i sam trafiał do kosza. W pewnym momencie Real odskoczył gospodarzom nawet na osiem punktów, ale przed ostatnią kwartą przewaga była dwa razy mniejsza.

Ostatnie dziesięć minut należało przede wszystkim do Fabiena Causeura, który w pojedynkę zdobył pierwsze 7 punktów dla Królewskich, a także Felipe Reyesa, który robił na parkiecie niemal wszystko i aż trudno było uwierzyć, że kapitan ma już 37 lat. Słabiej grał za to Randolph, który szybko złapał cztery faule i Laso posadził go na ławce. Przez długi czas przewaga Realu oscylowała między jednym a trzema oczkami, ale w końcówce udało się odskoczyć rywalom aż na dziesięć punktów i ostateczny wynik brzmiał 74:84

Królewscy będą mieli teraz więcej czasu na odpoczynek, ponieważ następny mecz czeka ich dopiero w czwartek. Rywalem nie będzie jednak byle kto, bo Maccabi Tel Awiw. Na dodatek spotkanie zostanie rozegrane w Izraelu. By myśleć o wygranej, Real potrzebuje przede wszystkim zdrowego Ayóna i lepszej formy Dončicia, po którym wciąż widać było ślady choroby, a także lepszych zmian ze strony Rudy'ego Fernándeza czy Dino Radončicia. Hiszpan fatalnie spisał się w czwartek i dziś nie zagrał nawet przez sekundę. Z kolei przed młodym Serbem jeszcze daleka droga, by dominować na hiszpańskich i europejskich parkietach.

74 – Iberostar Tenerife (23+19+14+18): San Miguel (10), Tobey (12), Ponitka (10), Abromaitis (12), Richotti (10), Vázquez (4), Allen (5), Beirán (5), White (6).

84 – Real Madryt (18+24+18+24): Causeur (15), Randolph (11), Campazzo (10), Ayón (2), Taylor (3), Randle (5), Radončić (0), Dončić (11), Yusta (0), Carroll (9), Reyes (18).

Statystyki

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!