Menu
/ własne

Obrigado, Zé!

Moje pożegnanie Mou

Poniższy tekst jest tylko i wyłącznie opinią autora. Nie jest oficjalnym stanowiskiem redakcji RealMadrid.pl.

José Mourinho odchodzi z Realu Madryt. Po napisaniu tych pierwszych słów zatrzymałem się na moment, bo dla mnie to naprawdę smutna wiadomość. Przez te 3 lata stałem się 100% mourinhistą i również w tym tekście pokażę dlaczego. Poza tym poruszę kwestię Ikera Casillasa, ponieważ niektórzy wypowiadali się, a przynajmniej takie miałem wrażenie, z niepełną wiedzą czy niepełnymi informacjami. Do tego kilka osobistych dygresji i zwierzeń, a także odpowiedzi na zarzuty dotyczące tych ostatnich sezonów Realu Madryt. Nie jest to felieton, żaden reportaż, ma na pewno jakieś błędy, jest na bank za długi, ale to zwykły tekst kibica i jego spojrzenie na sytuację bez jakichś wierszy, poematów i udawania, że jestem mądrzejszy niż jest w rzeczywistości. Mam po prostu nadzieję, że wniosę coś do waszych opinii i wyniesiecie coś z moich przemyśleń.

Rozpocznę od Ikera Casillasa i jego wpływu na całą sytuację. Najbliższe akapity są mieszanką informacji i osobistych opinii, ale uważam, że jestem blisko tej prawdziwej wersji tego, co się wydarzyło. Przede wszystkim niektórzy powinni zrozumieć, że tak, jak Marcelo różni się od Fábio, jak Karim różni się od Gonzalo, tak różnić mogą się także bramkarze. Od naprawdę kilku dobrych lat rola golkipera mocno się rozwinęła. Zawodnik przy bramce przestał być tylko człowiekiem od odbicia strzału, a zaczął być praktycznie normalnym piłkarzem z ważną zaletą w postaci możliwości łapania piłki. Dlaczego normalnym piłkarzem? Bo obecnie musi umieć perfekcyjnie grać nogami, w wielu spotkaniach może spędzać większość czasu poza polem karnym, a interwencje kluczowe dotyczą już nie tylko strzałów. Dlatego zaczęto wyróżniać bramkarzy za ich różne cechy, a każdy trener czy zwykły kibic mógł wybrać dany kierunek tego rozwoju. Jedni zaczęli podziwiać zawodników, którzy tworzyli cuda na linii, inni takich, którzy aktywnie uczestniczą w grze z obrońcami i resztą ekipy, a jakaś część poszła w stronę gigantów, którzy dominują w powietrzu i potrafią jednym dokładnym wyrzutem stworzyć akcję bramkową. Zatrzymajcie się tutaj i zapytajcie sami siebie - jaki typ bramkarza mi imponuje? Nie odpowiadajcie nazwiskiem, odpowiedzcie cechą czy cechami, ale odpowiedzią inną niż „musi być kompletny”, bo różne atrybuty potrafią u bramkarza wykluczyć te inne.

José Mourinho w tym temacie poszedł w stronę bardzo popularną w Europie, czyli bramkarza panującego w swojej strefie powietrznej i dobrze grającego nogami - niekoniecznie najwyższego, ale ciągle dominującego przy górnych piłkach. Júlio César czy Petr Čech wypełniali przez długie sezony te założenia i ogólnie swoje zadania. Kiedy Mourinho przeszedł do Realu Madryt, zastał w nim Ikera Casillasa. Kapitan Królewskich osiągnął wtedy pełną dojrzałość, wygrał Mundial, był na topie, ale nie był tym bramkarzem Mou. Iker został świętym za interwencje na linii i cudowne odbicia piłek w sytuacjach sam na sam, ale nigdy nie był dominatorem stałych fragmentów, a o długich podaniach lepiej szczerze milczeć z szacunku dla legendy. Mourinho latem 2010 roku jednak nie ruszał Hiszpana, ponieważ ten wtedy był obiektywnie i subiektywnie najlepszy, a poza tym szkoleniowiec dopiero zaczynał pracę w Madrycie. Dlatego w styczniu 2011 w czasie powrotu z Zurychu trener przyznał, że jego podopieczny zasługuje na tę jedną Złotą Piłkę. Mimo wszystko Casillas to bramkarz z dosyć dużymi brakami technicznymi, ale jego najlepsza forma wyrównuje te niedobory - ile razy rozmawiano o tym, że Iker piłek nie łapie, że wrzutki sprawiają mu problemy? Mnóstwo, ale jeszcze więcej razy wykonywaliśmy gesty pokłonu po genialnych interwencjach. Pierwszy sezon Mou był dobrym sezonem Ikera, ale kapitan pozostawał bez rywalizacji. Dlatego po sezonie szkoleniowiec - jak sam ostatnio zdradził - rozmawiał z działaczami na temat zatrudnienia bramkarza z jego ulubioną charakterystyką. Klub odrzucił jednak tę prośbę. To zresztą fajny przykład tego, że można pracować w spokoju - trener czegoś chciał, nie dostał tego, ale media nie dostały żadnego przecieku i był spokój. Mou nie dostał więc bramkarza, Iker został bez konkurencji i jego drugi sezon u Portugalczyka był dosyć dyskretny, ale zaczęły pojawiać się błędy i niedociągnięcia, które potrafiły kosztować punkty w Lidze rekordów. Nadeszło EURO 2012 - Casillas był podstawowym golkiperem kadry, ale za sobą miał bardzo dobrego Valdésa, co podniosło znacznie jego poziom w porównaniu z klubem. Fantastyczny turniej i trzecie wielkie mistrzostwo z rzędu obudziły w Hiszpanach chęć przyznania Ikerowi Złotej Piłki, ale sam Casillas szybko wyleczył przytomnych z tego dyskursu - już w pierwszej ligowej kolejce pokazał, nokautując Pepego i swoim wyjściem zabierając Realowi 2 punkty, że czeka nas dosyć wesoły sezon. Potem było jeszcze gorzej - dziwne interwencje, panika przy każdym stałym fragmencie, jakieś dzikie akcje typu parada przy wolnym Messiego na Camp Nou czy asysty, jak ta do Schmelzera na Signal Iduna Park. Moim zdaniem pierwsza część sezonu na pozycji bramkarza była dra-ma-tycz-na! Widziałem to ja, widziało to kilka innych osób, musiał zauważyć trener. Mourinho wiedział, że z tamtym Ikerem wiosną niczego nie wygramy i sezon skończy się zanim zdążymy powitać cieplejsze dni. Problem był jeden - Adán to nie poziom na stałe bronienie w Realu. Antonio nie jest lepszy od Ikera i nigdy nie był. Nikt nigdy tego nie ukrywał i z mojej perspektywy to bardziej kibice innych klubów i różni dziennikarze wciskali w nasze usta takie głupoty. Powód zmiany w bramce był następujący - Iker w tamtej formie nie dawał więcej niż Adán, ale trzeba było go pobudzić. Ławka miała go zmusić do poprawy, do czystej roboty i pomocy drużynie. Media nie patrzyły tak na sprawę - nikt nie rozmawiał o powodach sportowych, wszyscy pisali o „karze” Mourinho. Nikt nie patrzył do przodu, wszyscy korzystali z okazji i bawili się teraźniejszością. Oczywiście Casillas do bramki w końcu wrócił, bo Mourinho nie jest durniem, nawet zaczął bronić wyraźnie lepiej, ale nie było też tak dobrze, jak niektórzy pisali w argumentacji po wyleczeniu urazu - że powinien dostać szansę za Diego, bo tuż przed kontuzją było dobrze. Hmm... na tyle dobrze, że urazu doznał nie tyle przez Arbeloę, ile przez złe wyjście do górnej piłki i konsekwencje własnego błędu. Klub zareagował szybko i zaskakująco, ale López stanął na wysokości zadania, bronił naprawdę konkretnie i zadomowił się w zespole. O zmianie po powrocie Ikera nie mogło być mowy nawet z tego powodu, że Diego był coraz lepszy, a Casillas dwa miesiące nie widział boiska. Nawet nie patrząc na przeszłość, dokonywanie jakichkolwiek rotacji na kluczowe starcia wiosną nie miało jakiegokolwiek uzasadnienia. Media widziały to jednak inaczej i stworzono kampanię nakręcającą powrót Casillasa, którą w Polsce widać było oglądając nawet mecze, gdzie po każdej interwencji Diego czy straconej bramce mieliśmy zbliżenie na wiadomy sektor ławki rezerwowych. Mourinho po raz kolejny został tyranem, występy Diego zostały zmarginalizowane, a on sam mógł poczuć się naprawdę jak brudny Portugalczyk, który zabrał hiszpańskiemu dziecku jedzenie. Dlaczego do końca Iker nie dostał szansy? Mourinho tłumaczył to tym, że nie chce tworzyć jeszcze większej debaty w prasie przed finałem Pucharu Króla, który praktycznie zamykał sezon. Poza tym po co zmieniać coś, co działa perfekcyjnie? I chociaż Diego w finale mógł pewnie zrobić więcej, to zasłużył, żeby w nim zagrać. Na koniec kapitan nabawił się urazu pleców i rozgrywki dobiegły końca. Tyle o kwestiach sportowych w tym sezonie.

Kwestie pozasportowe i Iker Casillas. Wielu z was broniło Mourinho nazywając Ikera "kretem", chociaż nie do końca mieliście pojęcie o całej sytuacji, co jest też moją winą, bo nie informowałem was na bieżąco nawet w tego typu tekstach, jak ten, o całej sytuacji. Jest to moment na jakieś wyciągnięcie różnych akcji i wydarzeń. Pewnie o jakichś zapomnę, ale w komentarzach jest wielu kumatych ludzi, którzy uzupełnią te informacje. Wielu was sytuację z kretem łączyło z Sarą Carbonero, która mimo wszystko pozostaje kroplą w morzu. Owszem, wypowiada się na temat rzeczy wewnętrznych Realu Madryt i praktycznie nigdy nie porusza tematów innych szatni, a swoimi słowami nie raz wprowadziła zamęt w zespole [od nazwania Crisa egoistą po ostatnie wypowiedzi o braku jedności], ale sytuacja jest dużo szersza. Chodzi o wielu dziennikarzy z różnych kręgów - wyróżniają się wśród nich Carmen Colino z Asa, Julian Avila ze Sportyou czy Fernando Burgos z Ondy Cero - którzy nie zabierają głosu codziennie, ale jeśli już piszą czy mówią, to o szatni Królewskich i w ostateczności ich informacje znajdują jakieś potwierdzenie. Oczywiście ktoś powie, że to przypadek, że jest tu jakiś haczyk, ale cała trójka to wielcy przyjaciele Ikera, nie ma w tym przesady, znają go od lat praktycznie dziecięcych, cała czwórka bawiła się między innymi na ślubie pierwszej wymienionej dziennikarki. Do tego dochodzą dziennikarze, którzy również zarządzają wewnętrznymi informacjami o Realu i są określani jako przyjaciele lub ostrzy obrońcy Ikera - najbardziej znane nazwiska, z różnych mediów, to Roncero, Roberto Morales, Inaki Cano, Pedro Pablo San Martin, Sara Carbonero, Eva Turégano, Manolo Lama, Paco González, Manu Carreńo, Jose Javier Santos. W Hiszpanii tajemnicą poliszynela jest to, że Iker opowiada przeróżne rzeczy o Mourinho, a nawet Diego Lópezie. Wiem, że niektórzy oczekują dowodów w postaci maili i SMS-ów, ale nie róbmy z siebie idiotów. Jedyne, co mogę zaoferować, to zdjęcia Ikera z wyżej wymienionymi dziennikarzami w restauracji La Txistu, filmiki na Youtubie z tymi dziennikarzami i wycinki z magazynów - nawet z tego sezonu, gdy Iker i Sara poszli na kolację z najważniejszymi ludźmi z grupy Mediaset i dzielili stół z na przykład z Manu Carreńo, który, lekko rzecz ujmując, nie jest zwolennikiem Mourinho i dosłownie k.... na niego w każdym sportowym studiu Cuatro razem z Manolo Lamą. Jednak pretensje madridistas w Hiszpanii, a także coraz większej grupy z Polski, nie dotyczą tylko prasy. Nie tylko stosunki z dziennikarzami i ich ochrona Casillasa doprowadziły do rozłamu między kapitanem a trenerem. Na pierwszy plan wysnuwa się tutaj ochronę samej ekipy. Mourinho nie zrozumiał dlaczego Iker przepraszał Xaviego za grę i zachowanie Realu, a kibice nie zrozumieli dlaczego tak aktywnie bronił wartości i walorów, żeby nie urazić Barcelony, a milczał, gdy z samej Barcelony zaczęto dla przykładu wyzywać Karankę i Callejóna od kłamców w słynnej aferze „parkingowej”. Nikt nie miał już w tym sezonie wątpliwości, że przy graczach Barcelony w kadrze Iker czuje się lepiej niż przy Mourinho i „jego” Xabim czy Arbeloi. Zresztą z Alonso - przez poparcie Baska dla trenera - kapitan nie utrzymuje już takich samych stosunków od początku tego roku, a obaj gracze Królewskich mają pewne problemy na zgrupowaniach reprezentacji. Pozostają jednak profesjonalistami i stawiają się na wezwania Del Bosque. Ale najgorsze z tego wszystkiego dla mnie? Brak publicznej reakcji, chociaż w pełni rozumiem, że milczenie działa tutaj na korzyść kapitana. Iker rzadko się wypowiadał w czasie kontuzji i po niej, a jeśli już przyszedł na konferencję, to dziennikarze nie zadawali mu tak idiotycznych pytań, jak Mourinho czy na przykład Xabiemu, jak te pomeczowe z Espanyolu. Jedni powiedzą, że „czekaj, czekaj, przecież nic nie mówił, nie dorzucał do ogniska”, ja powiem - jest kapitanem i czasami powinien to ognisko ugasić, jak Sergio Ramos.

Casillas był za to aktywny na innych polach. Przy hotelach potrafił pozdrawiać ludzi obrażających Mourinho, spotkanym przypadkowo kibicom proszącym o wsparcie dla Mou odpowiadał, że jeśli jest się za Mou, to nie jest się madridistą [relacja kilku różnych ludzi, którym wierzę, wy nie musicie tego robić]. Może dla niektórych wyda się to zabawne, ale oficjalne komunikaty Ikera pojawiały się na Instagramie, gdzie kapitan „lajkował” fotki profilów typu „Carbonillas”, gdzie obrażani byli Diego czy Mou, a wychwalany Iker czy broniona Sara. Do tego jakieś dziwne akcje typu blokowanie nawet swoich fanów, którzy coś mu zarzucili czy jakieś zabawy w „followanie” i „unfollowanie” Arbeloi. Dlatego ludzie są oburzeni postawą swojego kapitana, bo można nie zgadzać się z trenerem, ale jego podkopywanie i ukrywanie się za dziennikarzami jest po prostu za słabe, jak na taką legendę. Czy to tylko domysły? Jeden z dziennikarzy z Barcelony przyznał, że w środowisku jest nacisk na chwalenie i ochronę Ikera, który wychodzi z otoczenia samego zawodnika, ale po prostu o takich rzeczach się nie mówi. Bo jeśli ktoś ruszy to mrowisko, to nie kończy za dobrze. Siro López, jeden ze zwolenników Mourinho i jego obrońca w programie Punto Pelota, niedawno ostro się wkurzył i powiedział na wizji wprost, że Iker jest kretem. Do tego momentu opierano się raczej na niedopowiedzeniach i domysłach, ale Siro w końcu powiedział, że kapitan wynosi informacje z szatni. Gdy dziennikarze Asa, Colino i San Martin, oburzeni zaczęli odwracać sytuację, López powiedział wprost: Casillas wynosi informacje dla Fernando Burgosa. López był dyrektorem Burgosa przez 10 lat w stacji Telemadrid i doskonale wiedział skąd jego pracownik dostarcza informacje. Reakcja Burgosa? Na przederbowym sportowym spotkaniu dziennikarzy Burgos ostro zareagował na te słowa - zdjęcie Siro Lópeza wieczorem po spotkaniu z Burgosem tutaj. A sam Burgos to jeden z wrogów „yihadu Mourinho”, który w styczniu 2012 wypowiedział takie słowa: „Forowanie i fanatyzm niosą za sobą przemoc i barbarzyństwo”. Miał całkowitą rację... Można przytoczyć jeszcze jedną zabawną sytuację, która doskonale obrazuje całą sprawę i tę symbiozę prasy z Ikerem. Przed meczem z Osasuną Iker na około 14 dni trenował tylko dwa razy normalnie, a do tego po meczu z Sociedadem zamiast stawić się tradycyjnie w dniu wolnym na rehabilitację dla kontuzjowanych, poleciał sobie do Kataru. Potem w sobotę dostaliśmy okładkę między innymi Asa, że Mourinho po raz ostatni upokorzył kapitana, nie wystawiając go do składu. Odpowiedź Mou? Jak czytaliście na stronie - Iker, Pepe i Cris sami zdecydowali, że nie są w stanie grać z powodu problemów z plecami. Tymczasem wicedyrektor Asa opowiadał, jak to, cytuję, z pierwszej ręki wie, iż Mourinho w piątek zakomunikował zawodnikowi, że ten nie zagra, że kadra będzie inna, że szansę dostanie chłopak [chodzi o Jesúsa, ale warto zaznaczyć, że As i Marca były święcie przekonane o grze Adána], więc Iker zareagował na to tak, że opuścił sobie piątkowy trening, bo i tak miał nie zagrać w sobotę. Wnioski? Jeden prosty - obrońcy i rzecznicy Casillasa mocno mu szkodzą, bo jeśli mają informacje, to używają ich tak, że nawet Florentino stosuje już w sprawie Ikera zwrot „dziennikarze-przyjaciele”. Taki rzecznik Roncero używa wręcz zdań, że w Realu zawsze były przecieki i dlaczego mamy pastwić się za to tylko nad Casillasem? Niesamowite, prawda? Na koniec opisywania aspektu Ikera obserwacja, którą poczyniono w Hiszpanii i która znajduje nawet zastosowanie u nas. Casillas jest bardzo mocno broniony przez kibiców Barcelony, Atleti, a w Polsce między innymi przez dziennikarzy, którzy Realem zajmują się raz na miesiąc. Jeśli ktoś uważa, że culés, atleticos czy fani Borussii życzą dobrze Realowi, to zapewne nie poznał jeszcze za dobrze znaczenia frazy „licz na siebie”.

Czas na ważniejszą postać w tym okresie, która opuszcza nasz klub. Aspektów Mourinho w Madrycie jest naprawdę wiele - sportowy, pozasportowy i ten osobisty. Zacznijmy więc od piłki, której przez trzy lata niektórym rzekomo brakowało. Otóż przyznam szczerze, mi jej nie brakowało. Nie uważam, że Mourinho wypracował w Realu tylko styl kontry. Nie, ja widziałem wiele ustawionych zagrywek, już w drugim sezonie potrafiłem spodziewać się pewnych zagrań, schematów, wypracowaliśmy 2-3 silne ustawienia na różne okazje, poznaliśmy zawodników, stworzyliśmy ekipę. Największym zarzutem była oczywiście niezdolność do rozbijania murarzy. Odpowiadałem i odpowiadam tak - niektórym w tej kwestii za mocno zakręciła w głowie Barcelona z pierwszego roku Guardioli. Osobiste wyznanie - kręcił mnie zespół Pepa w pierwszym roku jego pracy, wtedy wchodzili w rywali jak w masło, mieli kapitalną świeżość gry i fajne pomysły, przez co niektórym zaczęło się wydawać, że atakowanie to pestka. Tak jednak nie jest, a trzykrotne przekroczenie bariery 100 bramek w Lidze pokazuje, że umieliśmy atakować i tak dramatycznie, jak niektórzy to przedstawiali, nie było. Teraz, czy te 3 lata Mourinho w Realu były „porażką”? To teraz jeden z gorących tematów, który w radiu Marca doprowadził do stwierdzenia, że Mou to najgorszy trener w historii Realu Madryt. Dla mnie odpowiedź na to pytanie może wydać tylko każdy osobiście, najlepiej każdy madridista, bo jak pisałem wiele razy, tylko my siedzimy przy tym klubie na co dzień. Więc czy dla mnie obecność Mou w sensie sportowym była porażką? Odpowiem na to pytaniem - a jakie cele miał Portugalczyk, gdy tutaj przychodził? Chociaż ostatnio stwierdzono, że jedynym celem było zdobycie Ligi Mistrzów, to tak nie jest, to kolejne kłamstwo mediów. Według mnie, Mourinho miał cztery główne cele: rozwinięcie projektu i stworzenie konkurencyjnej drużyny, odzyskanie prestiżu w Europie i przejście 1/8 finału, zakończenie hegemonii Barcelony i wygranie mistrzostwa Hiszpanii oraz wygranie dziesiątego Pucharu Mistrzów. Pierwsze zadanie - przez te ostatnie lata mieliśmy bardzo konkurencyjną ekipę, bezwzględny top Europy, w Lidze rekordowe mistrzostwo pod względem punktów i bramek. Drugie zadanie - trzy razy dochodziliśmy do półfinału, gdzie byliśmy też konkurencyjni, pozbyliśmy się jarzma 1/8 finału i odzyskaliśmy jakiś prestiż, bo według punktów UEFA w ostatnich trzech sezonach najlepszym klubem w europejskich pucharach był Real Madryt przed Barceloną, Bayernem i Chelsea. Trzecie zadanie - tak, pamiętam, że ogólny bilans za Mou przeciwko Barcelonie to 5 wygranych, 6 remisów i 6 porażek, czyli negatywny, ale ostatnie miesiące to niesamowity czas w tej kwestii. Przełamanie nastąpiło chyba w przerwie rewanżowego meczu 1/4 finału Pucharu Króla, kiedy z 0:2 wyciągnęliśmy wynik po świetnej grze na 2:2. Od tamtej pory bilans to 3-3-1 na korzyść Realu, a w samych meczach widać, że gramy spokojniej i zdecydowanie wierzymy w siebie. Dodatkowo zdobyliśmy kosztem Barcelony mistrzostwo Hiszpanii i w bezpośrednim starciu Puchar Króla. Niesamowity rozwój od początkowego dramatycznego 0:5. Czwarte zadanie - jedyna porażka, gdzie dwa razy mieliśmy finał na wyciągnięcie ręki, ale ostatecznie rywale byli górą. Karne i jakaś magiczna połowa w Dortmundzie sprawiły, że zabrakło nas w finale w ostatnich dwóch latach. Barcelona i 2011 rok? Byliśmy gorsi od nich wtedy gdzieś o dwie klasy, przyznaję to bez bicia i Mou postawił na murowanie u siebie i walkę na wyjeździe. Na wyjeździe było 1:1, w domu stało się, co się stało i wtedy też zawinił trener. Mimo wszystko bawi mnie, gdy ciągle ten półfinał bardziej przeżywają polscy Katalończycy, według których hiszpańskie i angielskie stacje zmanipulowały obraz, a Pepe rozszarpał ochraniacz Daniela. Nie wchodźcie dyskusję z ludźmi od takich stwierdzeń, bo nie wygranie i nic nie zyskacie. Po prostu uznajmy, że byliśmy słabsi, plan się nie powiódł i nie zareagowaliśmy w porę, żeby uratować ten dwumecz. Tyle o sporcie.

Poza czystym sportem na początku wyróżniłbym zasady, które wprowadził Mou. Trener stworzył żelazny kodeks i Adána traktował tak samo, jak Cristiano, a objechać mógł tak samo Lópeza, jak Casillasa. Piłkarze przestali spóźniać się na treningi, przestali się wymigiwać od pracy, przestali trenować na kacu, co miało miejsce za Pellegriniego. Nie wiem czy coś takiego uda się następnemu szkoleniowcowi, bo ta szatnia jest bardzo trudna do okiełznania. Poza tym madridismo świetnie bawiło się na konferencjach Portugalczyka, ale nie dlatego, że atakował i niszczył kolejnych wrogów Realu i swojej osoby, ale bardziej, bo mówił o rzeczach otwarcie i pokazywał różne niesprawiedliwości. I przy tym powiem wam, że czuję się madridistą, w 100%, który stwierdza bez żadnej wątpliwości, że Mourinho to madridista. Chociaż komuś wydaje się to zabawne lub niewiarygodne, to po 3 latach jestem naprawdę pewny, że Portugalczyk jest madridistą. Widać było ile smutku sprawia mu odejście. Jestem mu także wdzięczny za obronę klubu, ochronę drużyny i walkę za ten herb. Dlatego też jestem pewny, że do nas wróci, ale wtedy, gdy z szatni zniknie Casillas, a syn i córka będą na studiach z dala od Hiszpanii. Czas przejść do wielkich kontrowersji i niszczenia wizerunku klubu. Pierwszy przykład to Jorge Valdano, gdzie większość ludzi do dzisiaj nie rozumiała sytuacji. Miała ona jakby dwa wymiary. Pierwszy był taki, że w Hiszpanii funkcjonuje ten model z dyrektorem sportowym, gdzie to dyrektor jest głównym odpowiedzialnym za zbudowanie drużyny, a trener po prostu ma trenować danych mu zawodników. Nie wiem, jak to jest w przypadku każdego z was, ale ja na pewno preferuję model angielski, gdzie to trener dobiera sobie drużynę i rządzi jako menadżer. Właśnie taką władzę dostał w końcu Mou, gdzie to on odpowiadał za swój skład i swoją grupę [to ta mityczna największa władza w historii klubu], a nie Jorge Valdano, który próbował za bardzo wpływać na ekipę i miał oraz ma obecnie za duże powiązania z mediami. Drugi wymiar to ochrona drużyny nie tylko przez trenera. Mourinho oczekiwał, że skoro Valdano chce odpowiadać za piłkarzy, to pomoże ich chronić. Niestety Argentyńczyk wolał się raczej lansować w pomeczowych wywiadach i kwieciście odpowiadać na pytania, a atakowanie przeciwników zostawić Mourinho. Sztandarowy przykład to kartka z 13 błędami sędziego Gómeza. Tej sytuacji również nie zrozumiało wielu ludzi. Mourinho nie stworzył w czasie meczu z Sevillą takiej kartki i nie wszedł na konferencję z takimi zapiskami sam z siebie. Kartka została mu wręczona przed konferencją jako oręże do walki z arbitrem, bo sam klub i Valdano nie zamierzali sobie brudzić rąk. Wtedy też Mou na poważnie zaczął mówić o potrzebie ochrony drużyny ze strony działaczy, a kartkę podniósł tylko raz, żeby pokazać co ze sobą ma i co to znaczy. Oczywiście wiele odpowiedzi na konferencjach było bardzo ostrych, ale rzadko Mourinho opuszczał dopuszczone granice. Portugalczyk odpowiadał zawsze ostro, ale raczej miał do tego prawo. Czy skargi na sędziego to madridismo? Trudno mi powiedzieć, ale ufam socios z 60- czy 70-letnim stażem, którzy mówią, że najbardziej skarżącym się na sędziów Realem był ten z czasów Don Santiago Bernabéu, który walczył o siebie. Ci ludzie mówili, że era Mourinho przypomniała im o tamtych czasach i nie zgadzali się z opiniami oświeconych, według których zawsze trzeba nadstawiać drugi policzek. Skargi na kalendarz? Chociaż w Barcelonie próbowali matematycznie obśmiewać słowa Mourinho [licząc dni odpoczynku w sezonie dla obu drużyn, gdy zaczynają one i kończą rozgrywki w te same dni i rywalizują przez ten sam czas], to wiele razy było coś nie tak, gdy spokojnie mogąc dać Realowi dzień więcej przed ważnym meczem w Europie czy w Lidze, dawano dzień mniej. Pozostaje oczywiście sztandarowy palec w oku, który nie ma wytłumaczenia i mieć nie będzie nawet pomimo debilnego faulu Marcelo, prowokacyjnego zachowania ławki i Guardioli, a także zachowania samego Vilanovy. Był to brzydki i niepotrzebny gest, za który Mourinho mocno się wstydzi do dzisiaj i za który nas przeprosił. Niewątpliwie to największa skaza z tych kontrowersyjnych zachowań, która zostanie z nim na zawsze i to największa kara dla Portugalczyka.

Oddzielny akapit poświęcę Pucharowi Króla, który tutaj u nas w Polsce stał się jakimś popychadłem czy gorącym kartoflem przerzucanym przez madridistas i culés. Otóż chciałbym wyjaśnić ostatecznie przynajmniej swoje stanowisko w tej sprawie. Puchar Króla to jedno z trzech głównych trofeów, o które walczy się w sezonie, ale jest najmniejsze i najmniej ważne z tej trójki. Jednak w 2011 roku cieszyliśmy się bardzo z wygrania Pucharu i nazywaliśmy to sukcesem, bo po pierwsze, nie wygrywaliśmy go od prawie 20 lat, a po drugie, w finale pokonaliśmy Barcelonę, w bezpośrednim pojedynku, zespół, który dominował w Europie. Kibice Blaugrany mogli to obśmiewać, bo zdobyli ważniejszy, dużo ważniejszy, dublet, ale dla nas nasze osiągnięcie również było ważne. Rok później polegliśmy w 1/4 finału z Barceloną i to bolało. Katalończycy ostatecznie wygrali Puchar i było to ich jedyne wielkie trofeum w tamtym sezonie z trzech możliwych do zdobycia. Różnie to było sprzedawane i nawet nie chce mi się analizować każdego przypadku, ale na pewno obie sytuacje i ich tła różniły się od siebie w dosyć znaczący sposób. Dlatego madridistas mogli obśmiewać tą wygraną rywala, wytykali hipokryzję, ale wyjaśnię raz na zawsze - dla mnie ciągle jest to wartościowe trofeum, a wartość jest dużo większa, gdy na drodze do niego pokonujesz największego rywala. Przez to byłem też mocno rozczarowany w tym roku, gdy zdołaliśmy wygrać z Barceloną, ale ostatecznie nie podnieśliśmy Pucharu.

Jeśli chodzi o przeżycia osobiste w tych trzech latach za Mourinho, to moje madridismo nigdy nie było większe. W tych trzech latach można spokojnie powiedzieć, że poświęciłem swoje życie stronie i klubowi, to mecze Królewskich wyznaczały mój życiowy kurs. Jestem Mourinho wdzięczny także za możliwość przeżywania wszystkich spotkań w sposób, w jaki to robiłem przez ten cały czas. To, co działo się w poznańskim Cooliozum i sposoby celebrowania bramek, było niesamowite. Nasz wymarzony dwumecz i kibicowskie starcie w Poznaniu z fanami United zostaną na zawsze w mojej pamięci. Było to możliwe także dzięki Mourinho. Zloty były wielkimi świętami, gdzie szczególnie w drugiej fazie pracy Mou jeździło się nie tylko spotkać znajomych, ale przeżyć też wielki mecz z ogromną nadzieją na wygraną. Czy Mourinho zniszczył Gran Derbi? Czy Klasyki przestały być piękne? Bawią mnie te hasełka, bo krew w tych meczach była zawsze i zdarzały się gorsze akcje niż nieporadzenie sobie Ramosa z porażką 0:5 czy agresywne murowanie bramki przez Real. Do pewnego momentu byliśmy za słabi piłkarsko, więc musieliśmy przeciwstawiać inne cechy. Rozwijaliśmy się jednak w tych meczach i byliśmy coraz lepsi, a ja absolutnie nie czuję wstydu ani za grę, ani za zachowanie zawodników. Na pewno nigdy nie czułem potrzeby przepraszania Xaviego za to, że walczymy.

Dlaczego Mourinho odszedł? Tak, przegrał z prasą, ale nie w sposób, w jaki niektórzy chcą to przedstawić. Nie przegrał z krytyką własnej pracy, a z atakiem na własną rodzinę. Przyznam, że nie mam żony i dzieci, ale wyobrażam sobie szok kobiety, gdy przez pracę męża jej syn nagle znajduje się na okładce jednego z bardziej poczytnych dzienników w Hiszpanii, a jego twarz jest też praktycznie codziennie w telewizji. Wyobrażam sobie też zmęczenie całej rodziny, gdy w galeriach handlowych zawsze towarzyszyli im różni ludzie. W lutym wydarzył się nawet incydent z agresywnym fanem, który - co nie jest wielkim zaskoczeniem - doskonale i ze szczegółami opisały gazety. Wyobrażam sobie zmęczenie samego trenera, gdy sam As w jednym z gorętszych okresów miał wokół klubu Canillas aż 10 pracowników - od dziennikarzy i redaktorów po fotografów. Zdrowe nie jest chyba także mierzenie ile średnio minut dziennie pracuje Mourinho w Valdebebas. Oczywiście nie analizowano, że był to okres już bez Ligi Mistrzów i Portugalczyk pracuje nie tylko w miasteczku, ale sprzedano, że ponad 5 godzin dziennie w Valdebebas to za mało. Hiszpanie nie przeczytali za to czegoś takiego, o czym mówił pan Matamoros, czyli że Mourinho nigdy nie brał wakacji dłuższych niż 2 tygodnie, gdy inni trenerzy potrafili siedzieć na plaży cały okres od zakończenia rozgrywek do rozpoczęcia przygotowań. Niestety brutalna kampania skierowana na rodzinę przybrała na sile od stycznia i wtedy też straciliśmy Mourinho. Niektórzy, wśród nich ja, są przekonani, że gdy Junior ruszy na studia, to Mou będzie miał szansę na powrót do Madrytu. Wtedy mógłby pracować bez tego balastu i nie będzie musiał martwić się najbliższymi.

Oddzielny akapit dla prasy. Wielu nie za bardzo rozumie, gdy mówi się, że dziennikarze chcą przejąć Real Madryt, ale to nie przypadek, że w wywiadzie, który mieliście okazję u nas przeczytać, prowadzący z radia SER tak płacze, że do wyborów nie mogą startować normalni socios bez pieniędzy, a dziennikarze i prowadzący dziennika As - Roncero i Relańo - spotykają się na obiedzie z Eugenio Martínezem. To nie przypadek, że nagonka medialna radia Ser, dziennika As czy telewizji Canal+ (w Hiszpanii) zaczęła się, gdy Florentino odmówił związania się z ich szefami i nie zgodził się na przekształcenie klubu w spółkę akcyjną. Grupa Prisa jest w poważnych tarapatach, jej akcje z 20 euro spadły do 0,2 euro (!) i w tej chwili jej włodarze szukają już trzeciego dofinansowania. Przejęcie władzy w Realu Madryt, tak wielkiej i zyskownej korporacji, postawiłoby ich na nogi, ale na szczęście Florentino zdobył mandat na kolejne cztery lata. Zobaczymy czy w 2017 roku Prisa wciąż będzie na rynku. Z podobnych powodów atakowany był Mourinho, który na wywiady do mediów chodził tylko na początku. Potem skupił się na pracy i starał się izolować od tego drużynę. A bez wywiadów i przecieków prasa przestaje mieć się dobrze. Do tego Mou zawsze wskazywał na media palcami, tępił ich niekompetencję, co też im szkodziło. Dlatego stworzono wobec niego dyskurs nienawiści i kampanię, a najlepszy przykład to ostatnie dni. Jak pisałem, na okładkach Marki i Asa przeczytaliśmy, że Mourinho po raz ostatni upokorzył kapitana. Tymczasem Iker Casillas na 14 dni przed meczem z Osasuną trenował tylko w 2 i jak na warunki ustanowione za Mou, to było za mało, a gdy w piątek usłyszał, że szansę dostanie najmłodszy bramkarz, to postanowił opuścić sobie trening, stwierdzając, że nie da rady zagrać i że nie da rady załapać się na listę. Do przyjaciół dotarła jednak wersja o upokarzaniu i takie informacje do ręki dostali piperos z Bernabéu. I co potem ma robić taki dziadek, gdy czyta, że Mourinho to cham, który nie wpuścił Casillasa na ostatni mecz? Gwiżdże, gdy chuligani z Ultras Sur śpiewają na jego cześć.

Wielu twierdzi, że Mourinho doprowadził do rozłamu wśród madridistas. To prawda, w Hiszpanii widać doskonale, że ludzie są albo z Ikerem, albo przeciwko niemu. Jest wielu fanów, którzy odwołują się do Mundiali, EURO i tego, co zrobił Casillas dla klubu i reprezentacji, ale jest też drugie tyle, które wie, kto tak naprawdę podkopywał trenera. Czy Iker jest wygranym sytuacji, w której odszedł Portugalczyk? Otóż raczej nie, bo teraz nie będzie już miejsca na wymówki, że jakiś błąd czy zachowanie to wina brudnego Mourinho, a większość fanów będzie patrzeć na jego działania pod ogromną lupą. Presja, która była nakierowana na Mou, spada na Ikera, zobaczymy jak sobie z nią poradzi. Trzeba być też wdzięcznym Mou za to, jak mówią w Hiszpanii, że otworzył kibicom oczy, że pokazał jeszcze inną stronę Królewskich i próbował trochę rozbudzić tego śpiącego giganta. Rozwinął klub i nas, kibiców.

Dlatego, jak w tytule, dziękuję Zé. Myślę, że po tych trzech latach mogę się tak do niego zwracać. To był niesamowity czas, niesamowite mecze, niesamowite emocje, niesamowity okres z niesamowitymi ludźmi i z klubu, i z Hiszpanii, i z naszej Polski. Nie wiem jak będzie w przyszłości, ale oczywiście pozostanę madridistą, to moja drużyna. W ostatnich sezonach miałem jednak zawsze czas na mecz United Fergusona i oglądałem jakieś inne drużyny częściej niż kilka razy w sezonie (w ostatnim roku Tottenham). Teraz Sir Alex odchodzi i niewątpliwie jego miejsce zajmie Mou i jego nowa ekipa. Pozostanę mourinhistą i będę czekać na powrót Zé do Madrytu. Tymczasem jako madridista będę wspierał nowego trenera i jego ekipę na tyle, na ile będę mógł. Mam nadzieję, że pozostaną na drodze, którą wyznaczył Mourinho. Kibice, klub i drużyna poradzą sobie bez Mou. Widzę bardzo stabilną organizację i wielu młodych zawodników z ogromnymi możliwościami, nie spodziewam się jakiejś dramatycznej zapaści. Otwieramy nowy etap, na który zapatruję się bardzo pozytywnie. Zobaczymy za to, co zrobią zdrajcy, dziennikarze i antimadridistas.

Obrigado, Zé, hasta pronto...










Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!