Menu
Leszczu

Było za blisko

Getafe CF – Real Madryt 1:2

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

Real Madryt długo męczył się z Getafe, potem zdecydowanie za szybko stracił prowadzenie i znowu miał ogromne trudności z pokonaniem Guaity. Na szczęście w porę pojawił się Cristiano Ronaldo, który wcześniej zmarnował perfekcyjną okazję. Portugalczyk udowodnił jednak, że mimo różnych przeciwności potrafi być tam, gdzie być powinien. No więc znowu zrobił swoje, a Królewscy mogą się cieszyć z kolejnych trzech punktów. Gra pozostawiała jednak wiele do życzenia, ale na ładną grę i przekonujące zwycięstwa jeszcze przyjdzie czas.

Real Madryt zupełnie nie błyszczał w pierwszej połowie. Karim Benzema czy Cristiano Ronaldo potrafili zagrać kilka ciekawych piłek, ale prawdopodobnie potrzebowalibyśmy tylko jednej ręki do policzenia ich. Skrzydła także funkcjonowały co najwyżej tak sobie. Lucasowi Vázquezowi nie brakowało ambicji, ale pomysł właściwie zawsze był taki sam. Gdzieś pomiędzy obrońcami rywala – jak to niestety w ostatnim czasie bywało dość często – gubił się Marco Asensio. Na szczęście niebezbłędni byli też obrońcy Getafe. Niedługo przed gwizdkiem sędziego piłka Ronaldo do Benzemy została przecięta w taki sposób, że Francuz chwilę później był już w sytuacji sam na sam z Vicente Guaitą. Nie pomylił się i wyprowadził Los Blancos na prowadzenie.

Jeśli ktoś liczył na to, że gra Królewskich w drugiej połowie przypomni tę z ubiegłego sezonu, musiał być bardzo rozczarowany. Po jedenastu minutach od wznowienia gry w polu karnym gości zadziało się coś bardzo dziwnego, ale ważniejsze było to, jak to wszystko się skończyło. Kiko Casilla musiał wyjmować piłkę z siatki. Nawet teraz trudno być pewnym, kto właściwie dotknął piłkę jako ostatni – Jorge Molina, Nacho czy może Marcos Llorente? Warto chyba też zaznaczyć, że swojej roboty nie wykonał sędzia liniowy, który powinien był wskazać pozycję spaloną napastnika gospodarzy.

Niestety tak jak przerwa nie zmieniła wiele w poczynaniach ekipy Zidane'a, tak samo nie zadziałała na nią stracona bramka. No to może zmiany? Niestety – rezultat podobny. Theo i Isco dość często byli przy piłce, nie unikali piłki, ale do 85. minuty nic to nie dawało. Można było już krytykować trenera, sędziego, pomocników, ale nie można zapominać o tym, że w drugiej połowie PERFEKCYJNĄ (pogrubić, podkreślić, powiększyć czcionkę, zmienić kolor na najbardziej rzucający się w oczy) okazję miał Cristiano Ronaldo. No i zachował się mniej więcej tak jak jego partner w ataku w swoich najgorszych czasach.

Ale wrócił. Kapitalnie zachował się Isco, doskonałym podaniem znalazł Ronaldo. Portugalczyk już się nie podpalał, na spokojnie zaczekał aż piłka dotrze wprost na jego stopę. Wyprowadził Los Blancos na prowadzenie i naprawił swój ogromny błąd sprzed kilkunastu minut.

Getafe CF – Real Madryt 1:2 (0:1)
0:1 Benzema 39'
1:1 Molina 56'
1:2 Ronaldo 85' (asysta: Isco)

Getafe: Guaita; Damián, Djené, Juan Cala, Antunes; Bergara, Arambarri, Amath (67' Lacen), Fajr; Álvaro Jiménez (15' Portillo), Molina.
Real Madryt: Casilla; Achraf, Nacho, Ramos, Marcelo (72' Theo); Llorente, Kroos; Lucas Vázquez (72' Isco), Asensio; Cristiano, Benzema.

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!