- Oczekuję, że po Camacho to ja zasiądę za sterami madryckiej ekipy - powiedział dziś meksykański trener, kiedyś legenda Realu Madryt, Hugo Sánchez. - Mój przyjaciel José Antonio Camacho podpisał kontrakt na dwa lata, życzę mu, by pracował dłużej. Jednak jeśli działacze Realu zaproponują mi pracę w Madrycie, zaprezentuję wszystko, co mam najlepszego w swoim warsztacie trenerskim. Jednak jeśli do tej roboty przyjdzie ktoś inny, to będę cierpliwie czekał na swój moment - dodał mistrz ekwilibrystycznych zagrań.
Sánchez dla Realu strzelił 164 gole (przez siedem lat: 1985-1992). Teraz po dłuższym czasie wraca na stadion Santiago Bernabéu w roli rywala: - Wcześniej Federacja Meksykańska nie pozwalała nam na wyjazd do Hiszpanii, mimo iż nas zapraszano parę razy. Teraz w końcu możemy pokazać się szerszej publiczności.
Hugo zapewnia, że jest szcęśliwy w Meksyku, może kontynuować ze spokojem pracę trenera. Inna sprawa, że w Meksyku jest postacią szalenie kontrowersyjną. Ostatnio głośno było w prasie o jego wojnie słownej z selekcjonerem reprezentacji, Ricardo Lavolpem.
Abstrahując od aktualnych wyczynów Meksykanina na ławce trzeba dodać, iż w lidze hiszpańskiej (strzelał gole dla Atlético, Realu i Rayo) strzelił w sumie 234 gole, co stawia go wśród najlepszych strzelców ligi. 5 razy zdobył 'Pichichi' - tytuł króla strzelców.
Hugo chce do "domu"
Zdaje się, że już mamy kandydata na stanowisko trenera Realu w przypadku, gdyby wariant Camacho nie wypalił (tfu!)
REKLAMA
Komentarze (9)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się