Autorem poniższego felietonu jest Tomás Roncero, hiszpański dziennikarz pracujący dla AS-a.
Nowy bóg futbolu
Są zawodnicy, których przyszłe pokolenia mogą zapamiętać tylko dzięki jednej nocy. Wyczyny Cristiano Ronaldo w Solnej będą pamiętane przez dekady. To był hołd dla tego błogosławionego sportu. Pojedynek bez szans na rozejm, pomiędzy portugalskim Supermanem i lodowym gigantem ze Szwecji: Ibrahimoviciem. Pierwsze uderzenie należało do madridisty. Strzał z lewej nogi, przy prawym słupku (0:1). Zlatan odpowiedział znakomicie: dwa gole z rzędu były ciosem w serce zarówno Portugalczyków, jak i madrdistas, zjednoczonych w tej samej sprawie. I właśnie w tych chwilach pełnych trwogi, w cieniu który tłamsi słabych, Cristiano pojawił się niczym zjawa. Zawładnął sceną, przetrwał kopnięcia w lewą kostkę i strzelił dwa kolejne gole, które zmiażdżyły krajanów Pippi Langstrumpf. Na Friends Arenie zapadła cisza, kibice byli świadkami osiągnięć nowego boga futbolu. Hat-trick na wrogim terytorium, w grze o mistrzostwa świata. W Portugalii nazwą jego imieniem ulicę, aleję, zbudują pomnik, stworzą sieć restauracji, park tematyczny… wszystko będzie zbyt małe, aby uznać zasługi jedenastoletniego chłopca, który opuścił swój skromny dom w Funchal, aby stać się mężczyzną i piłkarzem w Lizbonie. Nikt niczego mu nie podarował. Stworzył swoją legendę dzięki wytrwałości i dumie. Ostatniej nocy (felieton został napisany 20 listopada – przyp. red.) Madridismo ściskało swojego herosa, bez wahania przywdziewając barwy Portugalii. Są pełni szczęścia widząc numer jeden, który resztę sezonu spędzi na osiąganiu wielkości, będzie ona jego przepustką na wymarzone wydarzenia w Brazylii. Cristiano jest nowym królem. To CristianOROnaldo (oro – z hiszpańskiego „złoto” – przyp. red.). Czy jest ktoś, kto obecnie ośmieli się go przyćmić? NIE.
Odpowiedź dla Blattera
W życiu głupota nie uchodzi nam na sucho. Prezes FIFA chciał być zabawny przed forum mało obeznanym w temacie. Dowcipy z Oxfordu jeszcze długo będą go przyprawiać o ból głowy. Od czasu jego drwin z Komendanta, ten odpowiadał na boisku, pokazując krótkowzroczność Blattera. W tym miesiącu Cristiano wcielił się w generała armii. Strzelał hat-tricki z takim spokojem, z jakim przeciętny człowiek robi jajecznicę. Jest dumny, a jednocześnie jest w stanie wrzenia. Wydaje się, że z każdym strzelonym golem spogląda w lustro, w którym widzi twarz szwajcarskiego prezesa. Gracías, Blatter.
Szóstka z Madrytu
Wtorek był momentem chwały dla Merengues. Uroczysty dzień został dopełniony awansami Francji i Chorwacji. Zielone światło na mistrzostwa świata ujrzeli Cristiano, Pepe, Coentrão (ánimo Fábio, wyzdrowiejesz!), Benzema (mój przyjaciel José Luis Guerrero poświęcił ci książkę, Karim), Varane i Modrić. Wszyscy będą na Mistrzostwach Świata w Brazylii. Odzwierciedla to obecny dobry stan zdrowia drużyny Ancelottiego. Nawet Xabi Alonso wrócił do pełni sił po posępnym meczu towarzyskim w Johannesburgu. Jednak dziś wolę nie poruszać tego tematu, gdyż nic nie może zetrzeć uśmiechu z twarzy…
Hołd
Bernabéu znów spotka się ze swoim bohaterem w trakcie środowego starcia z Galatasarayem. Kibice z całej Hiszpanii przyjadą wspierać Cristiano, który będzie następnym zdobywcą Złotej Piłki, jeśli sprawiedliwość ostatecznie zwycięży. Cóż za wielka noc. Obrigado, CRACKU.
CristianOROnaldo
Tomás Roncero o wtorkowym spektaklu
REKLAMA
Komentarze (21)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się