Menu
Cover / elpais.es

De Laurentiis: W Realu grają wypieszczone gwiazdy

Wywiad z właścicielem Napoli

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

Dziennik El País przeprowadził wywiad z właścicielem Napoli, Aurelio De Laurentiisem. Włoski producent filmowy opowiadał o tym, jak to jest prowadzić klub piłkarski, co chce wnieść do piłki i jakie są jego metody pracy. Wypowiedział się też oczywiście na temat dzisiejszego meczu z Realem Madryt, który jego zdaniem ma ogromną wagę, co widać po reakcji kibiców w Neapolu.

Gdy kupował pan Napoli, był pan fanem futbolu?
Zawsze byłem koszykarzem, więc gdy stawiałem pierwsze kroki w tym świecie, nie miałem o nim pojęcia. Jednak w dwóch pierwszych latach zainwestowałem 120 milionów euro. W Serie B zacząłem odzyskiwać już część tej kwoty, a w pierwszym sezonie Serie A inwestycja się zwróciła.

Jak się pan zapatruje na mecz rewanżowy z Realem?
Mocno go przeżywam, wszystko zawiera się już w jego atmosferze. 29 grudnia rozpoczęliśmy sprzedaż wejściówek. Rozeszły się w cztery dni. To daje ogląd na to, jak ważne jest to spotkanie. Kiedy wystawiliśmy na sprzedaż 4900 biletów dla ludzi z Bernabéu, skończyły się w czterdzieści pięć minut.

Gdy przejął pan Napoli, pomogło panu stosowanie pewnych reguł związanych z kinem?
Tak, chociażby tworzenie kontraktów na kształt tych filmowych. I spójrzcie, jestem jedynym człowiekiem na świecie, który ma pełne prawa do wizerunku swych graczy. Gdy kupiłem Higuaína były znaczne problemy, bo Real Madryt posiadał z nich tylko pięćdziesiąt procent.

Dlaczego?
Piłkarze nie mają wykształcenia prawniczego i nie rozumieją umów. Nie odebrali również edukacji komercyjnej, więc nie wiedzą, co robić z prawami wizerunkowymi. Co więcej, nie rozumiem, dlaczego pozwala się firmom sportowym rozmawiać z nimi bezpośrednio. Ci chłopcy mają kontrakt z klubem, tak więc to właśnie z nim powinno się negocjować. Nie wydaje się to panu absurdalne? Rozumiem, że dziewięćdziesiąt dziewięć procent klubów to nie przedsiębiorstwa, są zarządzane przez swoich pracowników, którzy żyją według bardzo odmiennej kultury.

Sprawa Higuaína była sukcesem czy porażką?
Wielkim sukcesem. Real Madryt nie pozwalał mu się wykazać tak bardzo, jak mógł to zrobić w Napoli. Czasem media tworzą klubowych bohaterów, ale nie zawsze ci rzekomi herosi mogą sprostać ciężarowi kultury i tożsamości drużyny. To młodzi chłopcy, a media rujnują tych ludzi.

Jednak pojmuje pan, że ten piłkarz odszedł do innego klubu?
Miał klauzulę odkupu, jeśli więc był ktoś wystarczająco szalony lub tak zainteresowany, aby ją uiścić, to ja nic nie mówię. Są jednak także inni gracze, którzy akceptują to, że są uważani za część mej rodziny i traktuję mnie jak ojca. Tych, którzy tacy nie są, lepiej sprzedawać co każde trzy lata.

Higuaín dawał z siebie mniej?
Nie, rozegrał jeden ze swych najlepszych sezonów. Sprawił jednak, że nie zakwalifikowaliśmy się do Ligi Mistrzów na jego drugi sezon w klubie, bo spudłował dwa decydujące karne. Dochodzi do tego drugie miejsce w lidze.

To, że odszedł, było rozczarowaniem?
Nie, osobiście nie traktowałem go jakość szczególnie, nie jadałem z nim kolacji. Znałem jednak jego rodzinę i muszę powiedzieć, że jest przykładna, ma świetnego ojca. Dalej jest również brat, który zawsze mi mówił: „Higuaín nie chce grać z Callejónem, kup innych piłkarzy”. Nigdy tego nie zrobiłem, bo ja uwielbiam Callejóna. Dlatego przedłużyłem z nim kontrakt na cztery lata. Nie jestem facetem, którego można szantażować.

Jak było z Rafą Benítezem, który poddał Napoli hispanizacji, czy odchodził z satysfakcją?
To świetny trener, z wielką wiedzą o futbolu, ale miesza piłkę angielską z hiszpańską i włoską. To jest jego słabość. Nie można tutaj planować w ten sam sposób. Jest wielce zauroczony miastem, które zrodziło The Beatles i ma swój futbol. Jednak, abstrahując od tego, nie wiem, czy bym tam zamieszkał… W Madrycie spędziłem wspaniałe chwile, także w Barcelonie, ale w Liverpoolu?

To pan zatrudnia trenerów?
Oczywiście. Beníteza zatrudniłem z dyrektorem sportowym, w tamtym czasie jednak tak naprawdę chciałem ściągnąć Massimiliano Allegrego. Absolutnie go uwielbiałem, gdy był w Milanie i pewnego dnia poproszę go, aby tutaj przyszedł. Dzwoniłem do niego miesiąc po miesiącu, ale mówił mi, że muszę poczekać. Dlatego w pewnym momencie pomyśleliśmy o Benítezie, pojechaliśmy się z nim zobaczyć w Londynie i spodobał mi się. Przypominał neapolitańczyka, był sympatykiem, zaprosił nas na posiłek… więc sporządziliśmy umowę. Kiedyś zaś wróciłem do Rzymu, zadzwonił do mnie Allegri i powiedział: „Prezesie, ja już mogę”. Koniec…

Jaka była końcówka waszych relacji?
Jego kontrakt obowiązywał jeszcze przez rok z opcją przedłużenia na kolejny, z której to ja mogłem skorzystać. Przyszedł mnie zobaczyć, kiedy wypełnił pierwszy rok umowy i powiedział mi, że jego żona i córki chcą go w Liverpoolu. Powiedziałem mu: „Rafa, zrobiłem czterysta filmów, mam trójkę dzieci i trzech wnuków… a moja kobieta nigdy nic mi nie powiedziała, bo byłem miesiąc poza domem. To twój problem, nie mój”. Dlatego zaoferowałem mu wynajem ładnej willi w Rzymie, gdzie są niesamowite szkoły amerykańskie… były tam też konie dla jego córek, na których lubią one jeździć. Inna grała na skrzypcach, uważam… I powiedziałem mu, że zawsze może jechać je zobaczyć, bo z Neapolu to tylko godzina pociągiem. Odpowiedział mi, że nie chcą opuszczać Anglii. Ja na to: „Drogi Rafo, w takim wypadku wykorzystam swoją opcję i zostaniesz”. To nie bardzo mu się podobało. Czuł, że jest zmuszony do bycia w klubie.

I co się potem stało?
Głupio przegraliśmy spotkanie z Bilbao, co sprawiło, że pozostaliśmy poza Ligą Mistrzów… Nie mówię, że zrobił to specjalnie, ale być może myślał o innym miejscu albo chciał odejść do innego zespołu. Są rzeczy, o których się nie wie.

A potem przyszedł Real Madryt, który wyrzucił go za porażki.
Nie mogłem go zatrzymać na trzeci sezon. Byłem z niego zadowolony. Jednak każdy, kto podpisze kontrakt z Realem Madryt, znajduje się w zagrożeniu. Są tam zawodnicy, wypieszczone gwiazdy, którzy jeśli obrócą się przeciwko trenerowi, mogą wpływać na poziom występów.

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!