Menu
El Jarek / MARCA

Pochettino: Potencjału Tottenhamu ciągle nie da się zmierzyć

Wywiad z trenerem Kogutów

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

Mauricio Pochettino spotkał się z dziennikarzem Marki przed jutrzejszym spotkaniem z Realem Madryt. Ostatnie porażki z West Hamem i United nie zamazują tego, co Argentyńczyk zrobił w ostatnich 4 latach z Tottenhamem i tego, jakie ma teraz cele. „Powtórka tego starcia w Kijowie? Pokażcie, gdzie mam to podpisać w ciemno!”, mówi.

Znowu zmierzycie się z Realem, tym razem na Wembley.
To będzie bardzo ekscytujące starcie, tak samo było na Bernabéu. W grze są nie tylko trzy punkty, ale też dobry wizerunek. To świetna szansa, by potwierdzić wszystko, co się o nas mówi i by awansować do kolejnej rundy, co jest celem Tottenhamu na ten sezon.

Po wygranej nad Liverpoolem wydawało się, że złapaliście rytm gry na Wembley, ale w kolejnym meczu West Ham wygrał, chociaż prowadziliście 2:0.
Wygrywanie na Wembley jest ważne, musimy pokazywać, że ekipa czuje się tam wygodnie, a kibice muszą zobaczyć, że możemy dokonywać na tym stadionie wielkich rzeczy. W tym pomogło zwycięstwo nad Liverpoolem, ale nie pomogła porażka z West Hamem. Ta wspólna energia sprawia, że ekipa prezentuje się dużo lepiej.

Gra na Wembley aż tak bardzo różni się od White Hart Lane?
Zawsze, gdy po tylu latach przenosisz się z miejsca, gdzie czujesz się komfortowo, czujesz się dziwnie. Jest ten punkt polemiki, niepewności, ale także doświadczenia innych ekip, które musiały się przeprowadzać na czas budowy nowych stadionów. Coś w tym jest. Kiedy się przeprowadzasz i wyjeżdżasz, nie czujesz się tak dobrze jak w domu. Potrzebujesz czasu i stworzenia swojego nowego gniazda. To kosztuje.

Real zadebiutuje na Wembley.
To dla nich większa motywacja. Nie tylko zagrają z Tottenhamem w Lidze Mistrzów w Londynie, ale także otworzą dla siebie Wembley. To będzie piękne.

Wiele osób odkryło Tottenham po meczu na Bernabéu. Dlaczego nie doceniano was tak po tych dwóch latach walki o mistrzostwo w Anglii?
Bo tak już jest. Nie wystarczy tylko wygrywać. Trzeba rozgrywać też dobre mecze z takimi ekipami jak Real, który dla mnie jest najlepszą drużyną na świecie. Wygrał dwie ostatnie Ligi Mistrzów i zagramy z nimi w ich rozgrywkach, w Champions League. My jesteśmy młodym zespołem, który nabiera doświadczenia w tych rozgrywkach i poradzenie sobie na Bernabéu podkreśla pracę każdego z nas.

Po pierwszym meczu stwierdzono, że Pochettino ograł Zidane'a.
Nie, nie, ja w to nie wierzę. W futbolu używa się wielu utartych haseł. Sądzę, że to był mecz, w którym obie ekipy miały okazje. Były okresy, gdy oni byli lepsi, a były takie, w których my prezentowaliśmy się dobrze. To było otwarte spotkanie i każdy mógł je wygrać. W analizie liczy się wynik, ale jesteśmy profesjonalistami. Kiedy ktoś osiąga dobry rezultat, od razu tworzy się na tej podstawie wojenki, a nie wolno zapominać, że to gra zespołowa. Są zawodnicy, trenerzy… Razem rywalizujemy i dostajemy określony wynik.

Jednak na pewno pan zaskoczył, na przykład poprzez wystawienie Llorente.
Tak, ale to takie aspekty gry, które ma Tottenham, jak Real ma swoje inne. Kiedy osiąga się sukces czy dobry wynik, to automatycznie chwali się czyjąś pracę. I odwrotnie.

Ale trenerów ocenia się po wynikach, prawda?
Tak, tak jest. Jednak kto jest najlepszym kierowcą w F1? Ten, który wygrywa? Ten z najlepszym bolidem? Wiele mówimy o skargach Fernando Alosno, że jest mu trudno. Tutaj jest tak samo. Trzeba mierzyć wszystko sytuacją, w jakiej każdy się znajduje. Do tego dochodzi projekt, w jakim jesteś i charakterystyka klubu, w jakim pracujesz. Nie można wszystkich oceniać tak samo. Hamilton jest najlepszy? Jasne, bo on wygrywa, ale jeśli Alonso dalibyśmy takie samo auto, może wygrywałby on. Nie chcę jednak tu mówić, że w innej ekipie z innymi zawodnikami… Żyjemy w społeczeństwie nastawionym na wynik i najłatwiej wskoczyć na wózek tego, który wygrywa. Jest jednak wielu trenerów, którzy nie wygrywają, ale dla mnie odnoszą sukcesy.

Jednak pan w McLarenie rywalizuje z Mercedesem, Ferrari i Red Bullem, z najlepszymi.
Nie chcę mówić, że Tottenham to ta czy inna stajnia. Chcę stwierdzić, że można porównywać sztaby szkoleniowe, jeśli każdy ma 20 takich samych aut z takimi samymi oponami. Wtedy moglibyśmy porównywać zdolności. W futbolu ocenianie jest trudne. Okoliczności w każdym klubie są inne, wyzwania też są inne. Sukces mierzy się inaczej. Najlepiej to czerpać radość z tego, co robi i my to robimy, wygrywając lub czasami nie.

W tym momencie rok w rok Tottenham liczy się w walce, nie zawodząc.
To jest najważniejsze. Gdy przychodziliśmy do klubu, chcieliśmy zredukować dystans do top four i sądzę, że szczególnie w drugim sezonie to się nam udało. Potem w trzecim to utrzymaliśmy, a w czwartym jesteśmy na pozycji, w której możemy rywalizować o wygranie Premier. To już jest coś ważnego, a za tym jest wiele okoliczności i trochę szczęścia, które tworzą różnicę między wygraną a jej brakiem. Jesteśmy konkurencyjnym zespołem i w każdym roku robimy kolejny krok.

Czy wy ubarwiacie Premier League?
Staramy się, próbujemy wprowadzać radość, rywalizując z innymi projektami i środkami. Pokazujemy, że można to robić w sposób inny niż reszta.

Denerwuje się pan, gdy latem rywale bez problemu wydają po 200 milion euro na transfery?
Nie, nie denerwuję się. Trudno jest kupić sukces za pieniądze, ale w pewnych przypadkach one pozwalają się do niego zbliżyć. Tottenham ma filozofię, określoną strukturę i wyznaczoną drogę, którą budujemy w bardzo solidny sposób. Kończymy nowy ośrodek, nowy stadion i także kończymy określanie naszej ekipy. Oby te projekty znalazły wspólne zakończenie na nowym obiekcie i w ten sposób dały potencjał na wygrywanie tytułów, co jest celem prezesa, zawodników i także naszym.

W jaki sposób można zatrzymywać Kane'a czy Alliego, gdy inne kluby oferują im dużo więcej pieniędzy?
W futbolu są rzeczy, które trudno zrozumieć. Uczucie przynależności, które stworzył ten klub, sprawia, że piłkarzom jest trudniej odejść. W piłce jednak wszystko zmienia się z dnia na dzień. Oby oni mogli tutaj zostać, a my obyśmy mogli sprowadzać ważnych zawodników i takich, którzy mogą nam pomóc. Celem jest stworzenie stanu, w którym Tottenham może wygrywać Premier League i Champions League.

A trenerzy? Dlaczego tu zostajecie? Macie jakiś specjalny powód?
Mamy dobre stosunki z prezesem i zarządem. Nie mówię, że nie ma między nami różnic, bo w każdej relacji zawsze są punkty, na które patrzy się inaczej. Jednak tutaj od pierwszego dnia okazano nam szacunek i to ma wielką wartość przy podejmowaniu decyzji. Praca tutaj jest bardzo łatwa, gdy zdobywasz to zaufanie.

Obecny futbol jednak wszystko szybko wypala, idzie niesamowicie do przodu.
Tak, to prawda, że nie jest łatwo utrzymać się przez długi czas i coraz bardziej widać to w Anglii. Wszystko zależy od stosunków międzyludzkich, od relacji z prezesem, z pracownikami, z klubem, z akademią… Wszystko pomaga w utrzymaniu motywacji i chęci do dalszej pracy. Kiedy stosunki z ludźmi zaczynają się łamać i to nie działa w odpowiedni sposób, trybiki zaczynają zawodzić i zostajesz zależny od wyników. Ja chcę tu pozostać na wiele lat.

Stosuje pan te zasady w stosunkach z zawodnikami?
Tak. Ważne są te relacje oparte na szacunku. Oni muszą wiedzieć, że my jesteśmy tu, by czynić z nich lepszych graczy. To zobowiązanie, którego nie ma zapisanego w kontrakcie, jest bardzo ważne w kontekście odniesienia sukcesu.

Kiedy słyszy pan czy czyta, że łączy się pana z Realem, co pan myśli?
Czuję się dumny z moich zawodników, bo to oni biegają, strzelają gole, bronią. Najpiękniejsze, co widzimy, jest to, że trenerzy, piłkarze i klub rozwijamy się z tą samą szybkością. My przychodziliśmy z Southampton, młodzi Kane, Alli czy Dier też przeszli swoje drogi i są coraz dojrzalsi, dochodzi nowy stadion. Potencjału Tottenhamu ciągle nie da się zmierzyć. To kwestia czasu i zwycięstw. Kiedy wygrywasz, wszystko błyszczy dużo mocniej. Będziemy potrzebować wygranych, by ludzie docenili też to, że Tottenham nie tylko dobrze gra w piłkę.

Można stwierdzić, że w ostatnim okresie Ronaldo walczy z bramką i momentami wydaje się, że jest nawet nerwowy.
To fenomen. Został ogłoszony najlepszym piłkarzem i naprawdę na to zasługuje. Do tego dokłada swoje cechy, jako profesjonalista jest wzorem. To wielki przykład dla każdego. Nie męczy go powtarzanie, że sekretem jest ciężka praca, wysiłek i dbanie o siebie. Powinien to stosować każdy zawodnik.

Także Harry Kane, tak?
Są bardzo podobni w temacie profesjonalizmu. On rozumie, że do sukcesów potrzebny jest wysiłek. Mają podobną mentalność. Nie znam tak dobrze Cristiano, ale wydaje się, że są do siebie bardzo podobni.

Dlaczego tak bardzo wierzy pan w młodych piłkarzy?
To kwestia charakteru, osobowości. Także spokoju, jaki czuje się przy pracy z nimi. Kiedy pokazują, że są gotowi do gry, wierzymy w nich na 100%.

Reprezentacja Anglii powinna chyba grać z pana przydomkiem.
Sam o tym myślę. Mieliśmy szczęście móc pracować z wieloma młodymi ludźmi z talentem i daliśmy im narzędzia, dzięki którym mogą grać na tym poziomie. Jesteśmy dumni z każdego z nich.

Czy widzi pan szansę na wygranie jakiegoś tytułu już w tym sezonie?
Gdybym nie wierzył, nie mielibyśmy żadnej szansy. Wierzę do śmierci, że Tottenham ma szansę, by coś wygrać.

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!