Grał w Realu Madryt pięć sezonów i odszedł ze stolicy Hiszpanii do Barcelony. Kibice nie są w stanie mu tego wybaczyć, wręcz go znienawidzili. Po sezonie 1995/1996 wszyscy czekali aż Luis Enrique przedłuży kontrakt z Królewskimi. On wolał jednak przenieść się do Katalonii. Nic dziwnego, że w Madrycie mówią o nim „zdrajca”.
Przeciwko Realowi obecny szkoleniowiec Celty Vigo strzelił pięć bramek. Dwie z nich na Santiago Bernabéu. Nigdy nie sprawiało mu problemów to, że kibice go szykanują. Wręcz przeciwnie. Dodawało mu to motywacji.
Były prezes Realu Madryt, Lorenzo Sanz, uznał zachowanie Enrique za prowokujące. „Jeśli chce, będę płakał kiedy strzelę”, odpowiadał piłkarz na zarzuty. Stosunki między obiema stronami są nie do naprawienia. „Nie mam dobrych wspomnień z Madrytu”, mówił otwarcie trener Celty i dodał: „Patrzę na siebie na obrazach, plakatach czy w telewizji i nie pasuje do mnie biały kolor. Lepiej mi w barwach bordowo-granatowych”.
Z Enrique szydzi się na Bernabéu, ale on odpowiada na to: „Kibice szydząc nagradzają piłkarzy Barcelony na tym stadionie”. Będąc już trenerem, o wygranej 2:6 Guardioli w Madrycie powiedział, że był to „piłkarski orgazm”. Warto dodać, że Enrique przymierzany jest do objęcia stanowiska trenera w FC Barcelona po obecnym sezonie.
Luis Enrique, gorzki wróg Realu
Były piłkarz Królewskich nazywany „zdrajcą”
REKLAMA
Komentarze (38)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się