Menu
Banan

Bananowy poniedziałek: Zabójstwo

Śmierć pasji

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

Dziś będzie dzień wcześniej. I krótko. Choć prawdopodobnie i tak za długo, bo mimo wszystko pewnie nie powstrzymam się przed napisaniem kilku słów za dużo. Jeśli chcecie mnie zwyzywać za to, co za chwilę przeleję na portal, śmiało.

Real Madryt w olbrzymim stopniu ukształtował moje życie. To jemu zawdzięczam to, że zacząłem się uczyć języka, poszedłem na filologię hiszpańską i miałem szczeście przez jakiś czas posiedzieć w stolicy Hiszpanii. Wszystko dlatego, że Królewscy budzili we mnie pasję. Niezliczone pokłady pasji, które nieustannie pchały mnie do przodu.

Mowa o pasji, którą obecny Real we mnie zabija. Wszystko dlatego, że to nie jest ten Real, który tak kiedyś pokochałem. To nie ten Real, który w 2002 roku sprawił, że za dzieciaka zauważyłem w nim coś, co sprawiało, że oglądanie meczów przestało mnie nudzić, a mamy nie prosiłem o kupienie kolejnej piłki do kosza.

Ten Real, nawet jeśli wygrywa 3:0, gra tak samo jak dziś z Gironą. Myślałem, że się do tego stylu przyzwyczaję. Że tego da się nauczyć, widzieć w tym mądrość, większą głębie. Ale nie potrafię zwalczyć w sobie myślenia, że Królewskich oglądam – i zawsze oglądałem – dlatego, iż chcę doświadczyć pierwiastka magii, czegoś niepowtarzalnego. Od jakiegoś czasu mam jednak wrażenie, że oglądam transmisje na żywo z pracy biurowej. Porażka z Gironą to zaś nic innego jak literówka w Excelu. Mam tego po prostu dość, tak po ludzku. Po stokroć wolałem piękne porażki za czasów Galácticos niż to, co widzę od kilkunastu miesięcy.

Nie wiem, czy będziecie to postrzegać jako stratę czy jako ulgę, ale kolejnego Bananowego poniedziałku nie będzie do momentu, w którym nie trzeba będzie silić się, by pięknymi słowami opisywać pięciu metrów sześciennych niczego albo opisywania wrażeń ze snu zimowego.

Parafrazując Santiago Bernabéu: Koszulka Realu Madryt jest biała. Można ją splamić potem, błotem i krwią, ale nie zabijaniem w człowieku pasji.

Tak, piszę to pod wpływem emocji. Uważam jednak, że teksty pisane na gorąco nieraz są po prostu potrzebne (przynajmniej dla autora). Najwyżej dostanę od Klatusa naganę za niespełnianie miesięcznej normy.

Brawa dla Girony. Widać w was pasję, w końcu czekaliście na awans 87 lat.

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!