MARCA ostrzega, żeby koło godziny 16 nie zamówić za szybko kawy czy innych napojów, bo można je szybko wylać celebrując bramkę swojej drużyny. Gole w pierwszych minutach w derbach Madrytu to już prawie tradycja.
Wszystko zaczęło się w grudniu 2003 roku, kiedy galaktyczną akcję Raúla, Beckhama, Zidane'a i Carlosa wykończył Ronaldo. Brazylijczyk trafił w 14. sekundzie meczu, a przy okazji ograł Simeone i Mono Burgosa, którzy dzisiaj prowadzą Atleti. Od Ronaldo w następnych latach pałeczkę przejmowali Solari (5. minuta w 2004 roku), Cassano (3. w 2006) czy Mista (5. w 2006). To był jednak dopiero początek wielkich początków.
W pierwszej kolejce sezonu 2007/08 Rojiblancos zawitali na Bernabéu i po 56 sekundach prowadzili dzięki trafieniu Agüero. Ostatecznie Real wygrał tamto spotkanie 2:1. W rewanżu szybką bramką odpowiedział Raúl. Robinho wykorzystał błąd Pablo i podał do Hiszpana, który otworzył wynik w 31. sekundzie. Królewscy wygrali 2:0. W następnym sezonie w 34. sekundzie do siatki trafił Van Nistelrooy. Co ciekawe, wygraną zapewnił wtedy w ostatniej minucie Higuaín.
W następnych sezonach szybkie gole częściej padały właśnie na Calderón. W 2009 roku Kaká potrzebował do trafienia 5 minut, w 2013 Falcao czterech, a rok później Benzema tylko dwóch. W tym sezonie na razie tylko Atleti zaskakiwało Real: w Superpucharze w 2. minucie trafił Mandžukić, a w rewanżowym starciu Pucharu Króla Torres potrzebował do otworzenia wyniku 50 sekund. Potem powtórzył wyczyn w drugiej połowie, kiedy strzelił bramkę po 35 sekundach. MARCA na koniec ostrzega: jeśli nawet mrugniecie, możecie przegapić pierwsze trafienie.
Derby znaczy szybka bramka
MARCA o pierwszych trafieniach
REKLAMA
Komentarze (6)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się