Ignacio Ruiz-Jarabo, były prezes Urzędu Skarbowego w Hiszpanii, pojawił się w Radio Barcelona, żeby zapowiedzieć swoją książkę o fiskusie i podatkach w Hiszpanii. Jednym z tematów mają w niej być kluby piłkarskie, a w rozmowie poruszono też wątek Florentino Péreza.
– Na początku tego wieku zdecydowaliśmy na inspekcję skarbową w klubach. Podjęliśmy decyzję, że to profesjonalny sektor i rywalizacja jest w nim tak duża, że musimy zbadać wszystkie kluby na raz. Nie mogliśmy przeprowadzić analizy tylko w kilku z nich, więc uzgodniliśmy, że wejdziemy do wszystkich organizacji na tych samych zasadach. Kiedy rozpoczęliśmy inspekcję, kluby od razu zrozumiały, że sprawa jest poważna i że cała akcja jest skoordynowana i dobrze ustalona. Pojawiła się jednak informacja, że prezes Realu Madryt, Florentino Pérez, poprosił Ministerstwo Finansów o wstrzymanie kontroli. Podobno wręcz tego zażądał i groził, że jeśli tak się nie stanie, to rozgrywki zostaną wstrzymane – opowiedział Ruiz-Jarabo.
– Jako fiskus nie wstrzymaliśmy naszych badań, nie zostaliśmy tylko u chętnych, po prostu kontynuowaliśmy inspekcje. Na szczęście z tych żądań Florentino Péreza, które podobno wygłaszał w imieniu wszystkich klubów, nie zostało nic wielkiego. Świadkowie twierdzą, że Florentino nie był wtedy za miły. W samym Urzędzie byli ludzie, którzy się jednak z nim zgadzali, ale ja uważam, że dla hiszpańskiego podatnika to coś dobrego, że te inspekcje zostały przeprowadzone. Wykonaliśmy badania, a Liga dalej grała. Zresztą oceniliśmy, że wstrzymanie rozgrywek odbiłoby się najbardziej na samych klubach, bo wtedy terminarz był bardzo napięty, a do tego działacze nie chcieli, żeby gazety pisały o czymś takim. Uznaliśmy, że te groźby nie zostaną spełnione. Myślę też, że tacy prezesi, jak Lopera, Gil czy Florentino przecenili wtedy swój wpływ na Urząd Skarbowy.
– Inna historia dotyczy powrotu Królewskich z Japonii po finale Pucharu Interkontynentalnego. Kiedy oficerowie celni zapytali piłkarzy Realu czy mają coś do oclenia, to we wszystko wtrącił się Florentino, który stwierdził, że zawodnicy mają do oclenia tylko tytuł mistrzów świata. Oficerowie byli świadomi, że w bagażu piłkarzy było mnóstwo produktów, które kupili w Tokio i że trzeba było za nie zapłacić. Ostatecznie sprawa skończyła się tak, że za wszystko zapłacił klub, chociaż na pewno próbowano ominąć procedury celne.
Ruiz-Jarabo: Florentino groził wstrzymaniem Ligi
Opowieści byłego prezesa Urzędu Skarbowego
REKLAMA
Komentarze (8)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się