Menu
Klatus / RealMadryt.pl

RealMadryt.pl w Warszawie: Strefa (wy)mieszana

W katakumbach stadionu

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

Nasza redakcja miała wielu przedstawicieli na obiekcie w Warszawie. Większość chciała jednak prostu dopingować zespół, ale ktoś musiał wypełnić pozostałe obowiązki. Dwóch z nas obserwowało spotkanie z poziomu murawy w szarych kamizelkach z dużym napisem „FOTO”, a aż czworo z nas zasiadło na trybunie prasowej. Dla dziennikarzy i osób akredytowanych mecz w Warszawie na pewno nie zaczął się i nie skończył wraz z ostatnim gwizdkiem sędziego. Już dwie godziny przed rozpoczęciem spotkania stawiliśmy się w centrum prasowym na Stadionie Narodowym, gdzie zdążyliśmy coś przekąsić i przygotować sprzęt oraz samych siebie do późniejszych wydarzeń. O samym meczu z naszej perspektywy możecie przeczytać tutaj.

Ale co działo się później? Kilka kroków w tył, szybki łyk wody, winda, piętro -2 i jesteśmy w strefie mieszanej, czyli miejscu, gdzie po meczach zawodnicy zatrzymują się, by udzielić krótkich wypowiedzi dla mediów. Obok tego miejsca znajduje się tez inna strefa – wstęp mają tam jednak tylko najwyżej postawione osoby, celebryci i byli czy obecni kopacze. Mignęli nam Marcin Gortat, Jerzy Dudek czy Tomasz Rząsa. A my cierpliwe czekaliśmy na piłkarzy Królewskich, licząc na to, że z niektórymi uda nam się zamienić kilka słów, ale nie było tak kolorowo…

Po szybkim prysznicu i przebraniu się – gracze zaczęli wychodzić. Warto nadmienić, że poza nami, czekali na nich dziennikarze strony oficjalnej, Marki, Asa i kilku innych hiszpańskich mediów, a także przedstawiciele Przeglądu Sportowego, CANAL+ czy Radia ZET. Niestety, ku naszemu zdziwieniu, pałętało się tam też sporo przypadkowych osób w młodym wieku, które liczyły tylko i wyłącznie na jedno – fotki z piłkarzami, co strasznie utrudniało możliwość zamieniania z kimkolwiek chociaż kilku słów, ponieważ, gdy tylko na horyzoncie wyłaniał się jakiś zawodnik, owe osoby od razu oblegały barierki piszcząc, krzycząc i błagając – „foto, foto, foto”. Z początku byliśmy nieco zniesmaczeni tym faktem, ponieważ dostęp do strefy mieszanej miała mieć tylko ograniczona liczba mediów i by się tam dostać, trzeba było mieć specjalną opaskę.



Pierwsi pojawili się Pepe i Gareth Bale, którzy nie zagrali nawet minuty i z tego powodu, zgodnie z zasadami, nie mogli udzielać wywiadów. Portugalczyk i Walijczyk szybko przemknęli do autobusu. Podobnie było z Ikerem Casillasem, który opuszczał katakumby stadionu prowadzać zagorzałą dyskusję z Fernando Hierro i nie zważając nawet na dziennikarzy czy osoby błagające o fotkę. Przy okazji kapitana Realu Madryt warto wspomnieć o informacji, jaką uzyskaliśmy podczas sobotniego meczu. Klub podobno mocno naciskał na to, by ani Diego López, ani Iker Casillas nie znaleźli się w materiałach promocyjnych spotkania na Stadionie Narodowym. Powód był prosty – obaj byli bardzo blisko odejścia. Sądząc po widoku uśmiechniętego Ikera idącego blisko asystenta Ancelottiego, można jednak domniemywać, że Casillas zostanie w Madrycie jeszcze co najmniej kilka miesięcy.

W końcu pojawił się Cristiano Ronaldo. Najlepszy piłkarz świata nie chciał pozować do zdjęć ponieważ miał podbite oko. W kuluarach krąży nawet historia, że w hotelu jakaś pani zrobiła sobie z Portugalczykiem selfie, ale Cris wziął od niej telefon i usunął owe fotki. Nie chce nam się to wierzyć, ponieważ na Twitterze można znaleźć zdjęcia CR7 choćby z Cristiano Piccinim. Ku naszemu zdziwieniu – Cristiano zatrzymał się jednak dosłownie na sekundę właśnie przy nas i na pytanie, jak się czuje, podniósł ku górze kciuk i odpowiedział krótko: „Bien”.



Kto dalej? James Rodríguez, który również nie był skory do rozmów, ale chętnie rozdał kilka autografów, a niektórzy dziennikarze czy osoby napalone na selfie cykali sobie z nim fotki. Po nim przemknęli Dani Carvajal, Ángel Di María, Fábio Coentrão i canteranos, którzy zignorowali wszystkich, a także zakręcony Álvaro Arbeloa, który przepraszał, że nie może się zatrzymać, ponieważ wyraźnie mu się spieszyło. Hiszpan wręcz przebiegł przez strefę mieszaną, a po kilku minutach, znów biegiem, wrócił się, ponieważ widocznie o czymś zapomniał.

Następnie naszym oczom ukazał się uśmiechnięty od ucha do ucha Karim Benzema. Francuz chętnie podpisywał się na koszulkach, kartkach i tym podobnych rzeczach, a nam udało się go zatrzymać dosłownie na moment i Benzy nieźle nas strollował. Jeden z nas wypalił do niego po francusku:
– Hej, Karim, mamy urodziny tego samego dnia!
– Czyli kiedy? :)
– No… 19 grudnia.
Benzema wybuchnął śmiechem, my wybuchnęliśmy śmiechem i wówczas zapytaliśmy samych siebie: „Czemu mamy być świętsi od papieża i też nie zrobić sobie jakiejś fotki z piłkarzem, skoro robią je poważni dziennikarze i masa tej dzieciarni?”. Karim chętnie przypozował do selife z jednym z nas, uśmiechnięty powiedział „salut” i uciekł do autokaru. No i jak go nie kochać?



Po Karimie wyłonił się Raphaël Varane, który wydawało się, że jest skory do jakiejś rozmowy, ale zaraz za nim szedł Marcelo, który załapał go za plecak i odciągnął od reporterów. Po nim przemknął Carlo Ancelotti. Zadaliśmy trenerowi krótkie pytanie, ale uniósł tylko ku górze brew, zrobił wymowną minę i powędrował do autobusu niosąc kilka prezentów od organizatorów. Carlo chyba zdziwił się, że chcemy z nim pogadać, a nie rzucić mu się na szyje i obstrzelać fleszem. Po Włochu przyszła kolei na Asiera Illarramendiego, który wyraźnie utykał i wręcz powłóczył nogą. Z początku wydawało się, że może to być jakaś groźna kontuzja, ale Bask znalazł się w kadrze na jutrzejszy pojedynek, więc nie jest to chyba nic poważnego. Hiszpan również rozdał kilka autografów, pozował do kilku zdjęć, nie chciał rozmawiać z nikim dłużej i doczłapał się do autobusu.

Wreszcie pojawił się ten, który został przywitany najcieplej na Stadionie Narodowym, król Décimy – Sergio Ramos. Hiszpan zatrzymał się przy nas na momencik:
– Nasz kapitanie, dziękujemy za dziesiąty Puchar Europy!
– Nie ma za co ;)
I znów było trochę śmiechu i wspólna fotka. Mniej więcej w tym samym czasie z mixed zone wyszedł Toni Kroos. Nie będziemy ukrywać, że chcieliśmy porozmawiać chwilę z Niemcem, ponieważ wiedzieliśmy, iż naszym atutem będzie to, że jeden z nas biegle mówi po Niemiecku. Niestety uprzedził nas jeden z dziennikarzy Przeglądu Sportowego, który dłuższa chwilę pogawędził z Mistrzem Świata i pomocnik musiał szybko uciekać do autobusu.



Po Tonim Kroosie pojawił się drugi z naszych Niemców – Sami Khedira, który był kolejnym zawodnikiem zaatakowanym przez miłośników wspólnych zdjęć i gdy nas mijał, wyraźnie miał już wszystkiego dosyć. Ostatni z szatni wyszedł Keylor Navas i był piłkarzem wyznaczonym do rozmowy z oficjalną stroną Realu Madryt, a po niej szybko przemknął przez strefę mieszaną.



Gdy Królewscy siedzieli już wygodnie w autobusie i czekali, by ruszyć na Okęcie, szatnię zaczęli opuszczać zwycięzcy Super Meczu, którzy byli skorzy do dłuższych pogadanek. Udało nam się przeprowadzić wywiad, do spółki z Leszkiem Orłowskim, z Borją Valero. Hiszpan chętnie odpowiadał na pytania nasze i komentatora CANAL+. Po tej rozmowie stwierdziliśmy, że podyskutujemy chwilę z panem Orłowskim na temat zbliżającego się sezonu ligowego. O ile niektórzy mogą się czasem przyczepić do stronniczego komentarza pana Leszka, o tyle na pewno nie można odmówić mu ogromnej wiedzy na temat hiszpańskiej piłki. Obie rozmowy ukażą się niebawem na naszym portalu.

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!