Wczoraj minęło dokładnie 100 dni od oficjalnej prezentacji Włocha. Śmiało można powiedzieć, że przez swoją pracę zdobył juz szacunek wszystkich kibiców i osób związanych z klubem.
Santiago Bernabeu, 23 grudnia 2004, dzień przed Wigilią. Kilka minut po godzinie 13. Emilio Butragueńo wchodzi do sali konferencyjnej z Arrigo Sacchim i nominuje go nowym dyrektorem sportowym Realu Madryt. Dzień wcześniej obserwowali razem z trybun Bernabeu porażkę Królewskich z Sevillą, która była ostatnim meczem z trenerem Mariano Garcia Remonem.
W swych 3 pierwszych miesiącach pracy Sacchi doświadczył już bardzo wiele. Okazał się człowiekiem, który z zimną krwią podejmuje ważne i drastyczne decyzje. Zaledwie w kilka dni po przyjeździe pozbył się Remona i zatrudnił Brazylijczyka Vanderleia Luxemburgo, niezbyt znanego w Europie, ale o którym mówi, że "to jeden z najlepszych szkoleniowców, których widział w życiu".
"Chory na futbol" - jak mówi o Sacchim Florentino Perez, zaprzeczył nieco temu powiedzeniu, gdy nie zjawił się na pierwszym treningu piłkarzy z Luxemburgo, nie porozmawiał z nimi, z dziennikarzami, z lekarzami i z nowym trenerem.
Jeśli chodzi o transfery, sprowadzenie Gravesena to właściwiei wyłączna zasługa Sacchiego. Był to jego priorytet i można uznać po grze Duńczyka, że sukces dla całego klubu. Sacchi pomagał też przy transferze Morientesa do Anglii. Teraz Włocha czeka pewnie następne 100 jeśli nie więcej dni ciężkiej pracy, bo ostatnie miesiące w klubie nie pozwalają na leniuchowanie.
100 dni Sacchiego w Madrycie
Wczoraj minęło dokładnie 100 dni od oficjalnej prezentacji Włocha.
REKLAMA
Komentarze (15)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się