W niedzielę Vigo budziło się do życia z oburzonymi kibicami i piłkarzami Celty. Obie grupy były wściekłe na pewne osoby i instytucje, które na swój sposób postanowiły interpretować decyzję burmistrza Caballero, który zamknął Balaídos z powodu braku gwarancji bezpieczeństwa. Istniało spore rozczarowanie insynuacjami, że klub i miasto wspólnie doprowadzili do zawieszenia meczu.
Celta nie wypuściła żadnego komunikatu, bo nie widziała potrzeby zwiększania zamieszania. W sobotę w Barcelonie narzekano, że Królewscy grają w ten weekend z rezerwami swojego rywala. W niedzielę Katalończycy byli już zadowoleni, ale tym razem Real narzekał, że nie może grać i że nie ma na to innych terminów. W Galicji zauważono, że nikt nie mówi o tym, że traci też Celta, bo zwiększa się jej dystans do pozycji dających awans do europejskich pucharów.
MARCA twierdzi, że celestes chcieli grać w niedzielę i długo przygotowywali drugi skład na to wyzwanie. Z drugiej strony, inne opcje w postaci przeniesienia spotkania do innego miasta czy przełożenie rewanżowego półfinału w Pucharze Króla były dla Celty po prostu niekorzystne. Ekipa Berizzo przypomina, że na szali nie leżały tylko interesy Realu Madryt.
W niedzielę pogoda w Vigo była już dużo spokojniejsza, ale po nocy z ogromną ulewą i gwałtownym wiatrem stan zadaszenia znowu się pogorszył. Wczoraj policja zabezpieczyła teren wokół obiektu i nie wpuszczała w jego okolice ani ludzi, ani aut, gdyż istniało ryzyko odpadnięcia kolejnych części zabudowy. Dopiero jutro ma przyjść znacząca poprawa pogody i zmniejszenie prędkości wiatru, co pozwoli wejść odpowiednim ludziom na dach i ocenić szkody oraz rozpocząć potrzebne naprawy. Klub na poprawki ma czas do 16 lutego, kiedy na Balaídos ma odbyć się następne spotkanie.
MARCA: Celta rozczarowana atakami za decyzję burmistrza
Zespół z Galicji był gotowy do gry
REKLAMA
Komentarze (15)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się