Menu
Luque / Cadena SER

Arbeloa: Ochodzę szczęśliwy i spokojny (cz. 1)

Pożegnalny wywiad z wychowankiem

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

Álvaro Arbeloa był gościem specjalnego wydania programu El Larguero na antenie radia Cadena SER. Poniżej przedstawiamy pierwszą część zapisu wywiadu, który prosto z szatni na Santiago Bernabéu przeprowadzał z wychowankiem José Ramón de la Morena. Kolejne dwie części wywiadu wkrótce.

Pierwszy raz, gdy wszedłeś do tej szatni, kiedy to było?
Myślę, że to był 2003 rok, trenerem był wówczas Queiroz. Real grał ostatni mecz seoznu w lidze, naszym rywalem był Real Sociedad i powołali wtedy dwóch czy trzech chłopaków z Castilli, bo wielu graczy było nieobecnych. Pamiętam, że w niedzielę mieliśmy mecz play-offów o awans do Segunda División, a my w sobotę przyjechaliśmy tutaj.

Wszedłeś przez te drzwi i usiadłeś gdzie?
Usiadłem tam, przy ostatnich numerach.

Nie miałeś swojego zdjęcia...
Nie było zdjęcia (śmiech). Oczywiście z graczy obecnego składu nie było wtedy nikogo.

A pierwszy raz kiedy zająłeś swoją własną szafkę, kiedy to było?
Pierwszą szafkę z moim nazwiskiem otrzymałem w 2009 roku, kiedy wróciłem do klubu.

I dali ci „dwójkę".
Tak.

Przebierałeś się więc obok Ikera.
Pomiędzy Ikerem i Pepe.

I Pepe, jasne. To wtedy narodziła się przyjaźń?
Dokładnie. Oczywiście Ikera znałem już wcześniej, z mojego poprzedniego okresu.

Bo koniec końców, taka bliskość miejsc pogłębia nieco relację, trochę jak koledzy z ławki, co?
Nie do końca, bo owszem, przebierasz się obok, ale nie siedzisz tu cały dzień, chodzisz z miejsca na miejsce.

I kiedy zostałeś przeniesiony na „siedemnastkę"?
Kiedy odszedł Ruud, który nosił ten numer.

Van Nistelrooy.
Tak. W następnym sezonie mogłem więc przejąć numer, który nosiłem przez całą karierę...

Siedzimy w szatni Realu Madryt, tuż obok szafki z numerem siedemnastym. Otwieramy ją i nie ma w niej nic.
Nic, zabrałem już wszystko (śmiech).

Są jedynie klapki i dwa wieszaki. Nic tu nie trzymałeś czy wszystko już zabrałeś?
Miałem gumę do włosów, ale użyłem jej ostatnio i zostawiłem w łazience. Pomyślałem, że i tak tu już nie wrócę, więc nie ma sensu, żebym ją tu zamykał (śmiech).

Szafkę zamykałeś ze smutkiem, z nostalgią?
Przede wszystkim z uczuciem spokoju i poczuciem, że dałem z siebie wszystko, co mogłem dać najlepszego. Uczucie odejścia w zgodzie z samym sobą, to właśnie poczułem wczoraj.

Ta szatnia widziała twoje łzy, twój śmiech, twój krzyk... Ileż obrazków widziało to pomieszczenie, co?
Tak, bardzo wiele. Mówi się, że jeśli ściany mogłyby mówić... Przeżyłem tu wiele szczęśliwych chwil, ale także bardzo wiele ciężkich momentów.

Najlepszy moment, jaki pamiętasz z tej szatni?
Specjalnym uczuciem darzę chwilę, kiedy weszliśmy tutaj celebrować ligę stu punktów. To był wyjątkowy, bardzo ważny moment. Atmosfera była fantastyczna. Myślę, że to był najpiękniejszy moment.

I najgorszy?
Dzień meczu z Bayernem.

Co pamiętasz? Zamykasz oczy... Albo nie zamykaj, otwórz. Widzisz te szafki, widzisz swoich kolegów...
Cóż, widzę obraz zdruzgotanych chłopaków, wielu z nich płakało.

Mecz z karnym Sergio Ramosa, tak?
Tak. Karnym Sergio, Crisa, Kaki... Cóż, mówi się, że karne to loteria. Pokładaliśmy wtedy ogromne nadzieje na finał i cóż, nie udało się.

Trenerzy często tu wchodzą?
Nie, niezbyt. Kiedy wychodzimy z autobusu, oni mają oddzielne wejście, nie wchodzą przez szatnię. Później, kiedy przebieramy się i przygotowujemy się do meczu też nie wchodzą tu zbyt często. Pojawiają się na parę minut, rozmawiają z piłkarzami, ogólnie zostawiają nam dużą dozę wolności. Zawsze jest trzech czy czterech chłopaków, którzy grają w piłkę tu na środku, inni są z fizjoterapeutami, jeszcze inni się rozgrzewają. Każdy ma swoją rutynę.

Jesteś przesądny?
Nie, przesądny nie, ale mam w zwyczaju wykonywać mniej więcej te same czynności. Lubię rozgrzać się przed wyjściem na murawę, przed każdym meczem obcinam paznokcie...

Dlaczego?
Nie wiem (śmiech). Tak już mam. Zawsze też najpierw nakładam getry zaczynając od lewej nogi, potem lewy ochraniacz pierwszy... Ale to raczej nawyki, które pomagają ci wejść w mecz skoncentrowanym. Mi to pomaga.

Prawdopodobnie nie wrócisz do tej szatni jako piłkarz.
Nie.

I zamykając tę szafkę, co czułeś?
Tak jak ci powiedziałem – odchodzę spokojny i bardzo szczęśliwy po tym, co spotkało mnie wczoraj.

Czujesz, że wciąż możecie zostać mistrzami Hiszpanii?
Możemy, wciąż istnieje taka możliwość. Jesteśmy maksymalnie skoncentrowani, by wygrać nasz mecz w La Coruńii i zobaczymy, czy nasi przyjaciele z Granady wyciągną do nas pomocną dłoń.

Co jest dla ciebie ważniejsze – Liga Mistrzów, czy La Liga?
Mówi się, że to wybór jak pomiędzy mamą i tatą, ale jednak bardziej Liga Mistrzów, bo te rozgrywki są w naszych rękach, wszystko zależy od nas.

Zostawiając trochę z boku tabelę ligową... Real Madryt poinformował dziś, że u Lucasa Vázqueza zdiagnozowano zwichnięcie wiązadła w lewym kolanie. Rozmawiałeś z nim?
Nie, nie trzeba było, to byk. Pojedzie z nami do La Coruńii, bo on jest właśnie stamtąd i będzie mógł odwiedzić swoją rodzinę, przyjaciół. Niech wróci do zdrowia na Mediolan.

Wasza szatnia na Bernabéu robi wrażenie, przez te szafki z nazwiskami, na wszystkich drzwiach są ogromne plakaty zawodników... To twoje zdjęcie, z niemal arabską brodą, gdzie ci je zrobili? Zakładam, że tutaj, na Bernabéu, nie?
Nie, nie. To jest zdjęcie z pretemporady, chyba było to w Norwegii, graliśmy tam w sierpniu mecz towarzyski.

Ty je wybrałeś?
Tak.

Dlaczego?
Nie wiem, spośród tych, które mi zaprezentowali to spodobało mi się najbardziej.

Kiedy jesteś w tej szatni, zaczynasz patrzeć we wszystkie strony i myślisz o tych, których z jednej strony tu nie ma, ale z drugiej są ich zdjęcia i przez to niejako brak ich tu ciałem, ale są duchem, prawda? Po twojej prawej siedzi Kovačić. Jaki on jest?
To świetny gość. Nie wiem czy wszyscy Chorwaci są tacy, ale ta dwójka którą tu mamy to wyjątkowi ludzie, świetni koledzy i piłkarze przez wielkie P. A Mateo, cóż, to jak gdybyśmy mieli szczęście mieć w tej szatni Lukę w wieku 21 lat... Myslę, że Mateo ma wszystko, żeby być drugim Luką Modriciem.

Po twojej lewej jest trochę wolnego miejsca.
Tak, to bardzo fajne.

To prawda, jest wygodnie. Po twojej lewej znajduje się miejsce na wąż strażacki, a dalej na lewo jest szafka Lucasa Vázqueza i Luki Modricia. Lucas, jaki on jest?
Lukita? To super chłopak, uroczy, bardzo pracowity. Wszystko, co wygrał w tym roku udało mu się dzięki poświęceniu, pracy i wielu dodatkowych godzinach treningu. Bardzo go lubię, powiedziałem mu zresztą, żeby w przyszłym sezonie przejął po mnie „siedemnastkę”.

Naprawdę?
Tak.

Żeby nie musiał się zbyt daleko przenosić?
Jasne. Ja się wyprowadzam i ucieszę się, jeśli przejmie moje miejsce.

Rodzą się specjalne więzi z kolegami, który siedzą obok? Tak jak mówiłem wcześniej, to coś jak koledzy z ławki, prawda?
Czasami tak, ale jak już powiedziałem, często siadamy, przebieramy się i chodzimy z miejsca na miejsce. Każdy ma swoje sprawy, nie siedzimy przyklejeni do szafek.

Można mieć przyjaciół w świecie futbolu?
Tak, jasne.

Tak?
Oczywiście. To trudne, bo to świat pełen konkurencji, dość skomplikowany, ale można mieć przyjaciół.

Atmosfera w szatni zmienia się w zależności od meczu? Czasem jest większa presja, czasem czuć więcej luzu?
Tak. Bez wątpienia. W zależności od rangi meczu, czuć to już podczas okrzyku przed wyjściem na boisko.

Kiedy wchodzisz, co robisz na początku? Oglądamy obrazki was wychodzących z autobusu, idących w stronę szatni i obraz się urywa. Wchodzicie i co robisz? Od razu idziesz do swojej szafki?
Tak. Wchodzę, zostawiam plecak przy szafce...

Koszulka z twoim nazwiskiem już tu leży?
Tak, tutaj obok. Rozbieram się, nakładam spodenki, podkoszulek. Zazwyczaj wchodzimy tu godzinę przed wyjściem na rozgrzewkę, więc jest spokojnie, mamy dużo czasu na porozmawianie z fizjoterapeutami, wypicie wody czy izotoniku, jednym słowem – relaks.

Żeby się ubrać, jakie masz nawyki? Najpierw lewy but?
Tak, zaczynam zakładać getry od lewej nogi, potem pierwszy lewy ochraniacz, lewy but. To nie tyle przesąd, co po prostu rytuał.

Potem wychodzicie na rozgrzewkę, prawda? To trener mówi, że wychodzicie się rozgrzewać?
Zazwyczaj jeśli mecz rozpoczyna się o pełnej godzinie, to na rozgrzewkę wychodzimy dwadzieścia pięć po. Wszystko jest więc robione na spokojnie, mamy dużo czasu, więc wielu chłopaków gra na środku szatni w piłkę, inni idą do fizjoterapeutów, rozciągają się, rozgrzewają.

Telefony są zabronione, czy możesz zadzwonić do żony kiedy zechcesz?
Nie są zabronione, ale nigdy nie widziałem, żeby ktoś rozmawiał w szatni przez telefon. Puszczana jest muzyka z telefonów, gra się w gry... Czasami próbujesz trochę się wyłączyć, żeby, gdy przyjdzie moment, przejść w stan totalnego skupienia.

Wychodzicie na boisko, rozgrzewacie się te piętnaście minut, trener mówi, żebyście wracali do szatni i co robisz? Ściągasz koszulkę i zakładasz tą meczową?
Zakładasz koszulkę, idziesz do łazienki, układasz trochę fryzurę, ja zawsze podchodzę do każdego kolegi z osobna, życzę szczęścia i tyle. Na koniec zostaje okrzyk bojowy na środku szatni.

Jaki jest okrzyk bojowy?
"1, 2, 3, Madrid!"

Nie jesteście bardzo oryginalni.
Niezbyt.

Mówisz, że układa się fryzurę, używa się gum do włosów. Ty też przykładasz do tego wielką wagę?
Nie, ja podchodzę do lustra, patrze czy jest mniej więcej w porządku i do boju.

I wychodzicie do tunelu. Wchodzi przed tym Zidane, żeby coś wam powiedzieć?
Tak, tak, zawsze. Kiedy wracamy z rozgrzewki trener już tu czeka, żeby przekazać nam ostatnie instrukcje przed wyjściem na boisko.

Masz jakieś przesądy wychodząc na boisko? Kto jest pierwszy, który ustawia się w tunelu?
Ja wychodzę pod koniec, zazwyczaj ostatni wychodzi Sergio. Jedyny zwyczaj, jaki mam wchodząc na murawę to podskok na linii bocznej boiska, nic więcej.

Schodzicie do tunelu i ustawiacie się w rzędzie i czekacie na sędziów, tak?
Tak. żeby wyjść razem.

Ta ścianka, która odgradza od siebie oba zespoły w tunelu nie jest tam przez przypadek, prawda? Przede wszystkim podczas schodzenia do szatni po zakończonym meczu.
Tak. W pierwszą stronę jest fajnie, zawsze w tunelu spotykasz jakiś kolegów, znajomych, z którymi się witasz, a po meczu wiadomo, bywa różnie, ale zazwyczaj nic poważnego się nie dzieje.

Dużo się rozmawia z graczami z drugiej drużyny? Czy tylko jeśli kogoś znasz?
Po tylu latach w lidze prawie zawsze jest w drugiej drużynie ktoś, kogo znasz i z kim się witasz.

Dzieci, z którymi wychodzicie, czekają na was już na dole?
Tak, już czekają.

Bywacie dla nic bardzo oschli, mało sympatyczni, co? Nie jesteście zbyt czuli, jak byście wyprowadzali psa (śmiech).
Różnie, czasem jesteś tak skupiony na meczu, że nawet nie zauważasz biedaków.

Co wam mówią? Pamiętasz jakąś anegdotę?
Przede wszystkim otwierają szeroko oczy i buzię, kiedy widzą Cristiano. Wszyscy chcą z nim wyjść, nagle staje przy nim czterech dzieciaków (śmiech).

Znają was wszystkich, czy czasem kogoś widzą i mówią: A ty kim jesteś?
Nie, nie.Zawsze znają wszystkich.

Oni wiedzą z kim wyjdą?
Nie, ustawiają ich w szeregu i nie wiedzą, który piłkarz będzie czwarty, piąty... Nie wychodzimy według żadnego systemu.

Najlepsza anegdota, jaką przypominasz sobie z tunelu, ale nie wychodząc na murawę, ale z niej schodząc, pamiętasz coś?
Nic mi nie przychodzi do głowy... Myślę, że każdy pamięta pierwszy raz, kiedy wchodzi po tych schodach. To robi ogromne wrażenie, czujesz, że spełniasz swoje marzenie, słyszysz ten stadion i patrząc na niego robisz się malutki.

Z tunelu słychać trybuny? Kiedy szykujecie się do wyjścia, słyszycie hymn?
Tak, słychać. Co więcej, czasem, gdy jesteś kontuzjowany albo wyrzucili cię z boiska, słychać tu z dołu głosy z ławek, bardzo się to niesie.

Pamiętasz coś ciekawego? Z ławki przeciwnej drużyny, nie mów z jakiej.
Przede wszystkim protesty, teksty w stronę sędziego.

Te wszystkie światła, krzyki, wzbudza to w piłkarzach duży respekt?
Po latach robisz się do tego trochę bardziej przyzwyczajony, ale podczas tych wyjątkowych spotkań, jak chociażby ostatni mecz z City, wtedy czujesz, że atmosfera jest inna, specjalna.

A atmosfera różni się w zależności od godziny rozgrywania meczu?
Nie, bardziej liczą się okoliczności. Liga, Liga Mistrzów, to ważniejsze czynniki niż pora dnia.

Ruszajmy więc w stronę boiska...

Kolejne dwie części wywiadu wkrótce.

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!