Menu
El Jarek / lesinrocks.com

Benzema: Zabijamy futbol, podążamy za modelem NBA

Wypowiedzi z wywiadu dla francuskiego magazynu

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

Karim Benzema udzielił wywiadu magazynowi Les Inrockuptibles. Przedstawiamy najważniejsze fragmenty z tej rozmowy z napastnikiem Realu Madryt.

– Pierwsze wspomnienie z dzieciństwa? Chyba obrazek z moim ojcem, który powtarza mi: „Musisz być poważny! Poważny!”. Byłem wtedy malutki, musiałem mieć koło 5 lat. Patrząc do tyłu, mówię sam sobie, że jeśli dzisiaj jestem w Realu, to także w jakiejś części dzięki temu. Pochodzę z trudnego miejsca i miałem szczęście, że mój ojcem zawsze za mną stawał. Do 18-20. roku życia w naszych stosunkach ciągle było wiele napięcia. Dzisiaj nasze relacje są dużo spokojniejsze. To członek rodziny, który najczęściej przyjeżdża do Madrytu. Jest na treningach, meczach, często tu bywa.

– Zacząłem grać w piłkę bardzo szybko. Na początku mieszkaliśmy na osiedlu bez boiska. Dwa wielkie drzewa były używane jako słupki. W wieku 8 lat przeprowadziliśmy się do dzielnicy Bron-Terraillon, na przedmieścia Lyonu. Tam już było boisko, dokładnie 10 metrów przed moim domem. Byłem szczęśliwy, że mogę z niego korzystać. Prywatna szkoła? Był tam duży rygor, nie mam dobrych wspomnień. Nie było jednak innego wyjścia, musiałem ją skończyć, bo tak nakazał ojciec. Potem w wieku 15 lat udało mi się dołączyć do ośrodka Olympique'u. Musiałem opuścić rodzinę i było trudno, bo nagle byłem sam.

– W ośrodku była wielka sala z telewizorem i jedynym filmem, jaki pamiętam, był ten o Ronaldo Nazario. 45 minut z jego najlepszymi akcjami w Barcelonie. Analizowałem wszystkiego jego bramki i chciałem być jak on. Poznałem go dwa miesiące po podpisaniu umowy z Realem. Było dziwnie, bo zawsze byłem jego fanem. Naprawdę czułem, że dzięki niemu staję się lepszy. Przyznałem mu się, że poprowadził moją karierę. To naprawdę fajny gość, jest bardzo miły. Ronaldo sprawił, że zostałem napastnikiem? Nie, u nas w dzielnicy każdy chciał grać na szpicy, nawet bramkarz. Nie różniłem się pod tym względem, ale gdy zobaczyłem Ronaldo, chciałem go naśladować.

– Strzeliłem więcej goli od Ronaldo dla Realu, ale to już nie to samo, to inny futbol. Teraz cele bramkowe są dużo wyższe. Wcześniej napastnik był wielki z 15-20 trafieniami. Dzisiaj 20 bramek sprawia, że jesteś praktycznie niezauważony. Trzeba strzelać 30, 40 czy 50 jak kosmita Cristiano.

– Muzyka? W szatni mam stację, do której każdy może podłączyć swojego iPhone'a. Ja lubię funk, czy to Yvette Michelle czy The S.O.S. Band. Z raperów lubię Boobę, Lacrima czy Alonzo, ale bardziej gustuję w amerykańskim rapie. Kocham Tupaca, jestem jego absolutnym fanatykiem. Musiałem chyba obejrzeć wszystkie filmy i dokumenty na jego temat. Podoba mi się w nim jego abnegacja i ciężka praca. Chciałbym, żeby żył, bym mógł go poznać osobiście.

– W Stanach Zjednoczonych traktuje się mnie jako gwiazdę, a we Francji nie? We Francji mamy problem ze sławą i mamy inne podejście do pieniędzy. Ja jednak niczego nigdy nie ukradłem, od małego ciężko pracuję na sukces. Przykro mi, ale od dziecka pracuję i podążam za marzeniem bycia piłkarzem. Zawsze chciałem móc ochronić rodzinę i najbliższych, tyle. Mam problem ze zrozumieniem tego, jak postrzega się mnie we Francji, ale myślę, że nie uda mi się tego zmienić. To już zostanie. Wiem mimo wszystko, że jest też wielu ludzi, którzy mnie tam doceniają.

– Czy przez to cierpię? Nie. Patrz, gdzie jestem [pokazuje Valdebebas]. Jestem w najlepszym klubie na świecie. Trudniej zaakceptować mi krytykę byłych zawodników, którzy zostali dziennikarzami i z których niektórzy zajmują się wypluwaniem swojej nienawiści. Oni przechodzili przez te same rzeczy, ale nie okazują solidarności. To mnie naprawdę boli, mówię to szczerze.

– Moje odczucie jest takie, że zabijamy futbol. Podążamy za modelem NBA. Dzisiaj nie komentujemy występów drużynowych, a analizujemy statystyki indywidualne. Niedługo będziemy rozdawać trofea za to, kto wykonał najwięcej dryblingów i podań. Wcześniej w programach rozmawiano o ruchach, analizowano grę. Teraz komentatorzy ograniczają się do dwóch rzeczy: „Strzelił, jest wielki”; „Przestrzelił, jest słaby”.

– Posiadanie postaci w grze FIFA? Jest śmiesznie, szczególnie jak grasz sobą i strzelasz gola. Wtedy wmawiam sobie, że rozwaliłem ten system. Jednak w FIFA18 jestem zgniły i kompletnie tego nie rozumiem. Mam ocenę 86, ale kierując sobą wyceniam się na 53. Kiedyś po wyjściu gry omawialiśmy nasze modele i statystyki. Teraz trochę od tego odszedłem, ale wielu młodych zawodników z Realu dalej to w często gra.

– Powrót do Lyonu? Jako piłkarz raczej nie, ale jestem bardzo związany z miastem. Tam czuję się najlepiej na świecie, tam mam wszystkie swoje połączenia. Kiedy mam szansę, spotykam się z Jeanem-Michelem Aulasem czy Bernardem Lacombem. Ogromnie ich szanuję, byli dla mnie bardzo ważni na początku kariery i po przejściu do Realu. Nigdy o tym nie zapominam.

– Madryt towarzyszy mi w życiu zawodowym. Kiedy tu przychodziłem, miałem 21 lat i nie mówiłem po hiszpańsku, nie znałem ani słowa. Uczyłem się na ulicy, wychodząc i spotykając się z ludźmi. Nie brałem żadnych lekcji. Tutaj się zmieniłem. Czuję, że się rozwinąłem, że dojrzałem. Żyłem sam, z daleko od rodziny, bez nikogo. Dostałem jednak szansę na rozwój w klubie moich marzeń.

– Z Zizou wszystko szło mi świetnie od początku. On dużo ze mną rozmawia i czuję, że on chce, bym odnosił sukcesy. Potrzebowałem takiego zaufania od trenera i on mi to dał. Nawet jeśli się z nim nie zgadasz, musisz go wysłuchać. On narzuca szacunek u każdego. Sprawił, że zmieniłem swoją grę, a jego wiara we mnie sprawia, że pracuję bez wytchnienia.

– Generacja 1987 roku? Dla mnie najbardziej utalentowani z naszej grupy byli Jérémy Ménez, Samir Nasri i Hatem Ben Arfa. Problemem może być jednak to, że czasami za szybko odpuszczali. Według mnie, każdy z nich mógł spokojnie grać w Realu lub Barcelonie. Pamiętam, że pierwszy sezon w Madrycie był dla mnie niesamowicie trudny, ale potrafiłem to wytrzymać.

– Złota Piłka? Zawsze o niej myślę. Teraz jestem wśród 30 nominowanych graczy i ciągle śnię o jej zdobyciu. Wiem, że będzie o to trudno, ale to nie jest niemożliwe.

– Powrót do kadry na mundial? Oczywiście, że tego chcę. Jaki zawodnik nie marzy o mundialu? Ciągle mam nadzieję, że pojadę do Rosji. Najważniejsze to dać sobie szansę. Próbuję grać jak najlepiej w klubie, a na końcu podsumujemy, co to dało.

– Dla mnie najważniejsze jest boisko. Mówienie nie jest już użyteczne, a dodatkowo ludzie mogą cię źle interpretować. Ja już nic nie mówię, nie wypowiadam się. Staram się po prostu odnosić sukcesy na boisku i wygrywać tytuły.

– Bielsa twierdzi, że sukces w futbolu wymaga odrzucenia szczęścia? Ja zrezygnowałem ze szczęśliwego dzieciństwa, by stać się piłkarzem. Po podpisaniu profesjonalnej umowy dostałem więcej czasu dla siebie. Ciągle jednak kontroluję dietę i formę fizyczną przez cały rok. Nigdy nie zobaczysz mnie w sezonie w dyskotece czy jedzącego niezdrowo. Pracuję każdego dnia, przed i po każdym treningu. Nigdy nie mam dnia wolnego. To jest cena, jaką trzeba płacić, by utrzymać się w Realu Madryt. Wiem, że nie mogę pozwolić sobie na luksus odpuszczania. Jeśli nie będę tego traktować poważnie, mogę mieć wielkie problemy fizyczne czy stracić miejsce w składzie.

– Wiek? Nie czuję go, przeciwnie, czuję się silniejszy. Naprawdę przywiązuję wielką wagę do tego, co robię i jak buduję mięśnie. Wiem, że to nie potrwa przez kolejne 10 lat, ale uważam, że nigdy nie byłem tak mocny fizycznie i psychologicznie.

– Zostanie trenerem? Nie wiem, może. Nie mogę wyobrazić sobie siebie jako szkoleniowca, ale tak lubię piłkę, że nigdy nie będę daleko od niej.

– Koniec kariery? Może poczuję wtedy smutek. W życiu znam tylko futbol. Pewnie trudno będzie mi zaakceptować życie bez adrenaliny i tych boiskowych odczuć. Drybling, podanie, gol strzelony z milionami fanów… Tego nie da się opisać. Będę musiał nauczyć się żyć bez tego, ale będę mieć na to mnóstwo czasu!

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!